Pisanki ministra sprawiedliwości
Kto z nas nie lubi oglądać pisanek? Niestety pięknie ozdobione jaja bardzo rzadko nadają się do konsumpcji
Zacznę trochę przewrotnie i powiem, co mi się nie podoba w reformie służby zdrowia, Przede wszystkim fakt, że trwa od wielu lat i kosztuje zbyt dużo. Wiąże się to również z ciągłymi zmianami ministrów na tym stanowisku. Natomiast, jeśli chodzi o wyniki, to są one prawie żadne, a liczba niezadowolonych petentów ciągle rośnie. W tym wypadku liczba pomysłów na reformę osiąga ostatnio szczyt, jednak nie przynoszą one żadnych pozytywnych efektów.
Dlaczego zatem zacząłem pisać o reformie służby zdrowia? Dlatego, że jest ona bardzo zbliżona pod względem skuteczności do reformy wymiaru sprawiedliwości. Każdy z nas chciałby iść do wybranego lekarza bez stresu, zbędnych kolejek i z zaufaniem do samego lekarza, że jest on specjalistą w swojej dziedzinie, dobrze wykształconym, stale podnoszącym swoją wiedzę. Jednocześnie bardzo ludzkim - bo przecież chcemy, aby z nami, choć chwilę, porozmawiał. Zwłaszcza kiedy jesteśmy osobami starszymi, mającymi więcej czasu, ale za to słabsze zdrowie. Takim naczelnym lekarzem dla wymiaru sprawiedliwości może być pan minister Jarosław Gowin. Jest to pierwszy minister , który nie jest prawnikiem tylko filozofem. Kiedy jednak wyjdziemy na ulicę i w kolejce np. do lekarza posłuchamy o polityce, to część osób (mimo że nie są prawnikami) okaże się świetnie przygotowana do tego, aby wskazać, czego oczekuje od wymiaru sprawiedliwości i jakie zmiany powinny w nim nastąpić, aby zaczął on prawidłowo funkcjonować. Wszystkim nam przecież chodzi o to samo podobnie jak w wypadku służby zdrowia. Przede wszystkim o łatwy dostęp do sądu, tanie koszty postępowań i reprezentacji w tym sądzie. Spodziewamy się także od państwa fachowej pomocy prawnej udzielanej osobom mającym trudną sytuację osobistą. Oczekujemy na przyspieszenie trwania procesów i uświadomienie sprawcom, że nie unikną kary i będzie ona wymierzona szybko i sprawiedliwie.
Co na to minister Jarosław Gowin? Wspólnie ze swoim klubem od kilku lat stara się sprostać tym potrzebom. W tym celu jak wiadomo przygotowano wiele nowych ustaw mających poprawić funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości. Zaczęto od góry, to znaczy od naprawy złej ustawy dotyczącej ustroju sądów powszechnych. Zmiany tam wprowadzone mają między innymi spowodować, aby sędziowie wydajniej pracowali. Przyczynić się do tego ma systematyczna kontrola sędziów prowadzona przez wizytatorów polegająca na ocenie ich pracy. W ustawie dodatkowo poszerzono kompetencje dyrektorów, którzy podległych prawie bezpośrednio ministrowi sprawiedliwości, w zakresie administrowania sądami. Spowoduje to pozbawienie w tym względzie jakiegokolwiek władztwa prezesów sądów. Zasada ta ma jakoby uwolnić prezesów od tych czynności, pozwalając zająć się im innymi bieżącymi zadaniami.
Proponowana zmiana ustawy o ustroju sądów powszechnych nie znalazła poparcia w środowisku sędziowskim i została zaskarżona przez Krajową Radę Sądownictwa do Trybunału Konstytucyjnego z uwagi na sprzeczność znajdujących się w niej kilku artykułów z konstytucją. Po raz kolejny organ reprezentujący III władzę poddał pod ocenę działania pozostałych władz to znaczy władzy ustawodawczo-wykonawczej. Sytuacja jest zatem wyjątkowa. Dlaczego więc zaskarżona ustawa jest tak bezwzględnie wprowadzana w życie? Dlaczego nikt nie zechciał się zastanowić nad jej odroczeniem w całości (część przepisów wchodzi w późniejszym okresie) do czasu podjęcia decyzji przez TK? Co się stanie, kiedy trybunał uzna ją za niegodną z konstytucją. Kto poniesie koszty zmian? Przecież nie były minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski, skoro nie jest już ministrem, a także (chyba) nie obecny minister Jarosław Gowin, skoro nie przygotowywał osobiście tej ustawy. Czy sytuacja ta nie przypomina nam znowu problemów z służbą zdrowia i ustawą o refundacji leków? Tam koszty ciągle rosną, a płaci społeczeństwo.
Tymczasem w Ministerstwie Sprawiedliwości przygotowywanych jest też wiele innych ustaw i rozporządzeń. Wszystkie są zaskakujące, jak choćby rozporządzenie dotyczące likwidacji małych sądów. Ten pomysł jest krytykowany nie tylko przez prawników, ale i zwykłych ludzi, którzy chcą mieć własny, to znaczy miejscowy sąd. Nie chcą jego likwidacji, bo dla nich jest gwarantem szybkiego dostępu do wymiaru sprawiedliwości. Pełni też funkcję prestizową. Resort jednak zdaje się być głuchy na te argumenty i jak mantrę powtarza, że nic się nie zniemi, bo w miejsce sądów powstaną zamiejscowe wydziały. Niestety nie ma żadnej gwarancji, że nie zostaną one zlikwidowane w przyszłości, np. za rok.
Wracając już do tytułu felietonu, to chciałbym podkreślić, że mimo tego, iż pisanki na świątecznym stole mogą wyglądać w koszyczku ślicznie i kolorowo (podobnie jak przygotowane ustawy), to wszystko może być niestrawne.
@RY1@i02/2012/071/i02.2012.071.07000070h.802.jpg@RY2@
Janusz Zimny, sędzia Sądu Okręgowego w Gdańsku, członek Krajowej Rady Sądownictwa
Janusz Zimny
sędzia Sądu Okręgowego w Gdańsku, członek Krajowej Rady Sądownictwa
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu