Administracja ze spiżu. Przetrwa wszystkie zapędy reformatorskie
Kancelaria premiera kolejny rok z rzędu wykonała tytaniczną pracę, sprawdzając, co dzieje się w 2,3 tys. urzędów należących do administracji rządowej. Wnioski? Te można ująć w kilku słowach: stagnacja i błogi spokój.
Zacznijmy od pensji. Średnie płace urzędników rosły w 2011 r. i 2012 r. Formalnie są zamrożone, ale i na to szefowie mają sposoby. Można wydzielić część urzędu jako odrębną agendę i problem z głowy. Formalnie pracowników jest mniej, a środki te same, więc można podwyższać płace. Bo kto racjonalnie wytłumaczy, że w ostatnich czterech latach mimo zamrożenia płac np. wynagrodzenia ministerialnych urzędników wzrosły o blisko 700 zł? Nie wspomnę już o kolejnych zespołach, które w administracji rządowej mnożą się jak grzyby po deszczu. Wtedy można liczyć na dodatek zadaniowy lub nagrodę. Wydatki na te ostatnie - w porównaniu z poprzednim rokiem - oczywiście wzrosły, i to o 14 mln zł. Jak widać zaciskanie pasa urzędnikom niestraszne.
To niejedyny powód ich dobrego samopoczucia. Okazuje się, że pracownicy administracji są chyba najbardziej profesjonalną grupą zawodową w Polsce. Bo jak inaczej można zinterpretować to, że ponad 99 proc. ocenianych osób otrzymuje pozytywną notę. Zwłaszcza że tak jest co roku. Jak widać opowieści wrednych petentów o urzędniczej nieudolności lub braku wsparcia są wyssane z palca.
Niestraszne administracji są też redukcje etatów. W 2011 roku wielka, przygotowana przez rząd racjonalizacja zatrudnienia po wyroku Trybunału Konstytucyjnego wylądowała w koszu (i to przy udziale samych urzędników, którzy zgłosili do niej 600 uwag). Gdyby była przeprowadzona po myśli Michała Boniego, obecnego szefa resortu administracji i cyfryzacji, w samym korpusie służby cywilnej pracę powinno stracić 12 tys. urzędników. Tymczasem w ubiegłym roku - mimo zaleceń samego premiera o ograniczenie etatów - ubyło ich zaledwie 368. To urzędnicy też potrafią wytłumaczyć. Przybywają im przecież nowe zadania, jak np. obsługa fotoradarów czy też elektroniczny pobór opłat za przejazdy po autostradzie.
Błędem byłoby jednak uznanie, że urzędnicy nie mają swoich problemów. W kancelarii premiera trwa właśnie dyskusja, czy święto urzędnika służby cywilnej ustalić 11 listopada, czy też 15 marca. Padają jednak też żartobliwe propozycje, aby święto wypadało w tym samym dniu, w którym obchodzony jest międzynarodowy dzień kawy. Z kolei urzędnicy kancelarii premiera ubolewają też nad tym, że na opłatkowe spotkanie z nimi nie przychodzi już premier tylko zastępca szefa kancelarii. W drugim zdaniu przyznają, że bez tego da się jakoś żyć. Trudniej byłoby się obejść bez podwyżek czy etatu. To - jak wskazuje raport - im jednak raczej nie grozi.
@RY1@i02/2013/077/i02.2013.077.18300050e.801.jpg@RY2@
Artur Radwan dziennikarz działu praca
Artur Radwan
dziennikarz działu praca
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu