Nie zapomnij walizki z plastikami
Rząd zamierza przyznać handlowcom prawo do decyzji, jaką kartę płatniczą będą honorować. I nie chodzi tu o to, czy to Visa czy MasterCard. Chodzi o typy kart w ramach tych organizacji. "Srebrne MasterCard biorę, a pana Złotej MasterCard nie wezmę i co pan mi zrobi?" - możemy niedługo usłyszeć na stacji benzynowej w Puszczy Knyszyńskiej o godz. 2 nad ranem.
Jeśli ta regulacja przejdzie - nie chcąc nosić gotówki, trzeba będzie mieć przy sobie kilka albo i kilkanaście kart. Obecnie w punktach handlowych obowiązuje reguła "Honor all cards" (HAC), bardzo wygodna dla klienta. Wystarczy wyciągnąć plastik i wbić PIN. Gdyby to zapowiadane głupstwo przeszło, może się okazać, że trzeba będzie nosić ze sobą torebkę na karty - bo ten punkt przyjmuje taką kartę, tamten siaką, a tamten owaką.
Tym bardziej że nie słyszałem jakoś, by ktokolwiek protestował przeciw HAC. Nikomu ta reguła nie przeszkadza. Przeszkadza za to Wybrańcom Narodu, którzy planują znowelizować ustawę o usługach płatniczych i HAC z niej wyrzucić.
Jak ten Chuck Norris przeczytałem cały internet i nie znalazłem wzmianki, żeby ktoś się skarżył na obecny system płatności, co w dzisiejszym świecie jest w zasadzie praktycznie niemożliwe. Wszystko działa dobrze, a oni mimo to w mozole będą nas uszczęśliwiać. Sprawdziłem też, że nigdzie na świecie nie ma tego typu rozwiązania (tylko w Australii prawo rozdziela sposób traktowania kart kredytowych i debetowych). W całej tej historii zdumiewa buta. Nikt ich nie prosi, a oni mimo to, widząc lepiej ze swoich niezmierzonych szczytów mądrości, uszczęśliwią obywateli, handel i ludzkość.
"Poglądy rządu na gospodarkę można podsumować krótko: jeśli to żyje, opodatkuj to. Jeśli nadal ma się dobrze, ureguluj to. Jeśli przestanie funkcjonować, wprowadź subsydia" - mówił kiedyś Ronald Reagan i wiedział, co mówi.
Argumentacja zwolenników jest zdumiewająca, powalająca i zarazem przerażająca. Otóż chodzi o poziom ukartowienia Polaków. Według Ministerstwa Finansów jest on za niski. Jeżeli obali się HAC, to poziom ukartowienia wzrośnie, bo ludzie będą musieli mieć wiele kart.
Naprawdę trudno powiedzieć, kogo wzywać: lekarza, policję, straż pożarną czy księdza. Trudno się nawet poważnie odnieść do tego argumentu. W imię tego, żeby w statystykach coś się komuś poprawiło, chce się wprowadzić regulację, która milionom ludzi utrudni życie i spowoduje niebywały chaos na rynku.
Jednak ktoś może na tym skorzystać. Banki. I tu być może leży klucz do tego pionierskiego w skali światowej rozwiązania. Banki będą musiały wydać kilka, kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt milionów nowych kart, a za wydanie każdej z nich pobrać odpowiednią opłatę. Mogą się jednak srogo przeliczyć - ludzie nie lubią skomplikowanych rozwiązań i może nie chcieć im się filozofować nad tym, co dana sieć akceptuje, a czego nie, i wziąć gotówkę.
Ale po wejściu w życie regulacji Jan Vincent Rostowski będzie mógł z pełnym wyższości spojrzeniem rzucić kolegom prosto w twarz: "Mamy ukartowienie 1500 proc. No i co frajerzy?". Innym ministrom opadną szczęki i natychmiast zostanie obwołany Najlepszym Ministrem Finansów Wszechświata.
Standardem stanie się też dialog przed wyjazdem w Polsce: "Kochanie, tylko nie zapomnij walizki z kartami!". Gdzie jest Mrożek?
@RY1@i02/2013/035/i02.2013.035.000001400.802.jpg@RY2@
Cezary Kaźmierczak prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców
Cezary Kaźmierczak
prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu