Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak pije kadra menedżerska?

27 czerwca 2018

Kilka lat temu Ameryka zachwycała się serialem "West Wing", którego akcja rozgrywała się na szczytach polityki. Głównym bohaterem jest prezydent Josiah Bartlett i jego świta. Na koniec jednego z pierwszych odcinków szef administracji Białego Domu Leo McGarry późną nocą przychodzi do wiceprezydenta Johna Hoynesa, żeby poprosić o pomoc w przepchnięciu ważnej ustawy. "Leo, źle wyglądasz. Kiedy ostatnio byłeś na SPOTKANIU" - pyta wiceprezydent. "John, skąd wiesz, że chodzę na SPOTKANIA?" - odpowiada zdziwiony McGarry. "Ależ to żaden wstyd. Spotykamy się w każdy wtorek tu w piwnicy. Sami swoi. Dwóch członków gabinetu, trzech generałów ze sztabu, dwóch sędziów Sądu Najwyższego...".

Przypomniałem sobie tę scenę, natknąwszy się na tekst w niemieckim dzienniku gospodarczym "Handelsblatt". Zaczynał się od słów: "Dziś na bańce, jutro na bańce, no i pojutrze też. Nałogi takie jak alkoholizm pozostają tematem tabu na szczytach niemieckiego biznesu". Tekst nie jest może dziennikarskim mistrzostwem świata, ale porusza problem, o którym mówi się zdecydowanie zbyt mało. Według cytowanych przez autorkę tekstu statystyk w Niemczech od alkoholu uzależnionych jest 1,3 mln ludzi. A kolejne 9,5 mln regularnie konsumuje go w ilościach, które zagrażają zdrowiu. Nie jest również nowością, że picie jest tym częstsze, im wyższy poziom stresu i psychicznego obciążenia związanego z pracą. A tak jest właśnie na wysokich stanowiskach kierowniczych.

W pewnym sensie szefowie są na ucieczkę w alkohol narażeni dużo bardziej niż szeregowi pracownicy. Biorąc pod uwagę współczesną naturę pracy biurowej, trudno sobie wyobrazić, by zwykły korporacyjny szarak mógł sobie bezkarnie podpijać. Natychmiast by przecież zawalił któryś z dziesiątek deadlineów, którym musi każdego dnia sprostać. I szybko pożegnałby się z robotą. Poza tym jak podpijać w wielkim open spasie? U szefa inaczej. W końcu kto to dostrzeże? Co najwyżej sekretarka. A nawet gdyby ktoś zauważył? To i tak przecież nie powie: "Szefie, przestań chlać, bo cię wyrzucą z pracy". Na pewnym poziomie już nawet spokojnie na spotkania grupy terapeutycznej nie można chodzić. W "Handelsblatcie" są rozmowy z drogimi terapeutami, u których leczą się szefowie największych spółek DAX indeksu (30 największych niemieckich firm). Oni mówią, że taki prezes jest w gorszej sytuacji niż gwiazda muzyki pop albo aktor. Bo o ile tym ostatnim publiczna spowiedź może nawet pomóc (bo "szczery i taki ludzki"), o tyle biznesmeni nie mogą liczyć na żadną wyrozumiałość. Ani publiki, ani tym bardziej rynków. Muszą więc siedzieć cicho ze swoją chorobą. Ciekawe, jak te sprawy wyglądają u nas. Kraju w końcu bynajmniej nie mniej trunkowym od sąsiada zza Odry.

@RY1@i02/2013/035/i02.2013.035.00000070a.802.jpg@RY2@

Rafał Woś, dziennikarz działu życie gospodarcze świat

Rafał Woś

dziennikarz działu życie gospodarcze świat

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.