Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Okołoświątecznym podżegaczom: siadaj, z pseudotroski - pała!

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Opinia

W gąszczu stanowisk i eksperckich opinii z debat o oświacie szczególną wnikliwością wyróżnił się ostatnio głos ważnych gremiów ZNP. To przeniknięte duchem zmian ciało nie rozmienia się na drobne. Działa subtelnie, zakulisowo, w skupionym namyśle nad losem pokoleń i nie co dzień słychać jego głęboki, zatroskany baryton. Wypadki ostatnich dni przelały jednak czarę goryczy. Nie, nie - tego już nawet nasze stoickie prezydium nie mogło zdzierżyć.

Bo co jak co, ale że ministra napisała list, i to do rodziców - to się wymyka wszelkim klasyfikacjom bezczelności. No ja rozumiem - gdyby podyktowała maszynistce edykt czy ukaz, niechby i napisała obwieszczenie o zawartości cukru w cukrze, to jeszcze obleci. Ale pisać do rodziców jako minister - po co?!

"Byle czego się nie pisze - pisanie to nie gadanie" - stoi w kultowej "Konopielce". Pisać może każdy, ale nie każdemu to przystoi. Gdyby Kluzik-Rostkowska była referentką w wydziale oświaty, wójtem, proboszczem, notariuszem - niech sobie pisze do woli. Jednak zachęcać do odpisywania, judzić, że w szkole rodzic i dziecko mogą coś uzyskać? Komu to służy?

"Uważamy, że namawianie do donosicielstwa jest zawoalowaną formą pseudotroski minister edukacji o pracujących rodziców i niczym innym, jak chęcią przypodobania się tej grupie" - grzmi Sławomir Broniarz, od 1998 roku prezes tej dynamicznej organizacji.

Strach pomyśleć, co będzie, gdy ktoś zechce się przypodobać jeszcze i rodzicom niepracującym, choćby bajdurząc, że również ich latorośli przysługują jakieś prawa. Tej opresji postępowi unioniści mogą już nie podołać, a belferski los stanie się zaiste nie do zniesienia.

Na tym tle blado wypadł konkurencyjny związek, skromnie stwierdzając, że list widzi jako "...próbę dyskredytacji zawodu nauczyciela w oczach opinii publicznej przez insynuację, że pracownicy oświaty mogą (...) uchylać się od obowiązku opieki".

Dyskredytacja przez insynuację ma długą tradycję. Samo istnienie sanepidu urąga wszak godności polskiego rzeźnika tudzież baristy, a fakt, że są tam jawne godziny przyjęć, zakrawa na potwarz. Prawa pacjenta? To, jak wiadomo, dyskredytuje medyków, a już na bank jest policzkiem dla Naczelnej Izby Lekarskiej. Nie jest to na pewno sprawa do jakichś publicznych listów czy oświadczeń. Cierpliwie tłumaczył rzecz już nieraz etatowy luminarz NIL dr hr. Radziwiłł, a ta oczywistość wciąż szuka drogi do zakutych pacjenckich łbów.

Powodowane szlachetnością uwagi naszych obrońców z pewnością polepszą wizerunek i status nauczycieli. Będziemy widziani jako rozsądni profesjonaliści, którzy poważnie traktują swoje zadania, a i młodzież uczą działać podobnie.

Warto zaproponować kilka obszarów, na których nasi sojusznicy mogliby się wyżyć. Może więc ZNP się weźmie do innych, bardziej od Kluzikowej tabloidalnych guru. Jakiś Bralczyk czy Kłosińska muszą się mądrzyć o przypadkach i odmianach, jakby nie było zwykłych lekcji "polaka"? Po diabła nam Discovery - żeby podkopywać autorytet pani Geni z biol-chemu?

Jacyś rodzice, uczniowie, media? Precz z tą pseudotroską! Okołoświątecznym podżegaczom mówimy: "Siadaj, pała!".

Powodowane szlachetnością uwagi naszych obrońców z pewnością polepszą wizerunek i status nauczycieli

@RY1@i02/2014/242/i02.2014.242.000001300.803.jpg@RY2@

Marek Szpanowski nauczyciel, publicysta

Marek Szpanowski

nauczyciel, publicysta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.