Dziennik Gazeta Prawana logo

Zysk niewielki, a sława szybko przeminie

25 lipca 2012

Zdaniem resortowych ekspertów minister sprawiedliwości może znosić sądy w drodze rozporządzenia. Czyżby w ich egzemplarzach Konstytucji RP zabrakło strony z art. 176?

Konstytucja RP w artykule 45 gwarantuje każdemu obywatelowi prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. W związku z tym minister sprawiedliwości, uznając , że artykuł ten nie jest w pełni respektowany, podejmuje inicjatywę mającą służyć doprowadzeniu naszego sądownictwa powszechnego w tym jego struktury organizacyjnej do stanu porównywalnego ze standardem sądownictwa w Unii Europejskiej i to tych państw, w których wymiar sprawiedliwości funkcjonuje najsprawniej. Rzeczpospolita Polska ma bowiem obowiązek takiego organizowania systemu jurysdykcyjnego, aby właściwe sądy mogły podołać rozstrzyganiu spraw sądowych w rozsądnych terminach. Celem zasadniczym jest więc zagwarantowanie obywatelom konstytucyjnego prawa do sądu , również przez odpowiednią organizację sądownictwa powszechnego. W tym celu został złożony projekt rozporządzenia ministra sprawiedliwości w sprawie zniesienia niektórych sądów rejonowych oraz ustalenie siedzib i obszarów właściwości sądów apelacyjnych, sądów okręgowych i sądów rejonowych.

Projekt rozporządzenia przygotowano na podstawie upoważnienia zawartego w art. 20pkt 1 ustawy z dnia 27 lipca 2011 r. - Prawo o ustroju sądów powszechnych. Jak wynika z treści tego przepisu "minister sprawiedliwości po zasięgnięciu opinii Krajowej Rady Sądownictwa, w drodze rozporządzenia, tworzy i znosi sądy oraz ustala ich siedziby i obszary właściwości".

Zdaniem szefa resortu dotychczasowe funkcjonowanie sądów powszechnych w aktualnych warunkach organizacyjnych powoduje zbyt wysokie koszty w stosunku do efektów orzeczniczych z uwagi na brak racjonalnego wykorzystania kadr sądownictwa. Zmiany te mają również zapewnić jak najwyższy poziom orzecznictwa oraz poprawić sprawność postępowania. Ministerstwo, pracując bardzo koncepcyjnie nad projektem rozporządzenia, brało pod uwagę między innymi takie uwarunkowania jak: obszar właściwości sądu, liczbę wpływających spraw, limity etatów, stan obciążenia pracą sędziów, warunki komunikacyjne (dojazd stron do sądu), położenie terytorialne sądu, warunki lokalowe sądu, miejsce zamieszkania pracowników sądu. Aby nie być gołosłownym, ministerstwo skorzystało z badań przeprowadzonych przez niezależne firmy zewnętrzne w ramach realizacji projektu "Modernizacja sposobu świadczenia usług przez wymiar sprawiedliwości oraz Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki.

W ostatnim projekcie rozporządzenia (prawdopodobnie po przeprowadzonych wskazanych wyżej badaniach) i wydaniu dodatkowych pieniędzy uznano, że należy jednak zlikwidować niektóre tylko sądy rejonowe i to te o limicie etatów do 9 sędziów włącznie. Liczba ta może nieco dziwić, dlaczego właśnie sądy o limicie 10 etatów zostają, a te mniejsze o jednego sędziego nie. Jest to jednak uwarunkowane możliwością powołania w takim sądzie dyrektora - "ramię Ministra Sprawiedliwości w terenie" i przez to możliwością sprawowania przez ministra kontroli nad większa liczbą sądów w sposób bezpośredni.

Wydaje się więc, że do sprawy przygotowano się rzetelnie i wobec takich argumentów nikt nie sprzeciwi się tej "reformie". Niestety nawet te najlepsze intencje wymagają konfrontacji z rzeczywistością. Już na samym początku opinię negatywną dotyczącą likwidacji małych sądów wydała Krajowa Rada Sądownictwa. Zniesieniu sądów sprzeciwiają się również samorządy w tych miejscowościach, w których ma ono nastąpić. Sprzeciwiają się także ich mieszkańcy. Dzięki temu oporowi odnieśliśmy pierwszy sukces. Pierwszy projekt bowiem zakładał likwidację ponad 100 sądów, teraz mówi się "tylko" o 79. Jednak przedstawiony przez ministerstwo kolejny projekt rozporządzenia nadal nie znalazł uznania w opinii Krajowej Rady Sądownictwa. Jej zdaniem skumulowanie spraw w większych jednostkach może doprowadzić do wydłużenia postępowań, a nie - jak twierdzi resort - skrócenia czasu ich trwania.

Za nierzetelne należy również uznać oszacowanie zysków takiej reformy w postaci oszczędności polegających na ograniczeniu dodatków funkcyjnych dla byłych prezesów, a za wydatki uznanie konieczność wymiany tablic i pieczęci w likwidowanych jednostkach. Co prawda ministerstwo potrafiło się zabezpieczyć przed tego typu zarzutami. Wskazało bowiem w uzasadnieniu projektu, że poszukiwanie oszczędności w budżecie resortu sprawiedliwości nie stanowiło podstawowej przesłanki do zniesienia małych sądów. No cóż, jakby nie patrzeć, różnica pomiędzy dodatkiem funkcyjnym odwołanego prezesa Sądu Rejonowego a przewodniczącym wydziału wynosi średnio 250 złotych. Zysk jest zatem nieduży.

Czy zatem kieruje się ministerstwo uparcie dążąc do zniesienia tych sądów? Otóż jak twierdzi, jest to konieczność właściwego obciążenie sądów i sędziów pracą, oraz przeniesienia zaoszczędzonych etatów do innych bardziej obciążonych sądów. W tym miejscu przypomnieć należy, że nad właściwą obsadą stanowisk sędziowskich w danym sądzie sprawuje kontrolę powołane przed kilkoma laty w Ministerstwie Sprawiedliwości Biuro Analiz i Etatyzacji Sądów Powszechnych. Jeżeli w ciągu tych lat - chyba sześciu - nie udało się doprowadzić do właściwego rozmieszczenia etatów, to śmiem wątpić, by ta reforma cokolwiek zmieniła. Tak więc po raz kolejny zadaję pytanie, po co ją wprowadzać?

Nieoczekiwanie przeciwnikiem tej reformy okazał się koalicjant partii rządzącej. PSL w wyraźny sposób wskazuje na negatywne skutki społeczne takich decyzji. Co więcej, podobnie jak Krajowa Rada Sądownictwa podnosi naczelny argument, tzn. konstytucyjności art.20 ust. 1 prawa o ustroju sądów powszechnych. Artykuł 176 ustawy zasadniczej stanowi bowiem, że "ustrój i postępowanie przed sądami określa ustawa". Nie można zatem likwidować sądów w drodze rozporządzenia, tak jak chce tego minister. Niestety ten argument nie przekonuje resortu.

Ministerstwa nie przekonują także argumenty w postaci świetnie funkcjonujących małych sądów, które osiągają wielokrotnie lepsze wyniki niż sądy wielkomiejskie. Nie można jednak tutaj mówić, że sądy małe są zbyt mało obciążone sprawami, ewentualnie, że zajmują się wyłącznie sprawami prostymi. Oczywiście rzadziej zdarzają się sprawy wielotomowe, tak więc trudniej jest im się zestarzeć. Na bieg spraw w tych sądach ma również wpływ łatwiejszy nadzór przewodniczącego wydziału i prezesa nad biegiem tych spraw oraz szacunek stron do "Wysokiego sądu", o co ciężko jest w sądach w dużych miastach, gdzie rzadko się zdarza, by na wezwanie sądu wstawiły się wszystkie osoby.

Zatem, jaki zysk przyniesie dla wymiaru sprawiedliwości reorganizacja sądów, skoro wszyscy oprócz reformatorów są tej reformie przeciwni? Ja żadnego nie widzę, wiem natomiast jedno - sława reformatorów bardzo szybko przemija.

Nie rozumiem dlaczego Ministerwto Sprawiedliwości upiera się przy reorganizacji małych sądów powszechnych. One z reguły świetnie funkcjonują, zatory są natomiast w jednostkach dużych

@RY1@i02/2012/143/i02.2012.143.07000020a.802.jpg@RY2@

Janusz Zimny, członek Krajowej Rady Sądownictwa

Janusz Zimny

członek Krajowej Rady Sądownictwa

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.