Wolny rynek tak! Wypaczenia nie!
Założę się, że mieli państwo w szkole klasowego prymusa. Zawsze świetnie przygotowany i gotów wyrecytować dokładnie to, co chciał usłyszeć nauczyciel. Gdy czytałem "Koniec wolnego rynku?", to nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że Ryszard Petru jest właśnie takim prymusem polskiej debaty ekonomicznej. Tej przedkryzysowej.
W jego książce wszystko jest tak, jak trzeba. Amerykański krach 2008 roku? Wybuchł na skutek nadmiernej regulacji. Kryzys w strefie euro? To efekt nieodpowiedzialnej polityki fiskalnej krajów PIGS. Dlaczego zaaplikowana im przez UE i MFW polityka oszczędnościowa nie działa? Bo Grecy i Hiszpanie nie chcą zrozumieć, że skończyło się życie ponad stan i czas zacisnąć pasa. Polska zielona wyspa? To szczęśliwy zbieg okoliczności, za który przyjdzie nam wkrótce słono zapłacić, jeżeli nie podejmiemy sanacji finansów publicznych. Petru elegancko (nie przeczę) i ze znawstwem (wykresów nie za dużo i nie za mało) referuje nam kolejne rozdziały z podręcznika przedkryzysowej ekonomii głównego nurtu. Wolny rynek tak! Wypaczenia nie!
Czytanie książki Petru uspokoi pewnie skołatane nerwy niejednego czytelnika. Szczególnie takiego, który z rosnącym niepokojem obserwował to, co dzieje się w światowej (i w polskiej też) debacie ekonomicznej od kilku lat. Te wszystkie dziwaczne teorie. Keynesizmy, postkeyneizmy, marksizmy, pikettyzmy, kaleckizmy. Powyłaziły ze swoich nor i trumien, podważając zdrowy ekonomiczny konsensus ostatnich 30 lat. Zaczęły kwestionować tak oczywiste prawdy, jak to, że oszczędności poprzedzają inwestycje, podaż tworzy własny popyt, państwa w gospodarce powinno być jak najmniej, a deregulacja i trzymanie pensji w ryzach to zdecydowanie najlepsze pomysły na budowanie gospodarczego ładu. Niejeden obserwator zachwiał się pewnie pod ich natłokiem w swoich słusznych wolnorynkowych poglądach. Ale na szczęście są takie książki jak "Koniec wolnego rynku". Można się dzięki niej wziąć w garść i wrócić na łono ekonomii ortodoksyjnej.
Ale co z czytelnikami, którzy uważają, że powrót do przedkryzysowego status quo w debacie ekonomicznej nie jest ani słuszny, ani specjalnie potrzebny? Oni niestety z książki Petru nie dowiedzą się niczego inspirującego. A nawet ich szczególnie nie rozsierdzi, bo on nie jest radykalnym wolnorynkowym prowokatorem jak Leszek Balcerowicz albo Robert Gwiazdowski. Jego obrona przedkryzysowego status quo jest pragmatyczna i do bólu przewidywalna. Uważniejszy krytyk podejścia liberalnego próżno będzie tu szukał elementów dla minstreamu niewygodnych. Nie będzie mowy o globalnym osłabieniu pracy - widocznym choćby w stagnacji płac i ich spadającym udziale w dochodzie narodowym. Petru nie widzi też, że polityka pompowania bańki mieszkaniowej w USA w czasach Clintona i Busha to efekt wycofywania się państwa z gospodarki, a nie jego ekspansji. Sprawiła ona, że wielu Amerykanów musiało się zadłużyć w nadziei, że to będzie substytut ich zabezpieczenia emerytalnego. O hamujących dynamikę gospodarczą nierównościach dochodowych też u Petru zbyt wiele nie znajdziemy. Ani o tym, że konkurencyjność można budować inaczej niż przez niskie płace. Niestety.
Pewnie się już państwo zorientowali, że recenzent należy raczej do tej grupy obserwatorów, którym narracja Petru nie jest bliska. To się w świecie pluralistycznej debaty zdarza i dla zachowania intelektualnej równowagi chyba nawet potrzebne. Jednego tylko zrozumieć nie potrafię. Ryszard Petru jest ekonomistą zdecydowanie antyetatystycznym. I oczywiście ma do tego prawo. Dlaczego jednak zdecydowany zwolennik wolnego rynku zdecydował się opublikować swoją książkę w wydawnictwie państwowym (Narodowe Centrum Kultury) wiszącym na publicznym garnuszku? I dlaczego - jak czytamy na obwolucie - partnerem publikacji jest firma Orlen, przykład jako żywo kapitalizmu państwowego?
@RY1@i02/2014/246/i02.2014.246.000002800.802.jpg@RY2@
Ryszard Petru, "Koniec wolnego rynku? Geneza kryzysu", Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2014
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu