Konstytucja to nie Biblia. Jest dla nas, a nie my dla niej
W żadnym kraju cywilizowanym politycy i publicyści nie odwołują się tak często do konstytucji jak w Polsce. A przecież konstytucja tylko opisuje rzeczywistość, a nie ją stwarza. W sporze o związki partnerskie najpewniej minister Jarosław Gowin i inni ich przeciwnicy nie mieli racji, odwołując się do sprzeczności z konstytucją, ale nie w tym rzecz. Bo przecież konstytucja z 1997 r. była rezultatem pewnego kompromisu, i to kompromisu politycznego, co oznacza, że należy jej przestrzegać, ale zarazem nadaje pewne warunkowe ramy. Wtedy była potrzeba konstytucji, ale nikt nie mógł przewidzieć, jak szybko polskie społeczeństwo pod wieloma względami upodobni się do wielu zachodnich, zwłaszcza w sferze obyczajowej. Nie wzywam jednak do zmiany konstytucji, ale do tego, by nie traktować jej jako ostatniego słowa w wielu istotnych, choć szczegółowych sprawach.
Przykładem niech będą nie związki partnerskie, lecz inny kompromisowy przepis, jaki znalazł się w konstytucji, a mianowicie: "Nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna. Ustawa może dopuścić świadczenie niektórych usług edukacyjnych przez publiczne szkoły wyższe za odpłatnością". Otóż gdyby analogicznie interpretować związki małżeńskie, nie byłoby żadnego problemu. W sferze wyższego nauczania owo "świadczenie niektórych usług" umożliwiło powstanie setek prywatnych wyższych uczelni oraz prowadzenie za pieniądze rozmaitych kierunków studiów przez uczelnie publiczne. Prawdopodobnie wydatki studentów na "niektóre usługi" są znacznie większe niż państwa na budżet całego szkolnictwa wyższego. Były protesty, ale dlaczego tych protestów nie zaakceptowano, a nawet Trybunał Konstytucyjny już dobre kilka lat temu orzekł, że wszystko jest w porządku? Bo konstytucyjnie jest.
Innymi słowy, literalne trzymanie się konstytucji prowadzi czasem do rzeczy dobrych, a czasem do złych, gdyż prywatne wyższe nauczanie jest na ogół kiepskie, ale czasem bardzo dobre. Podobnie jest ze służbą zdrowia. Konstytucyjnie wszystkim uprawnionym, czyli niemal wszystkim Polakom, należy się bezpłatne leczenie, ale bardzo wielu leczy się odpłatnie, tylko w tym przypadku nie ma konstytucyjnego zakazu, bo byłoby to absurdalne.
Konstytucja wysoko stawia wartości związane z patriotyzmem, a zarazem z wolnością jednostki. Czy zakaz wyjazdów za granicę dla zarobku, zakaz ze względów patriotycznych, byłby dopuszczalny - oczywiście nie. Wróćmy jednak do przykładu z dziedziny szkolnictwa wyższego. Oczywiście, że w dostępie do bezpłatnego szkolnictwa wyższego obowiązują zakazy, tyle że nie prawne, czyli konstytucyjne, lecz faktyczne wynikające z możliwości finansowych lub dobrej woli rodziców potencjalnej studentki lub studenta. W istocie, jak już nauka ma być bezpłatna, to także akademiki, podręczniki, ba, kieszonkowe w postaci stypendium dla wszystkich powinny być gwarantowane przez państwo. Jest to niemożliwe ze względów finansowych, ale w istocie w ten sposób dostęp do wyższych studiów zostaje ograniczony i czasem taniej jest studiować zaocznie w pobliskiej marnej szkole prywatnej niż w odległej i dobrej publicznej (w Warszawie).
Inaczej mówiąc, wyjątek w konstytucji spowodował bardzo poważne działania. A to dlatego, że zawsze rzeczywistość będzie górowała nad konstytucją i to powinno być zasadą doskonale znaną politykom i komentatorom, a przede wszystkim prawnikom. Nie wzywam do szybkich zmian w konstytucji, a jedynie do traktowania jej jako zestaw niesłychanie ważnych wytycznych, a nie jak słowa świętego. Rzeczywistość w naszych czasach ponadto zmienia się nieprawdopodobnie szybko i w niektórych dziedzinach prawo za nią nie nadąża i nawet nie wie, jak nadążać, czego przykładem problem internetu i praw autorskich. Zachęcam więc polityków nie do łamania konstytucji, ale do rozumienia przede wszystkim jej ducha, a nie litery. Od litery jest przede wszystkim Trybunał Konstytucyjny, który w Polsce ma wielkie zasługi i którego nie ma powodu się obawiać. Więc lepiej nie wychodzić przed szereg i nie stwierdzać, co jest, a co nie jest konstytucyjne. Trzeba też pamiętać, że jeżeli naprawdę przyjdzie potrzeba, to będziemy konstytucję zmieniać.
Konstytucji należy przestrzegać, ale też nadawać jej warunkowe ramy
@RY1@i02/2013/031/i02.2013.031.00000050a.803.jpg@RY2@
Marcin Król, filozof, historyk idei
Marcin Król
filozof, historyk idei
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu