Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Merkel, bezradność mediów i ukryte męskie fantazje

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Czarna Wdowa, Mamuśka, Żelazna Dama. Ileż to przydomków media próbowały nadać niemieckiej kanclerz? Tyle że trafiają jak kulą w płot. Dlaczego? Bo nie potrafią przetrawić kobiety na stanowisku kanclerza.

Merkel rządzi Niemcami od ośmiu lat i właśnie wygrała kolejne wybory. A mimo to dziennikarze ciągle nie znaleźli klucza do opisania jej fenomenu. Ciekawe i nowe światło rzuca na ten problem Andrea Dernbach we wczorajszym "Tagesspieglu". Zaczyna od dekonstrukcji merkelowskich przydomków. Weźmy "Czarną Wdowę". Niemiecka kanclerz była do najniebezpieczniejszego pająka świata porównywana notorycznie. Dlaczego? Bo w drodze na szczyt pokonała wielu poważnych konkurentów. To ona odcięła się od swojego pierwszego politycznego mentora Helmuta Kohla, gdy po przegranych wyborach w 1998 r. na jaw wyszły nieprawidłowości związane z finansowaniem CDU w jego czasach. Potem z Merkel przegrywali kolejni pretendenci do sukcesji po Kohlu: Merz, Stoiber, Koch, Wulff. Co gorsza, gdy jadowita pajęczyca wytruła już partyjnych delfinów, zaczęła zabijać konkurencyjne ugrupowania. W roku 2005 SPD wchodziło w koalicję z Merkel z poparciem grubo ponad 30-proc., a kończyło cztery lata później bez jednej trzeciej wyborców. Podobnie kolejny koalicjant FDP. W roku 2009 miał 14 proc. głosów. Cztery lata u boku Merkel sprawiły, że liberałowie nie zdołali nawet wejść do parlamentu.

"Wyobraźmy sobie teraz, że Merkel jest mężczyzną" - pisze dziennikarka "Tagesspiegla". Czy wtedy też koncentrowano by się na konkurentach pokonanych w wewnątrzpartyjnych bojach? Przecież w każdej partii czy innej hierarchicznej instytucji lider zostawia w pokonanym polu jakichś konkurentów. Czy to powód, by od razu nazywać go Czarną Wdową? Czy ktoś kiedyś obwiniał Helmuta Kohla za słaby wynik koalicjantów z FDP? Otóż nie! Dlaczego? Bo poprzednicy Merkel na stanowisku kanclerza czy szefów największych partii byli mężczyznami. I to normalne, że zachowywali się jak politycy. Zdobywali władzę i starali się ją utrzymać. Tylko w przypadku Merkel jakoś ciągle to dziwi. Gdy Angie zachowuje się jak polityk, od razu jest stylizowana na femme fatale. Czy to nie są przypadkiem raczej stereotypy i ukryte fantazje zamiast chłodnej publicystycznej analizy?

Zwłaszcza że często w tym samym ciągu skojarzeń Merkel bywa nazywana Mutti. A więc "mamuśką". Taką, co zdołała cały swój naród przytulić do piersi. "A przecież mamuśka i czarna wdowa to przeciwieństwa. To tak, jakby nazwać kogoś jednocześnie dziwką i świętą. Owszem, może to kręci panów redaktorów. Ale z prawdą ma niewiele wspólnego" - pisze Andrea Dernbach. Sam mógłbym do tej wyliczanki dorzucić figurę Żelaznej Damy. Kolejny wyraz bezradności w opisywaniu pani kanclerz. Próba rozumienia jej przez pryzmat innej wielkiej kobiety Margaret Thatcher. Z którą Frau Merkel nie ma wspólnego absolutnie nic. Wniosek: Merkel to Merkel. Ani dobra mamusia, ani jakaś szczególna domina. Zjawisko jednorazowe, zasługujące na oddzielną analizę.

@RY1@i02/2013/195/i02.2013.195.00000060a.802.jpg@RY2@

Rafał Woś dziennikarz działu życie gospodarcze kraj i świat

Rafał Woś

dziennikarz działu życie gospodarcze kraj i świat

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.