Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Samorządy wpuszczone w orliki

26 czerwca 2018

Biedne te nasze samorządy. I nie chodzi już tylko o stan gminnych budżetów, ale o to, jak bardzo lokalni włodarze muszą główkować, by na koniec roku wszystko spięło się w jakąś całość, a premier nie wprowadził zarządu komisarycznego w urzędzie. A i z główkowaniem coraz trudniej, bo poczynania rządu wobec jego terenowych - zdawałoby się - partnerów zaczynają samorządowców przyprawiać o ból głowy.

Przekonały się o tym 163 gminy, które postanowiły za namową rządu wybudować na swoim terenie orliki. To do nich trafiły lub lada chwila trafią przedsądowe wezwania do zapłaty, które przyszykowała dla nich firma projektująca lokalne boiska. A wydawać by się mogło, że skoro program Moje Boisko - Orlik 2012 jest sygnowany przez Ministerstwo Sportu, nic złego zdarzyć się nie może.

A jednak resort sportu pokazał samorządowcom, czym grozi załatwianie sprawy po łebkach. Szczególnie jeśli w grę wchodzą prawa autorskie.

Najpierw dwaj architekci tworzą projekt "typowego boiska 30 x 50 m", potem udostępniają go biuru projektowemu, które następnie odsprzedaje go do pewnego stowarzyszenia, by wreszcie za jego pośrednictwem projekt trafił na stronę internetową Ministerstwa Sportu.

Już sama droga, jaką przebył omawiany projekt - długa, kręta i zawiła - powinna zapalić lampkę ostrzegawczą w głowach urzędników, którzy udostępnili go zainteresowanym samorządom. Tak się najwidoczniej nie stało, bo wygląda na to, że gdzieś w tym całym łańcuszku, szczególnie pod jego koniec, nikt nie pomyślał o tak podstawowej sprawie, jak zdobycie praw autorskich do projektu orlika.

Sprawa wychodzi na jaw dopiero wtedy, gdy w gminach wybudowano prawie 2,3 tys. boisk zgodnie z tym projektem, a ponad 160 lokalnych urzędów musi bronić się w sądzie, bo zaufało Ministerstwu Sportu. Skąd bowiem wójt niewielkiej gminy z woj. opolskiego czy kujawsko-pomorskiego ma wiedzieć, że z programem - warto podkreślić - rządowym, opracowanym przez centralny urząd, dysponujący sztabem prawników i ekspertów, może być coś nie tak? I dlaczego gmina, angażując się w projekt Ministerstwa Sportu, korzystając - wydawałoby się - z jego materiałów, ma jeszcze prosić o zgodę inne podmioty, zamiast po prostu wybudować i udostępnić boisko mieszkańcom?

Mam też mieszane uczucia, gdy na proste, zero-jedynkowe pytanie skierowane do ministerstwa o to, czy ma (lub nie) prawa autorskie do projektu orlika, odpowiedź brzmi: "Resort nie uznaje zasadności zgłoszonych roszczeń zarówno co do zasady, jak również co do wysokości". Tym bardziej że spółka rozsyłająca pisma do gmin twardo stoi na stanowisku, że praw autorskich ministerstwo nie ma i nigdy nie miało, a teraz domaga się od pojedynczych urzędów wypłaty od 50 do nawet 600 tys. zł lub rozmontowania boiska.

Oczywiście część gmin dopatrzyła się w dokumentacji kruczków prawnych i postarała się o uregulowanie praw autorskich. Chwała im za to. Ale nie o to w rządowym programie chodzi, by samorządy szukały dziury w całym, tylko by sprawnie i szybko przejść do działania. Szczególnie że pula środków rządowych przeznaczona na budowę boisk nie jest studzienką bez dna. Z całą pewnością nie może być też tak, że samorządy idą się bronić do sądu za niedopatrzenie, które nie leży po ich stronie. I cóż z tego, że Ministerstwo Sportu obiecuje, że będzie interwenientem samorządów na czas procesu? Nawet jeśli sąd umorzy sprawę i wszyscy wrócą do swoich codziennych zajęć?

Tego typu historie tylko zniechęcają samorządy do działania i twórczej postawy. W Polsce jest ponad 200 gmin, które w ogóle nie wystąpiły o unijne dotacje, bo uważają, że tak jest bezpieczniej i nie będą musiały płacić kar za ewentualne wpadki np. w dokumentacji projektowej czy sposobie rozpisania przetargu.

Jeśli nie ma motywacji do działania, samorząd zaczyna psuć się od środka. W jednej z rozmów ojciec reformy terytorialnej, prof. Michał Kulesza, ze smutkiem stwierdził, że obecnie do władzy idą coraz częściej dwie grupy - łowcy stanowisk oraz szlachetni naiwniacy, którzy sądzą, że im się uda. Niektórym rzeczywiście się udaje, ale przecież samorząd w Polsce to nie tylko kilkadziesiąt miejscowości, którym się powodzi. To też setki niewielkich gmin, których nie stać na wyremontowanie 100-metrowego odcinka drogi. Jeśli najwyższa władza tego nie dostrzega lub tylko udaje, to w końcu i ona zostanie rozliczona z takiego stylu myślenia. Przynajmniej raz na cztery lata.

Resort sportu nie pomyślał o tak podstawowej sprawie, jak zdobycie praw autorskich do projektu boiska

@RY1@i02/2012/128/i02.2012.128.08800020b.802.jpg@RY2@

Tomasz Żółciak, dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Tomasz Żółciak

dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.