Polak potrafi: oszczędności przez pączkowanie
Zła wiadomość dla jednych, innych może przyprawić o łzy radości. Tak będzie i teraz. A więc taksówkarze, adwokaci, notariusze i wy wszyscy, przedstawiciele innych reglamentowanych zawodów, śpijcie spokojnie. Resort sprawiedliwości wymyśli nowe, wspaniałe przepisy, które zamydlą całą deregulację i sprawią, że wszystko będzie jak dotąd. Albo jeszcze lepiej.
Domniemanie takie wynika nie tyle z mojej wrodzonej złośliwości (jestem istotą łagodną i życzliwą ludziom), ale z doświadczenia. Jakoś tak bowiem się składa, że za cokolwiek się resort ostatnio weźmie, wychodzi na opak.
Weźmy sprawę asystentów sędziów - miało być ich tylu, by ułatwić i odbiurokratyzować zawodowe życie dam i dżentelmenów w sędziowskich togach. Ale nieszczęsnym asystentom tak mało płacą, że nawet łapanki nie pomagają, aby zapełnić wakaty. Więc się stanowiska asystenckie likwiduje, na ich miejsce sadza zwykłych urzędników.
Albo inna historia - ze służbą doręczeń sądowych. Gadania o niej było tyle, że można by wypełnić sto biurokratycznych szczytów. I na gadaniu poprzestano.
No i mamy projekt najważniejszy - nagrywanie rozpraw miało skrócić i usprawnić postępowanie. Sędzia, zamiast dyktować protokolantce, co pisać, miał się zająć orzekaniem, bo wszystko zapisze się przecież samo. Z jednym "ale".
W krajach z nie tak rozwiniętą jak w Polsce demokracją i praworządnością, np. w Stanach Zjednoczonych, wyroki zapadają po kilku, no, kilkudziesięciu dniach rozprawy. Pamięć sędziowska jest wówczas jeszcze świeża i nie ma problemu z przypomnieniem sobie, co kto mówił.
U nas, kiedy do wyroku mijają lata, lepiej wszystkie zeznania mieć na papierze. Więc ten cały e-protokół trzeba będzie przepisywać. Tyle że zajmie to dużo więcej czasu i będzie trudniejsze niż wówczas, kiedy sędzia dyktował esencję treści z nieskładnych wynurzeń świadków. Więc co? Zatrudni się nowych ludzi i dodatkowo im zapłaci.
W czasach kryzysu, kiedy zakłady pracy robiły czystki w personelu, furorę zrobiło słowo "optymalizacja" - zastępowano nią brutalne pojęcie "zwolnienia grupowe". W urzędach państwowych chętnie mówi się dziś o cięciach etatów. Przez pączkowanie.
@RY1@i02/2012/056/i02.2012.056.00000020a.802.jpg@RY2@
Mira Suchodolska sekretarz redakcji
Mira Suchodolska
sekretarz redakcji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu