Kodeks wkracza na szczyty władzy
Wydaje się, że prawników, ekspertów ds. kadr ustawodawca nie może już zaskoczyć. A to zarządził zatrudnianie strażaka w każdej firmie (na szczęście równie szybko z tego rozwiązania się wycofał), a to "uprościł" wydawanie świadectw pracy tak, że trudniej je teraz przekazywać zatrudnionym, nie wspominając już ustawy antykryzysowej, która w kwestii umów na czas określony była tak nielogiczna, że aż Sąd Najwyższy miał kłopot z jej interpretacją. A jednocześnie przez co najmniej kilka ostatnich lat nie wprowadzono żadnej systemowej, doniosłej zmiany w kodeksie pracy, która rzeczywiście miałaby istotny wpływ na sytuację zatrudnionych.
I nagle jak piorun z jasnego nieba premier ogłosił: płatny urlop na opiekę nad dzieckiem wydłużamy do roku. Zaskoczenie było ogromne. Wydawałoby się, że rząd ma kilka innych ważniejszych rzeczy na głowie, z którymi do tej pory polityka rodzinna często przegrywała - finanse publiczne, fundusze unijne, widmo nieustającego kryzysu gospodarczego, rosnące bezrobocie.
Można się czepiać, że to działanie pod publiczkę. Któż nie poprze pomysłu wydłużenia (i to dwukrotnie) płatnego urlopu. Nie pierwszy to rząd, który w ten sposób pozyskiwał elektorat. Można wytknąć niedopracowanie szczegółów tej propozycji - a czy aby na pewno rodzic zdąży z wykorzystaniem wszystkich przywilejów, zanim dziecko ukończy 4. rok życia, a czy matka wcześniaków będzie mogła złożyć wniosek o wykorzystanie z góry całego rocznego okresu opieki, czy kobiety korzystające z takiego długiego urlopu nie będą mieć problemów z powrotem na rynek pracy itp.
W tym szumie wokół rocznej opieki umknął jednak jeden ważny szczegół: głównym tematem drugiego expose stało się prawo pracy. Ze szczytów władzy ktoś wreszcie zaczyna dostrzegać jego rolę, wpływ na jakość życia, demografię, walkę z bezrobociem, a nawet pośrednio z kryzysem ekonomicznym. Wydłużenie urlopów macierzyńskich to zresztą niejedyny tego symptom. Premier zapowiedział też przecież uelastycznienie przepisów o czasie pracy. Kilka tygodni później gotowe były już projekty zmian w obu tych sprawach, a w kwestii urlopów macierzyńskich odbyło się nawet posiedzenie rządu.
To dobry sygnał na nowy 2013 rok. Miejmy nadzieję, że rządzący pójdą za ciosem i zajmą się w takim tempie także innymi palącymi problemami pracodawców i pracowników. A kolejka przepisów do zmiany jest długa. Pierwszy z brzegu przykład: nawiązywanie i rozwiązywanie umów o pracę. Dla pracujących utrapieniem jest wszechobecne zatrudnienie niepracownicze (na firmę, zlecenie, dzieło) lub praca na czas określony, która dziś w praktyce w ogóle nie jest ograniczona. Dla firm takim samym kłopotem są z kolei wyśrubowane przepisy o stałym zatrudnieniu.
Zamiast więc nietrafionych cząstkowych zmian w prawie warto wreszcie pomyśleć o rozwiązaniach systemowych, które rzeczywiście polepszą sytuację obu stron stosunku pracy. To jest możliwe.
A na razie, przy okazji witania nowego roku, z dłuższego urlopu na opiekę nad dzieckiem można się tak po prostu po pracowniczemu cieszyć. W końcu nieczęsto się zdarza, że zatrudnieni dostają tak ważny przywilej, a pracodawcy nie są przeciw. Ot - magia rodzicielstwa.
@RY1@i02/2013/002/i02.2013.002.21700020b.803.jpg@RY2@
Łukasz Guza, dziennikarz Gazety Prawnej
Łukasz Guza
dziennikarz Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu