Do Marcina Króla prośba o więcej
Nasz prawodawca w ramach deregulacji zrobił z notariusza przedsiębiorcę, który ma konkurować o klienta ceną swojej usługi. Tą usługą jest wykonanie władzy publicznej
W wydaniu Dziennika Gazety Prawnej z 17 kwietnia prof. Marcin Król podzielił się z nami opinią o pracy notariuszy, umieszczoną pod tytułem w formie postulatu: "Niech notariusz dźwignie ciężar zaufania publicznego". Przyznaję, że jestem przedstawicielem tego zawodu, dla którego dźwiganie ciężaru zaufania publicznego jest jednocześnie racją istnienia oraz zobowiązaniem. Opinia, choć krótka, jest jednak bardzo gęsto utkana, odnosi się do kwestii różnej wagi i łączy czasami w sposób zaskakujący różne elementy naszej działalności.
Zacznijmy od zrekapitulowania tej opinii. Profesor Król na wstępie konstatuje, że liczba zawodów zaufania publicznego jest znana - co oznacza, że jest ich skończona liczba. Zaraz potem dodaje, że łatwo określić, kiedy nasze zaufanie zostaje naruszone przez przedstawiciela zawodu zaufania publicznego, gdyż istnieją stosowne regulacje prawne. Pisze o kwestii niewłaściwego wykonywania tych zawodów przez niedołożenie należytej staranności, ale podkreśla, że nie na tym zaufanie (rozumiem, że publiczne) polega.
Pan profesor powołuje się na nagłośnione przypadki zawierania umów notarialnych, w których doszło do rażącej dysproporcji między świadczeniami stron, czyli cena była za niska. Wcześniej jednak przyznaje, że nie jest dla nas (rozumiem: czytelników, bo dla pana profesora chyba jest) jasne, na czym polega działalność notariusza. Czy chodzi o potwierdzenie czynności zgodnych z prawdą, czyli sprawdzenie, że umowa ma określony sens, a strony dobrze rozumieją, na czym polega transakcja? Czy też chodzi może jedynie o potwierdzenie podpisu? Tu profesor Król, przyznam osobiście, zaskoczył mnie, odwołując się do banalnego przykładu notary public w Stanach Zjednoczonych.
Nie jest moim celem porównywanie funkcji notariusza działającego w oparciu o standard łaciński, to jest funkcjonariusza publicznego mającego kompetencje przyznane przez prawo, z funkcją notary public w jurysdykcjach anglosaskich. Nasze drogi rozeszły się ostatecznie ponad dwieście lat temu wraz z napoleońską reformą notariatu i takie porównania nie miałyby sensu. Warto tylko podkreślić, że niektóre środowiska prawnicze w Stanach Zjednoczonych coraz częściej dostrzegają niedoskonałość rozwiązań amerykańskich i starają się o objęcie obrotu nieruchomościami kontrolą notarialną w celu uniknięcia kolejnych nieprawidłowości.
Kwestia zaufania
Profesor Król oburza się, że notariusze bronią się przed oskarżeniami o dopuszczenie do sprzedaży nieruchomości po zaniżonej cenie argumentem o braku obowiązku kontroli wysokości ceny. Przy okazji nadmienia, że transakcja taka narusza interes fiskalny państwa, a doświadczenie życiowe powinno pomagać w dostrzeżeniu podejrzanego charakteru takich czynności. Dalej zauważa, że nasze (uczestników obrotu) zaufanie do notariusza polega na tym, że ma on nam zwrócić uwagę na wartość przedmiotu transakcji. Jeżeli stracimy zaufanie do zawodów zaufania publicznego, będziemy się musieli przed nimi strzec (w sensie zabezpieczać). Z tą myślą zgadzam się bez zastrzeżeń, tak się wówczas stanie. Profesor uważa, że nie chodzi tu o często przywoływaną kwestię erozji więzi społecznych i zaufania społecznego i tu moim zdaniem nie ma racji, o czym za chwilę.
Profesor pisze dalej, że problem ma wymiar poważniejszy, bo instytucjonalny. Brak zaufania także do administracji publicznej, firm prywatnych czy nauczycieli powoduje, że życie staje się skomplikowane, dla podjęcia decyzji wymaga dodatkowych informacji. Myśl może nie odkrywcza, ale kapitalna, i może warta podkreślenia w tytule: "Bez codziennego i prostego zaufania opartego nie na wielkich słowach, takich jak »solidarność«, a na zwyczajnej solidności, trudno żyć".
Jednak ostatnie zdanie opinii pana profesora budzi mój sprzeciw. Połączenie obowiązku zwrócenia uwagi na relacje ceny i wartości z zaufaniem publicznym jest moim zdaniem nadmiernym uproszczeniem. O ile dobrze zrozumiałem, autorowi chodziło o wskazanie, że bez ludzkiego poczucia przyzwoitości nie można mówić o dobrym wykonywaniu zawodu zaufania publicznego. Z tym też się zgadzam, ale to trywialne stwierdzenie, które fałszuje obraz, zamiast wyjaśniać. Oczywiście nie zamierzam przeczyć oczywistym prawdom. Notariusz naruszający ustawowe zasady dokonywania czynności notarialnych popełnia przestępstwo i nie chodzi o to, by go tłumaczyć. Jednak zabezpieczenie właściwego wykonywania funkcji notariusza nie może polegać tylko na zwracaniu uwagi na osobiste cechy charakteru danego człowieka (notabene w procedurze powoływania notariusza przez ministra sprawiedliwości okoliczności te nie są brane pod uwagę!).
Notariusz pełni funkcję publiczną - wykonuje władzę publiczną w zakresie prewencyjnej kontroli obrotu prawnego. O tym, jakie obowiązki ma spełniać w tym zakresie, decyduje państwo w stosownych ustawach. Mamy w Europie systemy prawne, w których klient nie może wyjść z gabinetu notariusza poszkodowany, nawet gdyby tego chciał. Nie wynika to z tego, że tam notariusze są uczciwsi niż nasi, tam tak to jest po prostu uregulowane prawem. Notariusz za granicą ma obowiązek udzielenia porady, a nie tylko udzielenia informacji (jak u nas). Jeżeli notariusz dopuści do ujemnych następstw dla klienta, to jest odpowiedzialny za szkodę.
Usługodawcy
Nasz prawodawca postanowił inaczej (myślę o deregulacji). Funkcjonariusz publiczny został przedsiębiorcą. Ma konkurować o klienta ceną swojej usługi. Tą usługą jest, paradoksalnie, wykonanie władzy publicznej. Naszą "usługą" jest zatwierdzenie umowy mocą państwową. Uprawnienie to będzie przyznawane każdemu, kto spełnia obecnie stosunkowo niskie wymogi. Czy ta sytuacja sprzyja wzrostowi zaufania? Zarówno w stosunkach między klientami, jak i między nimi a notariuszem?
Pan profesor ma rację. To prowadzi do sytuacji, w której notariusz staje się dla klienta jeszcze jednym dostarczycielem usług, chcącym sprzedać swoją pracę jak najdrożej. Jak klient ma ocenić jakość pracy notariusza? Nie zna się przecież na dokonywanych czynnościach, niekoniecznie musi też rozumieć rodzaj relacji między nim a notariuszem. Zatem jeżeli nie wie, za co płaci, niech będzie chociaż najtaniej! A jeżeli jest jakiś kłopot i notariusz musi postawić klientowi prawne wymogi? To wchodzimy w prawnicze gadanie o zakresie obowiązku. Tu ludzka uczciwość nie ma nic do rzeczy, bo prawo nas z niej nie rozlicza. To jest naturalna sytuacja przedsiębiorcy oceniającego granice swojej odpowiedzialności, w ten sposób, by czynności dokonać, przerzucając ryzyko decyzji na klienta. W końcu sam tak chciał...
Rynek to nie wszystko
Panie profesorze, wymóg osobistej rzetelności i uczciwości - nie tylko u notariuszy - nie podlega dyskusji! Jednak zbudowanie instytucji publicznej wymaga właściwej regulacji prawnej, przyjęcia dla niej rozsądnych zasad w oparciu o pogłębioną analizę i zrozumienie roli tych instytucji przez podmioty tworzące prawo. Dla uzasadnienia odstępstwa od regulacji na rzecz deregulacji mówi się: rynek uporządkuje. Tyle że wówczas zaprzeczamy rozumowi. Czyżby społeczeństwo nie było w stanie właściwie uregulować swoich instytucji publicznych?
Po uwagach "z odruchu serca", które przyjmuję jako wierny czytelnik pana profesora, czekam na głębszą refleksję nad regulacją instytucji publicznych.
Wymóg osobistej rzetelności i uczciwości - nie tylko u notariuszy - nie podlega dyskusji. Jednak zbudowanie instytucji publicznej wymaga właściwej regulacji prawnej
@RY1@i02/2013/093/i02.2013.093.07000070b.803.jpg@RY2@
Tomasz Kot, notariusz
Tomasz Kot
notariusz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu