Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Uczyć się czy zbroić? Polska szykuje się nie do tej wojny, co trzeba

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 12 minut

W dzisiejszym świecie nie brakuje potrzeb i zagrożeń. Konflikty militarne, terroryzm, także w wersji cyber, nienadążanie za wyzwaniami globalnej konkurencji, sprawa bezpieczeństwa energetycznego, zagrożenia socjalne związane z niekorzystnym rozwojem demograficznym w krajach rozwiniętych, kłopoty z uruchamianiem skutecznych systemów edukacji ustawicznej, a w konsekwencji rozwarstwienie społeczne wynikające z nierównego dostępu do informacji, oraz dziesiątki innych. Które z nich są najpoważniejsze? Którym zagrożeniom powinniśmy przeciwstawiać się w pierwszej kolejności i przeznaczać na to największe środki? Różne kraje mają na te pytania różne odpowiedzi. Jednym z pouczających wskaźników oceny zagrożeń w poszczególnych krajach wydaje się stosunek nakładów na obronność do całkowitych (budżetowych i pozabudżetowych) nakładów na badania i rozwój (B+R). Relacja ta wydaje się sensowną odpowiedzią na pytanie o dokonywaną przez państwo ocenę powagi zagrożeń militarnych względem zagrożenia utraty zdolności do kierowania rozwojem cywilizacyjnym i gospodarczym. Co ciekawe, w ostatnich latach wskaźnik ten utrzymuje się w wielu krajach na prawie stałym poziomie. W USA wynosi on około 1,3 (30 proc. więcej pieniędzy na obronność niż na B+R) , w Niemczech 0,6, w Szwecji i Austrii 0,4, w Wielkiej Brytanii 1,4, w Japonii 0,3, w Czechach 1,4, na Węgrzech 1,7. Relatywnie wysoka wartość tego wskaźnika w USA wynika oczywiście z poczucia odpowiedzialności tego kraju za bezpieczeństwo całego świata, kraje takie jak Niemcy, Austria czy Szwecja dbają raczej o konkurencyjność swoich gospodarek, Japonia dodatkowo ciągle nie przezwyciężyła kompleksu swej roli w II wojnie światowej, zaś bliskie nam kraje naszego regionu próbują mozolnie odbudowywać zaniedbania cywilizacyjne. Tak czy inaczej można uznać, że w dużym przybliżeniu typowy wskaźnik oscyluje wokół jedynki - w poszczególnych krajach nakłady na obronność są porównywalne z nakładami na badania naukowe i prace rozwojowe.

A jak jest w Polsce? U nas budżet obrony narodowej jest większy od budżetu na badania i rozwój ponadtrzykrotnie! Na wynik ten składa się 1,95 proc. PKB ustawowo kierowane z budżetu na obronność, zwiększone o dodatkowe wydatki gwarantowane specjalnymi ustawami związanymi np. z zakupami sprzętu takiego jak wielozadaniowy samolot F16. Dzielimy to przez oscylujący wokół 0,6 proc. PKB budżet polskiego sektora B+R. W świetle tych danych nasuwa się wrażenie, że Polska szykuje się do boju nie na tej wojnie, która jest obecnie prowadzona w świecie. - Kraje rozwinięte i te, które chcą takimi zostać, już dawno uświadomiły sobie, że dzisiejsza rywalizacja rozstrzyga się przede wszystkim na drodze generowania i wykorzystywania wiedzy, stwarzania szans kreatywnej pracy dla najzdolniejszych umysłów. W porównaniu z innymi Polska ewidentnie nie docenia zagrożeń wynikających z utraty intelektualnej niezależności. - Konsekwencje tego widać wyraźnie dzisiaj w jakości naszego systemu edukacji i konkurencyjności gospodarki.

Uczciwość nakazuje dodać do tego następujący komentarz. W istocie to nie ten wysoki budżet na obronność przesądza w Polsce o niekorzystnej dla nas statystyce - nasze wydatki przeznaczane na ten cel nie odbiegają w relacji do PKB od wskaźników w innych krajach. Obecny poziom wydatków na obronność odpowiada także wymogom NATO. Decydujące znaczenie dla przytoczonej statystyki mają natomiast niezwykle u nas niskie wydatki na B + R (nasze 0,68 proc. PKB wobec 2,01 proc. PKB w UE, 2,77 proc. PKB w USA, 3,44 proc. PKB w Japonii, 3,7 proc. PKB w Szwecji, 4,0 proc. PKB w Finlandii, 1,86 proc. PKB w Słowenii, 1,53 proc. PKB w Czechach czy 1,15 na Węgrzech - dane z roku 2009). Biorąc pod uwagę, iż nasz PKB na głowę mieszkańca jest istotnie niższy niż w wymienionych krajach, polski naukowiec ma często do dyspozycji 5 czy nawet 8 razy mniej środków na badania niż jego konkurent z zachodu Europy. Wobec coraz wyższych kosztów prowadzenia badań stawia to nas w niezwykle trudnej sytuacji. Niestety, ostatnich parę dekad historii gospodarczej świata nie pozostawia wątpliwości - bez zmiany priorytetów budżetowych, bez postawienia na rozwój kreatywności obywateli i instytucji, bez systemu edukacji i nauki wspartego nowoczesnymi rozwiązaniami stymulującymi innowacyjność nasze marzenia o doścignięciu gospodarczych liderów nigdy nie doczekają się realizacji.

I na koniec jeszcze jedna uwaga. Zwiększone nakłady na badania i rozwój nie zagwarantują szybkiego wzrostu konkurencyjności gospodarki. Z pewnością przyczyniłyby się jednak do poprawy poziomu kształcenia oferowanego na wyższych uczelniach, stworzenia w kraju atrakcyjnych miejsc pracy dla najzdolniejszych absolwentów i zapewnienia kadr ekspertów niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania gospodarki i administracji. A to, wraz ze stworzeniem nowoczesnego systemu wdrażania rezultatów badań (dostępność kapitału podwyższonego ryzyka, zachęty do podejmowania innowacyjnej działalności przez przedsiębiorców, ochrona własności intelektualnej, działania na rzecz wzrostu proinnowacyjnych postaw w społeczeństwie) jest kluczem do powstania w Polsce kultury innowacyjności. - Czyli tego niewidocznego czynnika decydującego o gospodarczych sukcesach na globalnych rynkach.

Kraje rozwinięte już dawno uświadomiły sobie, że dzisiejsza rywalizacja rozstrzyga się przede wszystkim na drodze wykorzystywania wiedzy

Michał Kleiber

prezes Polskiej Akademii Nauk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.