Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Płeć spółki

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Nie wiedzieć czemu, co jakiś czas wraca najbardziej zastępczy z zastępczych temat baby w życiu publicznym. Teraz przyszła pora na genderyzację przedsiębiorstw, czyli poprawę równowagi płci wśród dyrektorów niewykonawczych spółek, których akcje są notowane na giełdzie. Tak rzecz nazywa projekt unijnej dyrektywy Parlamentu i Rady.

Już w końcu ubiegłego roku Sejm odszczeknął się heroicznie, że fuj, bo pomysł jest niezgodny z zasadą pomocniczości. Unia Europejska może bowiem interweniować tylko wtedy, gdy jest w stanie działać skuteczniej niż państwa członkowskie. Nie możemy jednak zapominać, że jak UE czegoś chce, to poziom absurdu nie ma znaczenia. I tak postawi na swoim. Częścią tego ideologicznego szaleństwa jest przeregulowanie (prawem) - w kierunku jedynie słusznym - wszystkiego, co wydaje się naturalne, ale od setek lat rozwija się w różnych kulturach nie po myśli majstrujących. Wszak tradycyjnie nie było potrzeby rozróżniania pojęcia gender od tego, co znaczyło słowo "seks", bo płeć biologiczna nie odstawała od zrozumiałych dla ogółu jej ról społecznych. Dziś jednak w imię wyimaginowanej równości i ku uciesze rzesz doktorantów, którzy muszą mieć czym się zajmować, rozmnożono podziały, także w przedsiębiorstwach spółek publicznych.

Na chwilę sprawa niby ucichła, ale można mieć pewność, że Hydra znowu podniesie łeb, bo nie ma sfery, w której nie da się zrobić mieszkańcom Wspólnoty dobrze, nie dając nic lub dając z cudzego. A przecież ani u nas, ani w innych państwach krajowe systemy prawa gospodarczego nie są seksistowskie. Każdemu wolno już to spółkę zawiązać, już to nią zarządzać, już to zawierać umowy w dowolnej dziedzinie.

Organy Unii wiedzą jednak lepiej, bez nieśmiałości zaproponowały więc kolejny humbug. Nieważne, że jeśli wierzyć badaczom płci mózgu, to przeciętna baba woli wałek od wału korbowego. Trzeba zastosować eurowalec, żeby wszystko wyrównać, choć nie chodzi już o obalanie twierdzeń Bayerthala sprzed stu lat, że inteligentne kobiety nie istnieją. Rzecz w tym, że historia kołem się toczy i znów wszyscy muszą jeździć traktorem po polu kooperatywy. Mimo że nigdy 100 proc. populacji (ani żeńskiej, ani męskiej) nie ma takich samych uzdolnień ani potrzeb, mimo że bywają nie tylko blondynki Barbie i poetki, lecz także kobiety niezwykle sprawnie myślące abstrakcyjnie, a przy tym rywalizacyjne, które zostają profesorami fizyki czy matematyki, kiedy ich mężowie nadal są prostymi inżynierami lub mikroprzedsiębiorcami.

Młodzi ojcowie doktryny UE zapominają, że nawet tak zwyczajne zawody jak lekarz czy prawnik też kiedyś wydawały się zarezerwowane dla mężczyzn. Tymczasem dziś nikt nie musi ustawowo gwarantować w nich parytetów. Może więc niech na razie w spółkach publicznych mężczyźni spokojnie polują, a kobiety zajmują się zbieractwem lub choćby księgowością, jak w prehistorycznej hordzie bywało. Tylko bowiem w ten sposób możemy zachować ułudę normalności - powie ktoś ortodoksyjnie nastawiony do całej tej sprawy.

Ja jednak sądzę, że burzenie porządku świata musi odbywać się po kolei. Najpierw więc zapłaćmy kobietom, które pracują, tyle samo co mężczyznom za identyczne zadania. I to wszędzie, nie tylko na eksponowanych stanowiskach. Potem niech wszyscy ci, którzy pragną być kobietami, a z urodzenia nie są, zostaną nimi za pomocą skalpela, tabletek i zmienionych dokumentów, bo wtedy już nie ma strachu. Równouprawnienie w polityce i gospodarce w całej Unii - murowane. Baby obsiądą wówczas wszystkie stołki, również w spółkach, tak jak to uczyniły wcześniej w szkołach i żłobkach. I nie trzeba będzie przeregulowywać ani wspólnotowym, ani krajowym prawem.

Po co więc strzępić sobie języki, marząc o menedżerskiej seksmisji?

Najpierw zapłaćmy kobietom tyle samo co mężczyznom za identyczne zadania

@RY1@i02/2013/097/i02.2013.097.21500020a.802.jpg@RY2@

Dobromiła Niedzielska-Jakubczyk dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Dobromiła Niedzielska-Jakubczyk

dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.