Klasa minister edukacji
Odważny polityk. Zapracowany jak nauczyciel. Te dwa nowe porównania przyszły mi do głowy, kiedy analizowałam sprawę badań czasu pracy nauczycieli i tej całej otoczki, która wszystkiemu towarzyszyła. To, że wypełniający ankietę pedagodzy mijali się - mówiąc łagodnie - z prawdą, jest sprawą oczywistą. Wystarczy przytoczyć kilka danych: większość twierdzi, że co tydzień robi uczniom kartkówki, a są i tacy, którzy deklarują, iż także co tydzień wypisują świadectwa oraz wykonują czynności związane z wydarzeniami zewnętrznymi. Mogę się domyślać, że owa deklarowana nadaktywność wynika z chęci wydania się lepszym, bardziej pracowitym i zaangażowanym, niż jest się faktycznie. A na pewno więcej pracującym, niż wszyscy myślą. Dziwi jednak to, że ludzie, wydawałoby się, na poziomie, zrobili to samo, za co irytują się na swoich uczniów piszących klasówki: nie pomyśleli. I wyszły głupoty, z których teraz mają ubaw wszyscy. Ja nie mam wątpliwości, że aby dobrze wykonywać swoją pracę, pedagog musi się do niej przygotować. Żeby być dobrym nauczycielem, trzeba czytać książki, dokształcać się, generalnie - rozwijać. Tyle tylko że wcale nie jestem przekonana, czy te czynności należy doliczać do czasu pracy. Bo jeśli tak, to proponuję, aby przestać się ograniczać i od razu zadeklarować 24 godziny, które przeznaczamy na taką czy inną robotę. Bo przecież nawet kiedy śpimy, to serce pompuje krew odżywiającą nasz mózg. A to przecież narzędzie naszej pracy. No i czasem jeszcze nam się nawet śni szkoła.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.