Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Preludium do Euro

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Szukając tematu tego felietonu, pomyślałem sobie, że znajdę coś optymistycznego. Tyle ostatnio wokoło złych informacji - dalsze kłopoty Grecji, awantury związane z reformą naszego systemu emerytalnego, smutny finał procesu byłej posłanki, której udowodniono korupcję, katastrofalna pozycja w europejskim rankingu służby zdrowia... A to jedynie wrażenia po lekturze tylko pierwszych stron gazet z ostatnich kilku dni. Niestety, życie znów zweryfikowało moje plany - będę musiał ponownie trochę ponarzekać.

Miałem w tym tygodniu przyjemność gościć na Europejskim Kongresie Gospodarczym zorganizowanym w Katowicach. Na panelach dyskusyjnych, nieformalnych spotkaniach, w kuluarach można było porozmawiać na tematy gospodarcze, społeczne, polityczne. Goście dopisali, impreza się udała. Plus dla organizatora. Kolejna dobra wiadomość - na kongresie skorzystało też miasto. Zarobiły przecież hotele, taksówkarze, firmy cateringowe, ochroniarskie itd.

Czar udanej imprezy prysł jednak na katowickim dworcu. I nie chodzi mi tu bynajmniej o to, że jest właśnie praktycznie budowany na nowo. Jestem w stanie ponieść dodatkowy wysiłek przemieszczania się prowizorycznymi ukrytymi przejściami, wspinania się z bagażem po rozlicznych schodach ze świadomością, że jeśli przyjadę na Śląsk w przyszłym roku, powinien mnie już przywitać elegancki nowoczesny budynek. Trzeba go przecież kiedyś wybudować.

Dantejskie sceny zaczęły się, kiedy na peron wjechał ekspres Praga - Warszawa, a już na pierwszy rzut oka widać było, że pasażerów oczekujących jest znacznie więcej niż miejsc w pociągu. Jako posiadacz biletu pierwszej klasy, który udało mi się szczęśliwym trafem zdobyć, mogłem sobie pozwolić na komfort (tak mi się przynajmniej wówczas wydawało) obejrzenia dość ciekawego zjawiska socjologicznego: oto gromada "białych kołnierzyków" przeobraziła się na moich oczach w stado dzikich bestii szturmujących wagon Warsu, w którym można było zająć wolne miejsce. Ja - pomyślałem - poczekam sobie spokojnie i wsiądę do wagonu później, mam przecież miejscówkę. Ten komfort w niewielkim stopniu zmąciło wprawdzie to, że w zapowiedzi przez megafon nie usłyszałem, w którym sektorze mój wagon ma się zatrzymać. Inna sprawa, że w ogóle nic nie usłyszałem, a raczej nie zrozumiałem - pani zapowiadająca odjazdy pociągów na dworcu w Katowicach mogłaby z pewnością zająć miejsce na podium w mistrzostwach świata w szybkim czytaniu.

Gdy tłum "warsowiczów" już się przetoczył, rozpocząłem poszukiwanie mojego przedziału. I tu niespodzianka - wagonu pierwszej klasy w ogóle nie było. Razem z innym pierwszoklasistami dopchnąłem się więc do pozostałych wagonów i zająłem miejsce - podobnie jak inni - w korytarzu i okolicach toalet. I w niewielkim stopniu kolejarzy obroni to, że wagon pierwszej klasy w końcu dołączono (przy okazji polecam bardzo zawstydzające dla naszej kolei porównanie polskiego wagonu pierwszej klasy z czeskim wagonem klasy drugiej). Bo nie może być tak, że o dołączeniu wagonu podróżni dowiadują się z głuchego telefonu, który przetacza się po korytarzach pociągu. Nie muszę chyba dodawać, że przez tę operację wyruszyliśmy z półgodzinnym opóźnieniem - choć tu oddam honor PKP, udało się je po drodze zniwelować.

Pewnych działań, a raczej zaniechać naszych kolejowych włodarzy pojąć nie mogę. Dlaczego w ostatnim dniu katowickiego kongresu nikt nie wpadł na pomysł, żeby puścić dodatkowe składy lub - jeśli z jakiś przyczyn dodatkowych pociągów uruchomić się nie dało - do tych już kursujących dołożyć kilka wagonów. Czy tak trudno było sobie wyobrazić, że na peronie czekać będzie kilkaset osób więcej niż zwykle, które będą chciały w jednym czasie przemieścić się do Warszawy. Sprzedać im bilety np. w dodatkowych wagonach pierwszej klasy to przecież czysty zysk dla firmy i to poniesiony chyba niezbyt wysokim kosztem.

Na koniec znów optymistycznie. Gdy staliśmy ściśnięci jak sardynki z perspektywą trzygodzinnej podróży w tych warunkach, ktoś rzucił hasło, że to preludium do tego, co będzie się działo podczas Euro 2012. Nie zgadzam się - na turniej wszystko jakoś się uda. Zmobilizujemy się i wspólnymi działaniami sprawimy, że wstydu nie będzie. Nadrobimy gościnnością i uśmiechem. Tak zresztą było we wspomnianym pociągu, gdzie jeszcze przed pojawieniem się dodatkowego wagonu, czyli w trudnym momencie, pasażerska brać się zorganizowała - powstały od razu prowizoryczne siedzenia ułożone z walizek, ustępowano miejsce paniom, podawano sobie, jak kiedyś cegły na budowie Nowej Huty, bagaże. Pytanie, czy po mistrzostwach znów rzucimy się sobie do gardeł z dzikością, jaką w oczach mieli ci, którzy szturmowali wagon restauracyjny.

@RY1@i02/2012/096/i02.2012.096.18600120a.802.jpg@RY2@

Łukasz Korycki, zastępca redaktora naczelnego Dziennika Gazety Prawnej

Łukasz Korycki

zastępca redaktora naczelnego Dziennika Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.