Rzeczpospolita Pinokiów
Oficjalnie brzydzimy się kłamstwem, lecz panikujemy przed wykryciem łgarzy, bo sami nimi jesteśmy
Majster Dżepetto nie doczekałby się dzisiaj prawdziwego syna. W cywilizacji kłamstwa poczciwy mówiący świerszcz z bajkowej powieści Carla Collodiego, symbol wyrzutów sumienia, już dawno stał się obiadem podstępnego lisa, a wróżkę o błękitnych włosach zagryzł wredny kot. W cywilizacji kłamstwa im Pinokio ma dłuższy nos, tym bardziej go podziwiają. W nagrodę za uczciwość i prawość nie stanie się żywym człowiekiem, tylko spotka go społeczne potępienie.
"Wraz z odejściem w mrok ostatnich rycerzy Rzeczpospolitej oraz nastaniem ery kłamców i miernot zbędne stały się kodeksy honorowe. Żyjąc dziś w konsumpcyjnej, plastikowej rzeczywistości, oglądamy się z zadziwieniem wstecz, nie pojmując ducha minionej epoki" - ostre słowa prof. Leszka Kani z Instytutu Prawa i Administracji Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Sulechowie, podsumowujące jego pracę "O pojedynkach, kodeksie Boziewicza i ludziach honoru. Szkic prawno-historyczny", są bolesnym, lecz jakże celnym komentarzem do dzisiejszego świata. Świata, w którym człowieka honoru zastąpił blagier, łgarz, krętacz, krzywoprzysięzca, kuglarz, oszust, matacz, mistyfikator, nabieracz, obłudnik, wiarołomca, szachraj, kanciarz, szalbierz, aferzysta, fałszerz, naciągacz, kłamczuch, hipokryta, fałszywiec, obmówca, potwarca, oszukaniec, picer, pozorant, szarlatan, przechera, ściemniacz, konfabulator, bajerant, bajarz, klakier, mitoman, fantasta. Symptomatyczne, jak bogaty jest słownik synonimów określających kłamcę.
Co stało się ze społeczeństwem, które zaledwie kilkadziesiąt lat temu szczyciło się mianem strażnika uczciwości, prawości i cnót, gdzie najmniejszą plamę na honorze zmywano w krwawych pojedynkach? W II Rzeczpospolitej przypadków rzucania rękawicy było tak wiele, jak nigdy chyba w naszej historii. To Polak, Władysław Boziewicz, spisał kodeks honorowy, który - mimo istnienia podobnych regulaminów w literaturze europejskiej - przez lata uznawany był za najbardziej spójny, logiczny i przejrzysty zbiór zasad postępowania dżentelmenów, którym na drodze stanęła obraza. W ponad 400 artykułach punkt po punkcie Boziewicz skrupulatnie tłumaczy m.in., kim jest człowiek honoru, a kto nim być nie może, wyliczając aż 28 grup wykluczonych z tego szacownego grona. Ludźmi niehonorowymi, którzy obrazić dżentelmena nie są w stanie, są m.in. denuncjanci i zdrajcy, tchórze, oszczercy, piszący anonimy, niepłacący długów i paszkwilanci. To właśnie zarzut nieprawdomówności postawiony dżentelmenowi jest według kodeksu obrazą ciężką, uwłaczającą czci, wymagającą sięgnięcia po broń w pojedynku.
Przyzwolenie na nieprawdę
Dziś wszechobecność kłamstwa już nam nie przeszkadza, co najwyżej irytuje, bo nauczyliśmy się z nim żyć. Z góry np. zakładamy, że proponowane nam towary czy usługi nie będą miały wszystkich zapowiadanych przez oferenta cech. Biznes udaje, że zapewnia nam wysoką jakość, my udajemy, że w to wierzymy. Czasami tylko firmy przesadzają, narażając się na reakcję urzędowych strażników tej kłamliwej gry. I wtedy oficjalnie dowiadujemy się, że producent kremu czekoladowego wmawiał w reklamach, że przysmak dzieci jest zdrowy i odżywczy, choć w rzeczywistości tuczy je jak gęsi na przemysłowych farmach. Podobnie jogurty wcale nie zwiększały odporności organizmu, a przynajmniej producent nie przedstawił wiarygodnych badań potwierdzających przekaz reklamowy. Gdy pewna sieć komórkowa ogłosiła nową taryfę ze stałą ceną połączeń do wszystkich konkurentów, UOKiK wykazał, że jednak nie do wszystkich, i nałożył karę. Producent smartfonów, jak wykryli sami internauci, posłużył się profesjonalnym sprzętem do nakręcenia filmu, który był rzekomo zrealizowany najnowszą komórką tej firmy. Laptopy czy tablety nie są za złotówkę, podobnie rzekome jest zerowe oprocentowanie kredytów gotówkowych czy zakupów ratalnych. Skomplikowane umowy telekomunikacyjne czy bankowe mają ukryte opłaty, obowiązkowe ubezpieczenia i trudne do spełnienia warunki dodatkowe, które w konsekwencji oznaczają konieczność ponoszenia przez klienta dużych kosztów. Na 37 reklam parabanków z 2012 r. UOKiK zakwestionował 23, wszczynając postępowania w sprawie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów. Lecz i normalne banki, zwłaszcza w związku z kryzysem finansowym, zapisały się złotymi zgłoskami w historii największych kantów świata.
Uprawianie biznesu coraz bardziej przypomina hodowanie oszustwa. Świadczą o tym wyniki badań - firma doradcza Ernst & Young (ostatnio zmieniła nazwę na EY) w zeszłorocznej ocenie nastawienia biznesu do uczciwości zaalarmowała, że liczba menedżerów gotowych fałszować wyniki swoich firm i wręczać łapówki zwiększyła się zaledwie w 12 miesięcy prawie dwukrotnie.
Kłamliwe języki mają oczywiście nie tylko biznesmeni. O społecznym przyzwoleniu na kłamstwa polityków napisano już całe biblioteki. I co z tego, że powstają ruchy oburzonych, gdy w wyborach nadal stawiamy krzyżyki przy tych samych nazwiskach, doskonale zdając sobie sprawę, że obietnice wyborcze to bajki. Nawet Sąd Najwyższy uznał, że to dozwolone bajdurzenie, oddalając swego czasu zarzuty naiwnego wyborcy wobec Lecha Wałęsy, który w kampanii prezydenckiej w 1990 r. obiecywał po 100 mln zł dla każdego. Nie ma się co dziwić, bo i poletko prawnicze nie jest wolne od kłamstwa, choć wydawać by się mogło, że ludzie ci są bastionem prawdy. Nic z tego, 27 czerwca 2013 r. prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie fałszerstwa w sądzie dyscyplinarnym rady Izby Notarialnej w Warszawie. A przecież notariusze zasiadający w składzie orzekającym takiego sądu powinni reprezentować najwyższe poszanowanie dla dokumentów. Podobne zarzuty padają pod adresem sądów powszechnych.
Kłamstwo w cenie
Kłamstwo będzie zawsze, gdy w grę wchodzą pieniądze. Tego nie zmienimy i trzeba się z tym pogodzić. Takim narzędziem posługują się niektórzy w reklamie, a także marketingu osób publicznych - nie pozostawia złudzeń Damian Noremberg, specjalista ds. komunikacji kryzysowej, trener public relations w firmie szkoleniowej MK Communications.
Zdaniem specjalisty w dzisiejszych czasach najważniejszymi wartościami dla człowieka stały się pieniądze i konsumpcjonizm. To z jednej strony czynniki pozytywne dla gospodarki, bo pozwalają jej się rozwijać. - Ciemną stroną są nieetyczne działania firm, które muszą za wszelką cenę utrzymać wymierne korzyści finansowe - podkreśla Damian Noremberg, przyznając, że reklama i marketing świadomie manipulują informacjami, nie ujawniając całej prawdy i starając się przedstawić produkt czy osobę w jak najlepszym świetle. Wszystko jednak zależy od ludzi, którzy tworzą reklamy czy strategie marketingowe. - Nie ma już prawdy, może być co najwyżej uprawdopodobnienie. Tak jak moim zdaniem nie ma czarnego PR, tylko zwykłe oszczerstwa i kłamstwa. Kodeks dobrych praktyk w reklamie zakazuje kłamstw, niestety w rzeczywistości pogoń za zyskiem skutkuje sięganiem po oszustwo - mówi specjalista.
Skutki są opłakane, bo widząc wszędzie wokół kłamstwa, uznaliśmy je nie tylko za nieszkodliwe, lecz nawet pożądane. - Kupowanie markowej, reklamowanej rzeczy to kupowanie lepszego samopoczucia. Kłamliwego przekonania, że drogie to lepsze. Nastawieni na konsumpcjonizm maskujemy w ten sposób swoje kompleksy. I przyjmujemy reklamowe kłamstwo jako coś akceptowalnego, bo przecież to podtrzymuje wrażenie bycia lepszym - wskazuje Damian Noremberg.
Społeczeństwo zupełnie się już pogubiło, co jest prawdą, a co nie. Jak wskazuje adwokat Tomasz Lustyk, zajmujący się m.in. sprawami oszustw gospodarczych, nie zdajemy sobie sprawy, że kazuistyka prawa uważa za kłamstwo nie tylko zeznanie nieprawdy, ale także jej zatajenie. - Gdy powiemy, że Ala ma kota, a nie ma, to skłamiemy i sprawa jest jasna. Lecz gdy w rzeczywistości ma dwa koty, to dla wielu z nas powstaje pytanie, czy powiedzenie tylko o jednym też jest kłamstwem - zauważa prawnik. I dodaje, że na tej niewiedzy bazują marketingowcy, którzy przekazują nam tylko wygodne dla nich informacje czy półprawdy. - To konsekwencja globalizacji. Niestety polski system prawny jest niedostosowany do konfrontacji z zalewem takich kłamstw, gdyż nie ma w nim wielu straszaków na kłamców. W USA funkcjonuje np. karne odszkodowanie, mające zniechęcać sprawców czynów niedozwolonych od przyszłego ich popełniania. Weźmy znany przypadek oblania się klienta sieci fast food gorącą kawą. Za uszkodzenie ciała i zniszczenie ubrania, czyli rzeczywiste szkody, sąd przyznał np. tysiąc dolarów odszkodowania. Plus 999 tys. karnego odszkodowania za brak ostrzeżeń na kubku. Czyli kłamstwo w ichniej etyce. W Polsce są tylko grzywny, niezbyt dotkliwe, zważywszy, że do sądu idzie zaledwie 1 proc. poszkodowanych - zauważa Tomasz Lustyk.
- Dzisiaj wiele zjawisk związanych z biznesem i polityką promuje postawy i zachowania związane z kłamaniem i oszukiwaniem. Bo jaki wpływ może mieć na nas obserwowanie polityka, którego kłamstwa nie są potępiane i piętnowane, tylko nagradzane? Jest zapraszany do programów telewizyjnych, kolorowe czasopisma publikują wywiady z nim, otrzymuje stanowisko w rządzie. Jeżeli w otoczeniu człowieka pojawiają się nieobojętne mu osoby, które w nieuczciwy sposób osiągają swoje cele i budzą dodatkowo sympatię, podziw lub też zazdrość otoczenia, to prawdopodobieństwo naśladowania takiego zachowania niebezpiecznie rośnie - zauważa dr Wojciech Wypler z Zakładu Psychologii Dewiacji Instytutu Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego.
Wychować oszusta
Polacy oszukują na potęgę także prywatnie. I nie chodzi tylko o kiwanie fiskusa, ukrywanie dochodów (co trzecia firma zatrudnia na czarno, dotyczy to zwłaszcza tych najmniejszych) czy księgowanie fikcyjnych kosztów, by zapłacić mniejszy PIT. Oszukujemy swoich partnerów, szefów, a nawet gdy staramy się o pracę. Firma rekrutacyjna Antal International Polska wykryła w lutym tego roku, że nieprawdziwe dane były w 44 proc. nadesłanych do niej CV od poszukujących zatrudnienia specjalistów i menedżerów, a więc ludzi zdających sobie sprawę z konsekwencji tego, co napiszą w życiorysie. Aż 80 proc. podawało nieprawdę na temat swojej znajomości języków obcych, połowa kłamała o obowiązkach wykonywanych u poprzedniego pracodawcy, a co trzeci mijał się z prawdą w kwestii znajomości programów i technik.
- Kłamstwo przynosi różnego rodzaju profity. Według koncepcji psychologii ewolucyjnej zachowania związane z oszukiwaniem, wprowadzanie w błąd, kłamstwa, podstępy, stanowiły dla naszych przodków tak istotną ogólną strategię poznawczą, że dobór naturalny zapisał ją w mózgu i dzisiaj możemy o niej myśleć jako o wrodzonej - tłumaczy dr Wypler.
Być może, przypuszcza psycholog, nasi oszukańczy przodkowie wyłudzali od swoich towarzyszy różne dobra. Podstępem przejmowali władzę w grupie. Kłamstwami zdobywali najbardziej atrakcyjnych i płodnych partnerów - dzięki czemu mieli większą niż ich bardziej naiwni i prostolinijni towarzysze liczbę potomstwa, które przetrwało. Ich kłamiące potomstwo również miało więcej dzieci itd., aż do momentu, w którym oszukańcze zdolności stały się charakterystyczne dla wszystkich przedstawicieli naszego gatunku.
- Jeśli jednak nie chcemy widzieć człowieka jako urodzonego kłamcy, możemy skupić się na procesach społecznego uczenia się. W procesach modelowania uczymy się zachowań, które obserwujemy u innych ludzi. Nasza skłonność do powtarzania tych zaobserwowanych zachowań rośnie, gdy widzimy, że zachowania te doprowadziły do pożądanego celu oraz uzyskały aprobatę społeczną - były akceptowane przez otoczenie - opisuje psycholog z Uniwersytetu Warszawskiego.
Najgorsze, że zachowania rodziców łgarzy powtarzają ich dzieci. Z badania "Uczciwość w szkole", który w 2011 r. przygotowali eksperci Fundacji Rozwoju Edukacji i Szkolnictwa Wyższego oraz serwisu edukacyjnego Zadane.pl, wynika, że przeważająca większość uczniów w polskich szkołach ściąga i stosuje nieuczciwe metody pokonywania kolejnych szczebli edukacji. Dla nich oszustwa takie nie są złem, tylko symbolem zaradności i sprytu, a uczciwość to przeszkoda na drodze do sukcesu. Młody Polak uznaje uczciwych za naiwnych nieudaczników, a nauczyciele w ogóle nie poruszają tego tematu na lekcjach. Uczeń informujący nauczyciela, że jego kolega ściągał, to zaś donosiciel, którego klasa powinna odtrącić.
Eksperci Fundacji Rozwoju Edukacji i Szkolnictwa Wyższego ostrzegają, że rozluźnione wzorce moralne przenoszone do klasy szkolnej owocują z jednej strony gremialnym praktykowaniem ściągania, przepisywania, kopiowania, podpowiadania oraz wybiórczą ślepotą nauczycieli - z drugiej.
"Taka postawa sprzyja propagowaniu niewłaściwych standardów etycznych, ale także utrwalaniu bierności, braku samodzielności i kreatywności w realizacji zadań, co wpływa negatywnie na predyspozycje poznawcze i przyszłe kompetencje oraz kwalifikacje uczniów dopuszczających się edukacyjnych patologii (problem późniejszego funkcjonowania w uczciwym społeczeństwie)" - napisał w komentarzu do wyników badania dr Michał Kaczmarczyk z fundacji.
Podstępni przodkowie
Żeby było jasne - kłamstwo niejedno ma imię i czasami ma większą wartość niż prawda. Czy matka umierającego dziecka ma mu w imię wyższych idei powiedzieć, że to już koniec? Czy nie lepiej dawać nadzieję, wmawiając nieprawdę? Tak, to skrajny i demagogiczny przykład, ale przecież badania od lat pokazują, że kłamstwo jest elementem codziennych interakcji społecznych.
- Deklarujemy, że cenimy prawdomówność i uczciwość, a jednocześnie te kłamstwa, które wypowiadamy, postrzegamy jako nieszkodliwe. Nie planujemy ich i nie obawiamy się konsekwencji ich ewentualnego wykrycia, ponieważ uważamy, że większość z nich ma charakter altruistyczny. Ma motyw ochrony partnera przed zranieniem uczuć, niezręczną sytuacją, zdenerwowaniem. Przykłady takich nieszkodliwych kłamstw to: przemilczenie, co sądzi się o czyimś ubiorze, fryzurze, mieszkaniu, nowej sympatii, wymówki w celu odrzucenia zaproszenia itd. - tłumaczy dr Wojciech Wypler.
Zwodzenie, oszukiwanie, wprowadzanie w błąd innych osobników, udawanie kogoś innego są w przyrodzie nagminne. Już dawno temu pisali o tym etolodzy, w tym popularny u nas Vitus Droescher, niemiecki naukowiec, który w barwny sposób przedstawiał wyuczone strategie przetrwania zwierząt, w tym właśnie oszustwo. Dlaczego więc takie zachowania mają być czymś nietypowym u naczelnych?
- Czy człowiek pierwotny znał ideę mijania się z prawdą? Półprawdy, przemilczanie prawdy? Bardzo prawdopodobne. Angielski psycholog Nicholas Humphrey zasłynął, sugerując, że stymulatorem powstania ludzkiej inteligencji była adaptacyjna potrzeba kłamania. Mówiąc nieco cynicznie, kłamstwo jest stanem, wynalazkiem naturalnym, a zakaz kłamania wtórny i sztuczny - zauważa dr Zbigniew Łoś z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego.
Naukowiec podkreśla, że pojęcie kłamstwa nie ma treści bez idei prawdy, którą do rangi czegoś ważnego podnieśli starożytni Grecy, a przejęli Rzymianie, a po nich cywilizacja chrześcijańska, zachodnia. Pojęcie prawdy - tłumaczy psycholog - jest właśnie wynalazkiem zachodnim i nadal tylko na Zachodzie ma jakąkolwiek głębszą treść. Jak dalece przyczyniło się do rozwoju cywilizacji i nauki, chyba trudno przecenić. Przy konfrontacjach ludzi Zachodu z innymi kulturami dochodziło do kolosalnych nieporozumień. Z jednej strony - jak ponoć mawiali Indianie - blada twarz ma rozdwojony język, z drugiej - Azjaci są perfidni i podstępni.
- Przypuszczalnie już starożytni zdawali sobie sprawę, że pojęcie prawdy nie jest bezsporne - jak to zauważył Piłat: "Cóż to jest prawda?". Postmoderniści mogliby zapytać: "Cóż to jest kłamstwo?". Chrześcijaństwo nieco przytłumiło naturalną skłonność człowieka do mijania się z prawdą, kłamstwa nie ma na krótkiej liście grzechów głównych, lecz jej nie zlikwidowało - mówi dr Łoś.
Dodaje, że wraz z postępami laicyzacji społeczeństw zachodnich wraca stan "naturalny". Walnie przyczyniają się do tego globalizacja, kontakt z odmiennymi normami moralnymi i edukacja ulegająca wpływom filozofii postmodernistycznej - względność perspektyw poznawczych, relatywność wartości - bez sankcji absolutnej moralność ma tendencję do tracenia wyrazistości.
- Nieprzyjemne wrażenie odnoszą tylko zwykli ludzie, elity czytywały Machiavellego już 500 lat temu. Czy lekko się przy tym brzydząc, to rzecz inna - ironizuje psycholog z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Moralność się nie opłaca
Wracając do psychologii - skoro zakaz kłamstwa jest normą cywilizacyjną, to musimy nabywać go w procesie rozwoju. Psychologia rozwojowa wykazała, że kilkuletnie dzieci stopniowo uczą się odróżniania kłamstwa od błędu czy bycia w fałszywym przekonaniu. Badania nad rozwojem moralnym człowieka od lat dziecięcych prowadził już latach 30. amerykański psycholog Lawrence Kohlberg. Według niego pierwsze stadium to moralność unikania kary, drugie to moralność własnych korzyści, trzecie to akceptacja grupowa, wreszcie czwarte - moralność prawa i porządku.
- Przeciętny dorosły zdolny jest do rozumowania na poziomie prawa i porządku, ale nie ma gwarancji, że będzie się zgodnie z tym zachowywał. Działanie ludzkie przebiega w złożonym kontekście społeczno-kulturowym i zachowanie moralne może się nie opłacać. Jak to ujął klasyk: widzę lepsze, wybieram gorsze - opisuje dr Łoś.
Kiedy w interakcjach społecznych są ludzie o różnym poziomie rozwoju moralnego - zwraca uwagę psycholog - w spójnych kontekstach kulturowo-historycznych mniej rozwinięci próbują naśladować lepszych od siebie, zaś w okresach przemian i pluralizmu najsłabsze ogniwo ściąga w dół innych ludzi, zwykle do poziomu moralności własnego interesu (bo kto gra zbyt moralnie, przegrywa, a wygrywający łatwo się wytłumaczy przyjęciem innej perspektywy, do której ma prawo i argumenty). Wariant pierwszy nasza cywilizacja ma za sobą.
- Ciekawostką psychologiczną jest to, że przy pomiarze cech osobowości przez kilkadziesiąt lat tak jakoś zapominano o pomiarze zwykłej ludzkiej uczciwości. Wśród 30 skal najważniejszego kwestionariusza osobowości NEO-PI-R ani jedna nie nazywa się uczciwość, choć sześć z nich łączy się w czynnik nazwany jak na ironię sumiennością - jest to pięcioczynnikowy model osobowości. Jeszcze zabawniejsze jest to, że ci poczciwcy Amerykanie mają prawny zakaz sprawdzania uczciwości ludzi przyjmowanych do pracy, więc tworzą specjalne teściki, które oficjalnie nie są miarami uczciwości, lecz integralności (integrity test); alternatywą jest grafologia i inne rzeczy dyskusyjne, acz niezabronione (assessment center) - opisuje specjalista z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Współczesnych - zdaniem dra Łosia - nie interesuje potępienie, lecz aspekt praktyczny: jak się prywatnie kłamców wystrzegać. Klasykiem w tej sprawie jest Paul Ekman, który dawno temu odkrył mikroekspresje demaskujące ludzi, którzy próbują ukryć swój faktyczny stan psychiczny, np. kłamców. Od tego czasu przyjaźń kamerzystów jest strategicznym celem każdego polityka - jak to się mówi - niektórych kamera lubi.
- Cała ta dziedzina jest zawracaniem rzeki kijem, bo społeczeństwa nie są tak naprawdę zainteresowane, by kłamcy zostali wykryci i napiętnowani - mogłoby się okazać, że my też należymy do tej grupy. Zwykły, dobrze przystosowany obywatel codziennie troszkę kłamie, a niezdolność do tego jest być może niezdrowa. Kto zaś zbytnio nalega, by dopaść skurczybyków, bywa posądzany o projektowanie własnej negatywności na innych i tym samym skutecznie zakneblowany. Nobilitacji kłamstwa w sferze publicznej moim zdaniem nie ma i raczej nie będzie, ale jest spora tolerancja i wielu beneficjentów, bo przecież kochamy rzeczy "naturalne" - kończy Zbigniew Łoś.
Blagier, krętacz, krzywoprzysięzca, oszust, matacz, nabieracz, obłudnik, szachraj, kanciarz, szalbierz, fałszerz, naciągacz, kłamczuch, obmówca, potwarca, oszukaniec - jakże bogaty jest słownik synonimów określających kłamcę
@RY1@i02/2013/158/i02.2013.158.000000600.803.jpg@RY2@
corbis/fotochannels
Rafał Drzewiecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu