Konstytucja to nie Biblia. Jest dla nas, a nie my dla niej
W żadnym kraju cywilizowanym politycy i publicyści nie odwołują się tak często do konstytucji jak w Polsce. A przecież konstytucja tylko opisuje rzeczywistość, a nie ją stwarza. W sporze o związki partnerskie najpewniej minister Jarosław Gowin i inni ich przeciwnicy nie mieli racji, odwołując się do sprzeczności z konstytucją, ale nie w tym rzecz. Bo przecież konstytucja z 1997 r. była rezultatem pewnego kompromisu, i to kompromisu politycznego, co oznacza, że należy jej przestrzegać, ale zarazem nadaje pewne warunkowe ramy. Wtedy była potrzeba konstytucji, ale nikt nie mógł przewidzieć, jak szybko polskie społeczeństwo pod wieloma względami upodobni się do wielu zachodnich, zwłaszcza w sferze obyczajowej. Nie wzywam jednak do zmiany konstytucji, ale do tego, by nie traktować jej jako ostatniego słowa w wielu istotnych, choć szczegółowych sprawach.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.