Wielki test dla pracodawców i pracowników
W gąszczu newsów o meteorytach czy odwoływaniu i powoływaniu wicemarszałków Sejmu przemknęła gdzieś informacja, która będzie miała praktyczne i niezwykle istotne znaczenie dla wszystkich pracujących. Rząd przyjął projekt nowelizacji kodeksu pracy, który umożliwia wydłużanie okresów rozliczeniowych do 12 miesięcy. Dla laika, a większość pracowników nie do końca zna swoje obowiązki i uprawnienia wynikające ze stosunku pracy, informacja ta brzmi tak, jakby dotyczyła księgowych czy kadrowych. Nie wytrzymuje porównania z newsem o widowiskowej asteroidzie spadającej gdzieś nad Uralem.
Jednak cały blask meteoru blednie, gdy do pracownika - a zapewne także i wielu pracodawców - dotrze, że rządowy projekt zmian oznacza m.in. możliwość niewykonywania pracy na przykład przez cały lipiec, pobranie za ten czas tylko płacy minimalnej i odpracowanie tego wolnego czasu na przykład w sierpniu i we wrześniu. Wystarczy, że na taką możliwość zgodzą się związki zawodowe lub przedstawicielstwa pracowników. A te, gdy będą miały do wyboru: albo elastyczne godziny pracy, albo bankructwo firmy i masowe zwolnienia, mogą się na takie rozwiązania godzić.
To bez wątpienia najistotniejsza zmiana w prawie pracy od lat. Postulowana od dłuższego czasu przez pracodawców, którzy chcą korzystać z zatrudnienia w zależności od rynkowych potrzeb. To jednak także wielki test, którego w prawie pracy dawno nie było. Oto pracownicy i pracodawcy mają porozumiewać się co do tego, jak długo w danym okresie będzie trwać praca. Same przepisy nie rozstrzygną wielu wątpliwości, które na pewno pojawią się w razie stosowania nowych rozwiązań. Liczyć się będzie praktyka, a ta zależy od obu stron stosunku pracy.
Przede wszystkim to sprawdzian z odpowiedzialności dla wszystkich pracodawców. Najbliższe lata pokażą, czy nie będą oni tak planować pracy, że nawet przez kilka miesięcy z rzędu zatrudnieni będą wykonywać obowiązki dłużej niż 40 godz. w tygodniu. Czy nie będą starali się wpływać na wybór przedstawicieli zatrudnionych, tak aby to przychylni im zatrudnieni decydowali o wprowadzeniu elastycznego czasu pracy w firmie. Jednym zdaniem: czy nie będą nadużywać swej mocniejszej pozycji, aby wykorzystywać zatrudnionych?
Podobny test przejdą jednak także pracownicy. Nowe rozwiązania będą wymagały od nich przełamania nieufności do pracodawcy, wciąż głęboko zakorzenionej w pracowniczej świadomości. Bez tej zmiany zatrudnieni nie będą chcieli porozumieć się w sprawie elastycznego rozkładu czasu pracy. Jednocześnie otwarte pozostaje pytanie, czy nie będą chcieli wykorzystać nowych rozwiązań dla własnych celów. A możliwości takie zawsze przecież istnieją. Wystarczy np. że po okresie pracy w wydłużonym wymiarze, w drugiej części długiego okresu rozliczeniowego zatrudnieni wykorzystają zwolnienia lekarskie. Pracodawca nie będzie miał kiedy udzielić im czasu wolnego w zamian za wcześniejsze ponadwymiarowe świadczenie obowiązków. I na koniec długiego okresu rozliczeniowego przyjdzie mu zapłacić dodatki za godziny nadliczbowe, które mogą zniwelować oszczędności poczynione dzięki elastycznym rozkładom.
Oby tak długo wyczekiwana zmiana w prawie pracy nie wypaliła się tak szybko jak wspomniana spadająca asteroida. To od nas wszystkich, pracowników i pracodawców będzie zależeć, czy tak ważna zmiana w prawie będzie początkiem gruntownej reformy kodeksu pracy i uelastycznienia pozostałych jego przepisów, czy też jedynie krótkotrwałym epizodem, który, choć widowiskowy, zakończy się bolesnym zderzeniem z rzeczywistością.
@RY1@i02/2013/037/i02.2013.037.21700020a.802.jpg@RY2@
Łukasz Guza, dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej
Łukasz Guza
dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu