Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Polak Polakowi liberałem. Część II

28 czerwca 2018

Kilka miesięcy temu napisałem tekst pt. "Polak Polakowi liberałem". Obawiam się, że dziś mogę dorzucić jeszcze jeden argument do przedstawionego wtedy wywodu. I nie jest to argument jakoś szczególnie pocieszający.

W tekście sprzed kilku miesięcy (który wywołał żywą reakcję czytelników) próbowałem pokazać pewien polski paradoks. Otóż z jednej strony jesteśmy krajem ludzi mało lub (co najwyżej) średniozamożnych. Przynajmniej na tle reszty Unii Europejskiej. Jednocześnie polska debata publiczna zdominowana jest przez liberalną wizję gospodarki. Często ocierającą się wręcz o społeczny darwinizm. Bardzo wielu u nas zwolenników prywatyzacji służby zdrowia, emerytur, podatku liniowego (w praktyce go już nawet mamy). Czyli tych wszystkich rozwiązań, które leżą raczej w interesie ludzi bardzo zamożnych. Podobnie jest z takimi sprawdzonymi na Zachodzie mechanizmami redystrybucji i nakręcania koniunktury jak państwo dobrobytu. U nas ten termin jest ciągle w dyskusji publicznej brzydkim słowem. Pogardliwie nazywany bywa "socjałem". Tylko że logicznie rzecz biorąc, to właśnie on najbardziej leży w interesie społeczeństwa składającego się w dużej mierze z ludzi ubogich i średniozamożnych.

Niedawno trafiłem na ciekawe badanie, które rzuca trochę światła na tę zastanawiającą sprzeczność. Przeprowadzili je kilka miesięcy temu Philip Grossman i Mana Komai, australijscy ekonomiści z Monash University w Melbourne. Podzielili oni uczestników swojego eksperymentu w sposób zupełnie przypadkowy na dwie grupy. Jedni od razu dostali do dyspozycji więcej pieniędzy. W ten sposób od początku wytworzyły się dwie klasy: biedniejsi i bogatsi. Pierwsza faza doświadczenia polegała na inwestowaniu swoich pieniędzy. Zgodnie z regułami prawdopodobieństwa ci wyposażeni od początku w większy majątek pomnażali go szybciej od reszty. Rywalizacja pozytywnie napędzała i stymulowała całą zabawę. Jak dotąd nic szczególnie nowego.

Ciekawe rzeczy zaczęły dziać się dopiero w drugiej (ważniejszej) fazie eksperymentu. Wówczas uczestnikom doświadczenia podsunięto nową opcję inwestycyjną. Nie wiązała się ona jednak bezpośrednio z pomnażaniem własnego majątku. Polegała na tym, że odpala się jakąś część posiadanych pieniędzy, żeby pokrzyżować interesy wybranego współuczestnika eksperymentu. Z czysto ekonomicznego punktu widzenia opcja wydaje się zupełnie nieracjonalna. A jednak. Na 9600 decyzji inwestycyjnych została ona przez uczestników doświadczenia wybrana aż 2346 razy. To znaczy, że co czwarta z nich kierowała się wyłącznie chęcią pogorszenia położenia innych.

Ten wynik jakoś szczególnie nie zdziwił badaczy. Przynajmniej od czasu prac słynnego socjologa Roberta K. Mertona (nie mylić z jego synem i noblistą Robertem C. Mertonen) wiemy, jak ważna w określaniu naszego własnego dobrobytu jest grupa odniesienia. I tu właśnie dochodzimy do najistotniejszego odkrycia autorów australijskiego eksperymentu. Okazało się bowiem, że biedni wcale nie korzystali z opcji zniszczenia zasobów innych uczestników, żeby dowalić bogatym. O nie! Aż 1727 ataków było wymierzonych we własną klasę. Czyli mówiąc wprost: bogaci najchętniej uderzali w bogatych, a biedni (jeszcze chętniej) w innych biednych.

I jak się nad tym tak głębiej zastanowić, ma to sens. "Stare pieniądze" szydzące z nowobogackich, bogaci narzekający na superbogatych, amerykańscy przedstawiciele białej klasy niższej (zwani niezbyt ładnie "white trash") inicjujący rasistowskie ekscesy przeciwko czarnoskórej biedocie. A w naszych warunkach dolna klasa średnia oraz klasa niższa domagająca się przycięcia "socjału" i optująca za podatkiem liniowym. Wszystko, żeby odreagować swoją złość na przedstawicielu własnej grupy odniesienia.

@RY1@i02/2013/144/i02.2013.144.000000200.802.jpg@RY2@

Rafał Woś dziennikarz DGP

Rafał Woś

dziennikarz DGP

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.