Chemia ucieka do przodu
Mocno zmienił się obraz polskiej branży chemicznej. Jeszcze kilka lat temu kojarzyła się z bezskutecznie zapowiadaną prywatyzacją. I ze zbyt wysoką ceną gazu lub z czasowym brakiem dostaw tego surowca, co negatywnie odbijało się na wynikach finansowych przedsiębiorstw.
Jednak od kilkunastu miesięcy w tym sektorze wiele dobrego się dzieje. Na pewno jednym z sygnałów do mobilizacji była nieudana próba wrogiego przejęcia przez Rosjan zakładów w Puławach. Na ratunek przyszedł im konkurent z Tarnowa, który jest właśnie w trakcie procesu łączenia się z niedawnym rywalem. Koncern z Małopolski wyrasta zresztą na lidera naszej branży chemicznej. Poza fuzją z Puławami inwestuje wspólnie z Lotosem w petrochemię w Gdańsku, szuka partnera do budowy fabryki w Chinach, a ostatnim pomysłem jest budowa fabryki w Kenii. Czyli zdobycie przyczółka w Afryce, na kontynencie o nieograniczonym wręcz potencjale rozwoju, choćby w branży rolnej, która jest jednym z najbardziej perspektywicznych odbiorców produktów chemicznych.
Taka strategia dalekiej zagranicznej ekspansji ma uzasadnienie. W kulejącej gospodarczo zachodniej Europie popyt spada, w Polsce rodzime zakłady będą musiały toczyć ciężką walkę z silnymi koncernami z Rosji, które po wejściu tego kraju do Światowej Organizacji Handlu bez przeszkód mogą zarzucać nasz rynek tańszymi własnymi produktami. Ucieczka do przodu, poza rynki europejskie, to znakomity pomysł na dywersyfikację wpływów.
@RY1@i02/2013/003/i02.2013.003.000000200.802.jpg@RY2@
Łukasz Korycki, zastępca redaktora naczelnego
Łukasz Korycki
zastępca redaktora naczelnego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu