Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Legenda piłki i uniki podatkowe

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

To już pewne. Niemcy będą żyli tą sprawą przez najbliższe kilka tygodni. Bo oskarżony właśnie o unikanie płacenia podatków Ulli Hoeness nie jest pierwszym lepszym prominentem, który ma problemy ze skarbówką. To człowiek instytucja.

Pamiętają państwo? To była 53. minuta słynnego meczu Polska-Niemcy w półfinale mistrzostw świata w 1974 roku. "Ulli Hoeness. Rzut karny. Gol? Nie! Brawo, Tomaszewski jeszcze raz. Wspaniała interwencja Jana Tomaszewskiego" - komentował legendarny Jan Ciszewski. Ulli Hoeness miał wtedy 22 lata i był pomocnikiem niemieckiej reprezentacji. Graczem ważnym, ale nie pierwszoplanową gwiazdą na miarę Franza Beckenbauera czy Gerda Muellera. Wtedy nikt jeszcze nie wiedział, jak wielka kariera go czeka. I nie miała to być tak typowa dla byłych piłkarzy robota trenerska. Hoeness został menedżerem (a potem prezydentem) najlepszego niemieckiego klubu - Bayernu Monachium. Po polsku nazwalibyśmy go pewnie działaczem. Tylko że u nas wyrażenie "działacz piłkarski" kojarzy się z grubym cwaniakiem ustawiającym mecze. Hoenness też po odejściu z futbolu wyhodował sobie brzuszek. Ale menedżerem okazał się świetnym. Ugruntował pozycję Bayernu zarówno finansowo, jak i piłkarsko. Ostatnio monachijczycy zaczęli wręcz mieszać na szczytach europejskiej piłki, stając w jednym szeregu z Barceloną, Realem czy bogatymi klubami brytyjskimi.

Jednocześnie pyskaty, ale inteligentny Hoeness był uwielbiany przez niemieckie media. Do tego stopnia, że w ostatnich latach pytano go nie tylko o piłkę, lecz także o tematy stricte polityczne: sprawiedliwość społeczną albo energetykę atomową. Z tych wypowiedzi wyłaniał się obraz realisty z sercem usytuowanym raczej po lewej stronie. Gdy w sierpniu spytano go, co sądzi o propozycjach podwyższenia podatku dla najbogatszych, powiedział, że jest przeciw. Ale przeciw dlatego, by nie uciekali oni z Niemiec. "I żeby ich można wydoić tutaj na potrzeby tego społeczeństwa".

I ten właśnie wrażliwy socjalnie Hoeness został teraz przyłapany na prawdopodobnym unikaniu płacenia podatków. Sprawa (jak to zazwyczaj w temacie podatkowym) jest skomplikowana i mocno niejednoznaczna. Jak doniósł dziennik "Sueddeutsche Zeitung", w styczniu Hoeness sam doniósł na siebie monachijskiej prokuraturze. Skorzystał więc z furtki, którą niemieckie prawo zostawia dla swoich obywateli. Jeśli ujawnią w porę (to znaczy zanim zainteresuje się nimi urząd), że zabunkrowali np. w Szwajcarii nieopodatkowane pieniądze, to kara zostanie im darowana. Pytanie, dlaczego Hoeness zdecydował się na ten krok właśnie w styczniu. Czy dostał cynk, że skarbówka dobierze mu się do skóry? W końcu jego przyjaźń z kolejnymi premierami Bawarii była sprawą powszechnie znaną. A może chciał wyprzedzić uderzenie mediów? Albo po prostu zrozumiał swój błąd i chciał go naprawić? I czy niezapłacony podatek dotyczył tylko zysków giełdowych, czy czegoś więcej?

Te pytania będą się mnożyły. A ponieważ niemieckie media nie mówią w tej chwili o niczym innym, każdy kolejny dzień będzie pewnie przynosił nowe informacje. Jak to się skończy? Pewnie smutną, ale chyba dość życiową konstatacją - że gdy chodzi o relacje z fiskusem, to niewielu ma naprawdę i do końca czyste ręce. A u tych, którzy są na świeczniku, widać to po prostu bardziej.

@RY1@i02/2013/079/i02.2013.079.00000060c.802.jpg@RY2@

Rafał Woś dziennikarz działu życie gospodarcze świat

Rafał Woś

dziennikarz działu życie gospodarcze świat

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.