Nie będzie kogo się wstydzić
Co z eurokibicami? Po krajowej wojnie z kibolami, jaką urządził Donald Tusk, zaczęliśmy się straszyć wizją demolki, festiwalu bluzgów czy innego blamażu podczas Świąt Wielkiego Euro. Można jednak spać spokojnie, żadnego wstydu nie będzie. Kibiców, których oglądamy na polskich stadionach w kolejkach ligowych, na Euro będzie tyle, co kot napłakał.
Po pierwsze nie dostali biletów. Prawie 40 proc. wejściówek znalazło się w wolnej sprzedaży, ale większość z nich trafiła do przypadkowych osób. Reszta, równie losowo, rozdysponowana będzie przez firmy, jak Orange, w konkursach dla klientów. Chłopcy z Sosnowca czy Krakowa nie otrzymają biletów bez kolejki. Szczerze mówiąc, można się spodziewać, że trybuny w ogóle będą mało fanatyczne - połowa publiczności to będą panowie pod krawatem i panie z korporacji, PZPN i grup, które trzymają władzę. Po drugie, i ważniejsze, żadnego z chłopaków z tzw. młynów (trybun fanatyków) Euro zdaje się nie interesować. W ostatniej kolejce naszej ekstraklasy wielu z nich zajętych było demonstrowaniem sprzeciwu właśnie wobec "nowoczesnej piłki". Na murawie lądowały race (np. w Warszawie czy Lubinie), a na stadionie Wisły Kraków po trybunie wędrował transparent "Fuck Euro".
Euro 2012 dla większości Polaków będzie świętem piłkarskim i dwoma piwkami wypitymi w pubie czy przed telewizorem. Dla fanatyków kibicowania na żywo, a nie w fotelu, wizja komercyjnej piłki uosabia wszystko, czego nienawidzą. Pikniku na stadionie, elitarnej publiczności, stewardów na każdym schodku i całej masy przepisów dotyczących zachowania, jak np. konieczności siedzenia na swoim miejscu w czasie trwania meczu.
Nie ma powodów do obaw. I na dobre, i na złe Euro 2012 będzie prawdopodobnie zaprzeczeniem wszystkiego, co znamy z naszych stadionów, przynajmniej jeśli chodzi o polskich fanów. Nie będzie rozśpiewanych trybun i skaczących kibiców, ale nie będzie też rac, bluzgów czy przepychanek z policją. Piłkarskie święto będzie kibicowską nudą. Goście nie poznają codziennego oblicza polskich stadionów. Niestety, nie ma też żadnej perspektywy na to, że kibicowanie radosne - synteza tego, co najlepsze w kibolstwie, i tego, co najlepsze w pikniku - będzie przyszłością. Pozostanie tylko marzeniem.
@RY1@i02/2012/101/i02.2012.101.18600020c.802.jpg@RY2@
wojciech górski
Jan Wróbel, dziennikarz i publicysta
Jan Wróbel
dziennikarz i publicysta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu