Dialog po polsku, czyli nie warto rozmawiać
Potraktuję Piotra Dudę, przewodniczącego "Solidarności", jak klasyka, którego słowa będą punktem odniesienia. Zasłużył na to miano, gdy w wywiadzie dla naszej gazety powiedział, że nie będzie uwiarygodniał pseudodialogu uprawianego przez Donalda Tuska. I to był jeden z powodów, dla którego wyszedł z komisji trójstronnej. Czy to prawda, czy nie, jest bez znaczenia. Ważne jest, że uchwycił i nazwał zjawisko, które przypisał wprawdzie tylko premierowi, a które odnosi się w zasadzie do całego społeczeństwa, również pana przewodniczącego. Bo proszę się zastanowić, ile razy państwo słyszą, że warto rozmawiać, że dialog to najlepszy sposób rozwiązywania sytuacji różnych, a konfliktowych zwłaszcza. I na słowach się kończy. Taki nasz urok? Nie, to raczej wina Tuska.
Z winą Tuska w przypadku dialogu jest faktycznie sporo na rzeczy. Premier lubi wygłosić oświadczenie (szczególnie na konferencjach prasowych, choć przy innych okazjach także od tego nie stroni), ewentualnie odpowiedzieć na parę pytań dziennikarzy, udzielić wywiadu wybranym mediom, pojawić się na ważnych z wizerunkowego punktu widzenia spotkaniach, a potem w kuluarach prowadzić niezobowiązujące rozmowy. Wszędzie trwa jakiś dialog. Jakiś - to najlepsze określenie. Bo społeczeństwo w końcu się dowiaduje, że rząd wywalczył pieniądze z Unii Europejskiej, że przygotowuje nowe przepisy, że będzie zmiana ministra lub przeciwnie, że dany szef resortu jest najlepszy pod słońcem, choć wszyscy poza premierem uważają inaczej.
Z ministrami zresztą, jak się mówi, szef rządu ma szczególny styl prowadzenia rozmowy - raczej pokrzykuje i rozstawia po kątach. I taki sposób konwersacji, świadomie lub nie, stosuje z kim się da. Organizacjom przedsiębiorców powiedział na początku pierwszej kadencji, że się nie będzie z nimi bratał - i słowa dotrzymuje. Bratać się nie musi, ale mógłby od czasu do czasu posłuchać, co mają do powiedzenia reprezentanci tej ważnej dla gospodarki kraju grupy. Nie musi też i nie powinien spełniać wszystkich ich postulatów, ale niektóre - jak najbardziej. Jak ten o elastycznym czasie pracy (jeden z nielicznych wyjątków wyjścia naprzeciw oczekiwaniom świata biznesu), który za chwilę znajdzie się w naszym porządku prawnym, i który stał się kością niezgody między rządem a związkami zawodowymi. Te poczuły się odstawione na boczny tor: pracodawcy coś dostają, one nawet nie wywalczyły wyższej pensji minimalnej. Nie pierwszy raz, dlatego tak ostra reakcja jak wyjście z komisji trójstronnej i zapowiedź wrześniowych strajków. Czyli wiadomo: wina Tuska.
Komisja trójstronna została pomyślana jako miejsce dialogu. Miejsce, w którym spotykają się przedstawiciele rządu, organizacji pracodawców prywatnych i związków zawodowych, trzech różnych stron reprezentujących różne interesy. Spotykają się, by decydować m.in. o wzroście płac w sferze budżetowej i wysokości płacy minimalnej, by rozmawiać o sprawach społecznych i gospodarczych. W przyszłym roku będzie 20. rocznica utworzenia tej instytucji. Czy będzie co świętować? Pytanie jest zasadne nie tylko z uwagi na to, że nie wiadomo, kiedy organizacje związkowe wrócą do prac w komisji. Również dlatego, że ostatni raz to forum podjęło wspólną decyzję o wysokości płacy minimalnej w 2010 r., potem ustalał to gwarantowane wynagrodzenie rząd. Czyżby nie było dialogu? Czyżby odpowiedzialne za to były związki zawodowe? A może pracodawcy? Nie, skąd. To wyłącznie wina Tuska.
- Nie ma tolerancji, otwartości na drugiego człowieka, chęci rozmowy, woli współpracy - zdiagnozował obecny stan "S" Władysław Frasyniuk w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej". Pachnie mi tu zarzutem o pseudodialogu. Nie, to niemożliwe. Przecież przewodniczący Duda deklaruje chęć dialogu, a że akurat na ulicach, to już mniej istotne. Robi się jeszcze ciekawiej, gdy do tej scenerii dołożymy otwartość na rozmowy pracodawców (podliczają koszty funkcjonowania organizacji reprezentujących pracowników), rządu (wykonuje ten sam ruch, co przedsiębiorcy, tyle że w administracji) i parlamentarzystów (szykują obcięcie przywilejów związkowych; na szykowaniu się zapewne skończy, bo te nasze związki takie uprzywilejowane znowu nie są). Będziemy świadkami prawdziwego dialogu po polsku. Każdy czegoś chce, każdy chce to głośno wykrzyczeć, nikt nie chce ustąpić nawet na milimetr, bo przecież to on ma rację i niezbite argumenty na jej poparcie. W takich warunkach zupełnie nie warto rozmawiać. Nie ma to żadnego sensu. Ale to wszystko wina Tuska. I tej wersji będę się trzymać.
@RY1@i02/2013/154/i02.2013.154.00000230b.802.jpg@RY2@
Jadwiga Sztabińska redaktor naczelna
Jadwiga Sztabińska
redaktor naczelna
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu