Dziennik Gazeta Prawana logo

Kowalski boi się Temidy, bo jej nie rozumie

3 lipca 2018

Przeciętny Polak o prawie wie niewiele. Taka refleksja nasuwa się po obserwacji osób, które z różnych powodów stają przed obliczem Temidy. Można to zmienić.

To, że różne osoby trafiają do sądu, często wynika z ich nieświadomości prawnej. Z drugiej strony trudno się temu dziwić, skoro w prasie codziennej czytamy, a w telewizji często słyszymy z ust polityków czy dziennikarzy, że organami wymiaru sprawiedliwości w Polsce są... policja i prokurator. Trudno o bardziej błędne stwierdzenie. Przecież art. 175 konstytucji jasno precyzuje, że wymiar sprawiedliwości sprawują: Sąd Najwyższy, sądy powszechne, sądy administracyjne i sądy wojskowe. Ani słowa nie ma tam o policji czy prokuraturze. Nie ma dlatego, że są to organy ścigania, które ewentualnie mogą być stroną procesu karnego, pełniąc funkcję oskarżycieli publicznych. Jednak przeciętny Kowalski słyszy taki przekaz i utwierdza się w swoim błędnym przekonaniu.

W Polsce nie ma zwyczaju nauczania przepisów prawa w szkołach, wyjątkiem są tu studia prawnicze, ale na nie decydują się tylko nieliczni. Zresztą nie wszyscy muszą być prawnikami. Nie w tym tkwi problem. Chodzi o to, by statystyczny Kowalski nie bał się sądu. Dziś to wygląda tak, że stając przed sądem bez adwokata czy radcy prawnego, strona zazwyczaj nie ma pojęcia, dlaczego znalazła się przed obliczem Temidy. Co więcej, wiele osób po prostu nie rozumie problemu prawnego, jaki zaprowadził je do sądu. O ile mniej byłoby spraw, gdyby na przykład pozwani wiedzieli, że prawo polskie zna instytucję przedawnienia i gdy upłynie pewien czas - z reguły 3 lub 10 lat (w zależności od rodzaju zobowiązania) od terminu wymagalności roszczenia - to powód nie może takiej sprawy wygrać. I gdyby wiedzieli, w jaki sposób o tym sądowi powiedzieć. Dziś wygląda to tak, że w kilku procentach tego typu spraw pozwani podnoszą skutecznie zarzut przedawnienia. Pozostali przegrywają sprawy tylko i wyłącznie przez swoją niewiedzę. Łacińska paremia prawnicza mówi, że nieznajomość prawa szkodzi. To prawda, ale wielu z tych ludzi nigdy nie miało nawet szansy, by elementarną znajomość prawa posiąść. Uczyli się w szkole o rozmnażaniu roślin czy też o poezji Leśmiana. Elementarnej wiedzy z zakresu prawa nikt im jednak nie przekazał. Pamiętam co prawda, że w liceum był przedmiot nazywany wiedzą o społeczeństwie. Pamiętam też, że uczyliśmy się na nim regułek w stylu, co to jest Sejm, Senat oraz kim jest prezydent. I nic poza tym.

Każdy powinien wiedzieć, co to jest przedawnienie roszczenia, jak napisać wniosek o stwierdzenie nabycia spadku czy też jak złożyć sprzeciw i co w nim napisać. Dziś głównym argumentem podnoszonym w sprzeciwie od nakazu zapłaty czy apelacji jest to, "że jestem biedny i nie mam z czego zapłacić". Jakież jest zdziwienie takiej osoby, gdy pomimo jej trudnej sytuacji finansowej "bezduszny" sąd każe jej spłacać długi. A mogłoby być zupełnie inaczej, gdyby na poziomie gimnazjum czy szkoły średniej pojawił się obowiązkowy przedmiot noszący nazwę np. elementy prawa. Ale nie taki, gdzie uczono by nikomu niepotrzebnych teoretycznych definicji, lecz w praktyce omawiano problemy, jakie mogą w przyszłości spotkać każdego z nas i zaprowadzić do sądu. Ważne, by młodym ludziom wpoić pewne obowiązujące zasady prawne, nauczyć, gdzie szukać przepisów prawa przydatnych w codziennym życiu.

Obecnie sędziowie organizują czasami lekcje poglądowe, na których młodzież ma okazję przyjść do sądu i tam zobaczyć, jak w rzeczywistości wygląda rozprawa. Niedawno takie zajęcia odbyły się w Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga. Jedna taka wizyta w sądzie daje dużo więcej niż wielogodzinne studiowanie książek i uczenie się na pamięć definicji. Sam doskonale pamiętam, jak podczas studiów wybraliśmy się z kolegami do sądu, by zobaczyć, jak wygląda prawdziwa rozprawa. Do dziś pamiętam dokładnie tę rozprawę, podczas jej trwania nauczyłem się dużo więcej, niż gdybym ten czas poświęcił na czytanie podręcznika. Obecnie, widząc zagubionych ludzi na sali rozpraw, utwierdzam się w przekonaniu, jak bardzo potrzebna jest edukacja z zakresu prawa już na etapie szkoły średniej lub gimnazjum. Warto, by młodzież w ramach takiej edukacji dowiedziała się o podstawowych zasadach polskiego porządku prawnego, poznała najczęściej popełniane przestępstwa i wykroczenia, najważniejsze przepisy z zakresu prawa pracy i prawa cywilnego, takie, które z dużą dozą prawdopodobieństwa będą miały zastosowanie w ich dorosłym życiu.

O Polsce mówi się czasami, że to kraj pieniaczy sądowych. Obserwując zachowanie przeciętnego człowieka w sądzie, rzeczywiście można czasami odnieść takie wrażenie. Tylko że zazwyczaj pieniactwo to wynika z niewiedzy. Ktoś powie, po co nam kolejne dodatkowe godziny w szkołach? Czy warto? Otóż warto. Cena, jaką obecnie ponosi społeczeństwo, jest duża. Sądy polskie są przeciążone, na rozpoznanie spraw czeka się długo. Gdyby świadomość prawna obywateli była większa, to spory procent spraw nie trafiłby nigdy do sądu albo zakończył się na etapie nakazu zapłaty. Dziś dzieje się zupełnie inaczej, a koszty braku elementarnej wiedzy z zakresu prawa ponosimy my wszyscy, czyli podatnicy.

Ostatnio przeczytałem w prasie, że komisja kodyfikacyjna prawa cywilnego proponuje wprowadzenie przymusu adwokacko-radcowskiego w sprawach cywilnych przed sądami drugiej instancji oraz w pierwszej instancji przed sądami okręgowymi. Pomysł może i nienajgorszy. Pytanie tylko, czy udźwignie to budżet państwa. Przecież wielu osób nie będzie stać na pełnomocnika z wyboru i koszty znów poniosą podatnicy. Wydaje się, że zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest praca u podstaw i objęcie nauczaniem elementarnych zasad prawnych na etapie obowiązku szkolnego. Oczywiście efekt w postaci podniesienia świadomości prawnej społeczeństwa będzie widoczny za kilka, a nawet kilkanaście lat, ale koszty będą zdecydowanie mniejsze. Dziś drobny przedsiębiorca nie korzysta z usług prawnika na etapie prowadzenia działalności gospodarczej, choć o prawie nie wie nic. Często prowadzi to do zawierania umów czy podejmowania decyzji, które finał znajdują w sądzie. Innymi słowy taki przedsiębiorca uczy się na własnych błędach. Pomoc adwokata w postępowaniu odwoławczym zazwyczaj niewiele mu da z uwagi na prekluzję dowodową i niemożność powoływania nowych dowodów na etapie postępowania apelacyjnego. Gdy pozna podstawowe przepisy prawa i obowiązujące zasady w obrocie cywilno-prawnym, będzie miał możliwość uniknięcia niepotrzebnych spraw w sądzie. Tak więc to edukacja prawna jest na pewno dużo lepszym rozwiązaniem niż wprowadzenie przymusu adwokacko-radcowskiego w postępowaniu cywilnym. I wbrew pozorom dużo tańszym.

Nie twierdzę, że wiedza z biologii czy historii literatury polskiej nie jest potrzebna. Jednak równie potrzebna jest wiedza z zakresu prawa

@RY1@i02/2012/071/i02.2012.071.07000020b.803.jpg@RY2@

Jan Drąg, sędzia Sądu Rejonowego dla Warszawy-Pragi-Północ w Warszawie

Jan Drąg

sędzia Sądu Rejonowego dla Warszawy-Pragi-Północ w Warszawie

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.