Karuzela z dniami wolnymi i świętami może zmienić kierunek
Opinia
Sprawa możliwości świadczenia pracy w sobotę w zamian za wynagrodzenie chwilowo przycichła. Jednak w nowym roku wokół nowelizacji kodeksu pracy, która ma umożliwić takie rozwiązanie, powróci i to zapewne ze zdwojoną siłą.
Obserwacja długoterminowych trendów w zakresie prawnych regulacji czasu pracy zdaje się prowadzić do dość oczywistego wniosku, że dni wolnych od pracy będzie zawsze przybywać. Tymczasem sprawa nie jest wcale tak oczywista.
Zacznijmy jednak od kwestii świąt. Polski kodeks pracy cechuje w tym zakresie dość spory chaos. Święta są - co do zasady - dniami wolnymi od pracy. Podkreślmy przy tym, że kodeks używa słowa "święto". A jest to szczegół dość ważny. Kodeks pracy nie zawiera bowiem definicji święta. Powyższe nie przeszkadza jednak komentatorom kodeksu pracy, do których się zresztą sam zaliczam, twierdzić, że kodeksowe dni świąteczne określone są w ustawie o dniach wolnych od pracy. Ustawie pochodzącej jeszcze z 195 1 r . Tu jednak ważna uwaga. Akt ten - zgodnie ze swoim tytułem - nie odnosi się do świąt, ale do dni wolnych. Jest to zrozumiałe. Wszak są to przepisy pochodzące z czasów stalinowskich i trudno sobie wyobrazić, aby w tamtym okresie uznano oficjalnie święta katolickie. Dlatego enigmatyczny zwrot "dni wolne od pracy" był jeszcze do przyjęcia.
Jednak dociekliwy prawnik może mieć dziś wątpliwości. Skoro obowiązuje rozdział państwa od religii, to słowo święto użyte w kodeksie pracy powinno się odnosić wyłącznie do świąt wszystkich członków wspólnoty państwowej, czyli do świąt państwowych. Ze świąt religijnych korzystają wyłącznie członkowie konkretnych wspólnot. Z perspektywy prawnej są one tylko dniami wolnymi od pracy. Chyba że ktoś uzna, że religia rzymskokatolicka jest religią państwową, co byłoby jednak prowokacją. Konsekwentnie wspomniany dociekliwy prawnik mógłby twierdzić, że kodeks pracy nie zakazuje pracy w innych dniach niż święta państwowe. Mógłby jednak dojść do wniosku, że akt ten zakazuje aktywności zawodowej we wszystkie święta państwowe, nawet jeśli nie znajdują się w katalogu dni wolnych, jak np. święto flagi.
Czy to oznaczałoby dopuszczalność pracy w święta religijne? Nie. Rzecz w tym, że zakaz pracy w święto wynika właśnie ze wspomnianej ustawy z 195 1 r . o dniach wolnych od pracy. Co więcej, można z powodzeniem dowodzić, że w dniach wolnych od pracy nie wolno w ogóle pracować, a w każdym razie nie można wykonywać zadań służbowych w sposób, który innym nie pozwala godnie świętować. Tym samym zakaz dotyczy także umów zlecenia czy też prowadzenia działalności gospodarczej. Chodzi bowiem o to, aby pewna przestrzeń czasu (dzień) była wolna zarówno dla pracujących, jak i niepracujących. Nie da się świętować, gdy sąsiad robi sobie właśnie remont mieszkania. Ktoś, kto mieszka w bloku dobrze zna cierpienia z powodu przenikliwego dźwięku wiertarki z dwóch pięter wyżej.
Powyższe dywagacje są nieco żartobliwe, ale tylko nieco. Bałagan ustawowy jest oczywisty i tylko zdrowy rozsądek ratuje wykładnię kodeksu. Choć akurat pogląd, że w dniach ustawowo wolnych od pracy zakazana jest każda praca, traktuję poważnie. Stabilność świąt katolickich w kontekście laicyzacji społeczeństwa wcale nie jest przesądzona na wieki. Jest to ograniczenie swobody działalności gospodarczej dla niekatolików. Nie jestem bynajmniej zwolennikiem takiego procesu. Jednak patrząc na chłodno, za 2 0 l at sprawa wcale nie musi wydawać się tak egzotyczna. Mam zresztą już dziś wrażenie, że np. w Święto Trzech Króli frekwencja na stokach narciarskich zdecydowanie przekracza tę w kościołach.
O ile sprawa świąt ma wymiar kulturowy, to sprawa innych dni wolnych od pracy ma wymiar bardziej prozaiczny. Zanim to wyjaśnię, trzeba tylko wspomnieć o jednej ważnej rzeczy. Obowiązujące normy czasu pracy nie wynikają już wyłącznie z ochrony życia lub zdrowia pracownika. W pewnej części są pochodną stylu życia, a w pewnej efektem podziału rynku pracy. Innymi słowy, im krótsza praca, tym więcej osób pracuje. Przynajmniej tak jest w teoretycznym założeniu. Oznacza to, że czas aktywności może być wydłużony bez uszczerbku dla zdrowia.
I z taką tendencją trzeba się liczyć. Jeśli prawdą jest to, że na skutek niżu demograficznego braknie rąk do pracy, to dłuższa praca może się stać sprawą międzypokoleniowej solidarności, czyli sprawą polityki społecznej. Co więcej, już dziś w tych nielicznych zawodach, gdzie istnieje rynek pracownika, a nie pracodawcy, dopuszczalne winny być formuły opt-out, tak jak ma to miejsce w przypadku lekarzy. Jeśli pracownik zgodzi się na dłuższą pracę, to winien mieć taką możliwość. Wraz z potencjalnym deficytem zatrudnionych oraz ich wyższymi wynagrodzeniami zasadniczymi, gwarantującymi realną wolność wyboru, takie zjawisko może i powinno mieć miejsce. Ostatecznie chodzi o to, aby w Polsce gospodarka się rozwijała.
W skali masowej praca nie jest sprawą prywatną, lecz jest fundamentem bezpieczeństwa wspólnoty państwowej przez rozwój gospodarczy. Dlatego ani święta w aktualnym wymiarze, ani w szczególności dni wolne od pracy, nie muszą być dane raz na zawsze. Warto o tym pamiętać.
Dłuższa praca może się stać sprawą międzypokoleniowej solidarności
@RY1@i02/2014/248/i02.2014.248.18300330b.803.jpg@RY2@
Arkadiusz Sobczyk profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, radca prawny, Kancelaria Sobczyk i Współpracownicy
Arkadiusz Sobczyk
profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, radca prawny, Kancelaria Sobczyk i Współpracownicy
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu