Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Prawne rygory zabijają uzdrowiska

26 czerwca 2018

Z naszymi samorządami jest trochę jak z dziećmi - z pewnych rzeczy wyrastają. To, co jeszcze kiedyś było im potrzebne, podobało im się i było obiektem westchnień, dziś takich emocji już nie budzi, a nawet staje się pewnym obciążeniem. Najczęściej kosztownym.

W zeszłym tygodniu opublikowaliśmy w DGP czarną listę gmin, którym do końca 2013 roku grozi utrata statusu uzdrowiska. To niemal jedna czwarta ze wszystkich 44 tego typu samorządów w kraju. Powody są różne - zbyt duży poziom hałasu, przekroczony poziom pyłów zawieszonych czy nawet... brak rozpoczęcia eksploatacji surowców leczniczych, takich jak borowina. Jeśli w ciągu tych kilku ostatnich miesięcy 2013 roku gminy te nie wypełnią warunków stawianych przez Ministerstwo Środowiska, stracą status uzdrowiska, miliony złotych z opłat uzdrowiskowych i wizerunek budowany przez dziesiątki lat.

Wydawało się więc, że sprawa jest poważna, a samorządy zrobią wszystko, by tylko ten zacny status utrzymać. Tym większe było moje zdziwienie, gdy rozmawiałem na ten temat z samymi zainteresowanymi. Trudno było mi znaleźć kogoś, komu na statusie uzdrowiska i wynikających z tego przywilejach jeszcze w ogóle zależy.

Bo - i tu wracamy do porównania z dzieckiem - to, czym gmina nacieszy się za młodu, po latach może być już utrapieniem. Tak chyba właśnie się stało ze statusem uzdrowiska. Z biegiem lat przywilej ten przepoczwarzył się w chomąto, które zdaje się coraz bardziej ciążyć samorządom. Dlatego niespecjalnie zamierzają walczyć o coś, co krępuje ich ruchy.

I trudno im nie przyznać racji. Co im np. po opłatach uzdrowiskowych (w tym roku wynoszących maksymalnie 4,26 zł za dobę od jednego przebywającego na obszarze uzdrowiska), skoro nie mają ich jak ściągnąć od właścicieli pensjonatów? System jest dziurawy jak sito, chociaż pojawiają się pomysły na jego załatanie, o czym opowiedział mi jeden z burmistrzów. - Przemnóżmy liczbę łóżek w pensjonacie przez 365 dni w roku, a następnie przez stały współczynnik obłożenia ustalony przez gminę. Jeśli ktoś będzie miał obłożenie ponad normę, tym lepiej dla niego, bo nie będziemy domagać się większej wpłaty niż to, co wyjdzie z wyliczeń - mówił. Można się jednak domyślać, że jak teraz właściciele noclegowni nie przekazują gminie opłat uzdrowiskowych, tak po wejściu takich przepisów w cudowny sposób zaczęłyby znikać łóżka z pensjonatów, gdy dojdzie do ich liczenia.

Co uzdrowiskom po posiadanych zasobach naturalnych wykorzystywanych w lecznictwie, skoro ktoś niespełna rozumu ustanawia na tych terenach obszar Natura 2000 i tym samym zmusza gminę do sprowadzania borowiny... z innych uzdrowisk!

Co wreszcie gminie po samym statusie uzdrowiska? Minęły czasy, gdy ktoś odgórnie ustalał czyjś prestiż. Dziś trzeba sobie na to uczciwie zasłużyć - w przypadku uzdrowisk najlepiej dobrą infrastrukturą i profesjonalnym podejściem do odwiedzających. To przecież nie wina gminy, że przetacza się przez nią zbyt wiele samochodów zanieczyszczających powietrze, tylko wina administracji rządowej, bo nie wsparła budowy obwodnicy.

Sami włodarze określają ustawę uzdrowiskową krótko - to przepis na bankruta. Przez to, że ogranicza przedsiębiorczość, a jako zakład przemysłowy traktuje niemal wszystko, co nie jest związane z lecznictwem. Przyznają to też parlamentarzyści. "W takim rozumieniu zakładu przemysłowego mieści się chociażby ciastkarnia czy piekarnia" - piszą posłowie Piotr Zgorzelski i Jarosław Górczyński w interpelacji z kwietnia tego roku.

Dlatego współczuję młodym mieszkańcom takiego Augustowa czy Nałęczowa, którzy chcą zostać w mieście, a marzą o czym innym niż byciu pracownikiem uzdrowiska.

Niestety problem utraty statusów uzdrowiskowych jest symptomatyczny. Podobnie było przecież z orlikami - każda gmina chciała mieć stadion, nawet jeśli nie zawsze miało to sens. Dopiero dziś widzimy kłopoty, gdy boiska świecą pustkami (bo np. są zamknięte na kłódkę), a samorządów nie stać na ich oświetlenie i wynagrodzenie animatora. Podobnie z inwestycjami unijnymi - większość pieniędzy z obecnej perspektywy poszła w beton (instytucje kulturalne, aquaparki), tylko że teraz ten beton trzeba będzie przez kolejne lata utrzymywać. I gminy się głowią, jak to zrobić.

Gminy uzdrowiskowe przetrwają - ze statusem czy bez niego. Oby tylko nie doszło do sytuacji, w której zamiast na ludziach chorych, uzdrowiska będą musiały się skupić na leczeniu... samych siebie.

Co po posiadanych zasobach naturalnych wykorzystywanych w lecznictwie, skoro ktoś niespełna rozumu ustanawia na tych terenach obszar Natura 2000 i tym samym zmusza gminę do sprowadzania borowiny

@RY1@i02/2013/152/i02.2013.152.08800020c.802.jpg@RY2@

Tomasz Żółciak dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Tomasz Żółciak

dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.