Milczenie dzieci systemu
Dwa kraje, ta sama aura niedowierzającego przerażenia. Dwa teksty - oba powinny być lekturą obowiązkową dla ludzi pracujących z młodzieżą.
"Dzieci Stasi" to książka niemieckiej dziennikarki Ruth Hoffmann. Odkrywająca obszar, który często wymykał się uwadze w postkomunistycznych rozliczeniach. Gdy wyobraźnię rozpalali tajni współpracownicy, brakowało okazji, by pytać o jawne ofiary. Tym razem o szczególną kategorię - dzieci funkcjonariuszy bezpieki.
Urodzona w Hamburgu Hoffmann jest niezwykle dociekliwa w odtwarzaniu życia Ossis. "Rodziny Stasi" pewnie nie były identyczne, ale autorka zdołała odkryć wspólny wzorzec. Wzorzec przemocy i lęku, który był podstawą całego systemu, ale też specyficznie naznaczył najmłodsze pokolenie. Miał się też replikować - każdy porządny funkcjonariusz Ministerium für Staatssicherheit powinien przecież hodować następcę, inny model wymagał obszernego, urzędowego wyjaśnienia.
Regulowanie najdrobniejszych elementów codziennego życia było NRD-owską specyfiką. Każdy przejaw odmienności był uznawany za bezpośredni wpływ zachodniego "wroga" - od noszenia zachodnich jeansów, poprzez słuchanie innej muzyki albo odbieranie listów od wujka z Kanady. Aura tajności i psychoza nieprzyjaciela - trudno o lepszą pożywkę dla autorytarnych stylów wychowania. Za tym następował chłód, dystans, przemoc fizyczna. I jeszcze bardziej obowiązkowa - wszechobecność tajemnicy. Konieczność zachowania dyskrecji była warunkiem podstawowym. Wnikając w środowisko rodzinne, sekret był trutką doskonałą. W domu, gdzie króluje tajemnica, nie ma miejsca na otwartość, bliskość i czułość.
Polska mentalność i swojski chaos być może uchroniły nas w tym wypadku od powszechności niektórych dramatów. Częstszym efektem było uwłaszczenie resortowych rodzin niż przenoszenie autorytaryzmu w prywatne cztery ściany. Ale i nam nie zaszkodziłby rachunek sumienia a la Ruth Hoffmann. Bo czy nie znamy tego modelu - wychowywania na swój obraz i planowania życia naszym dzieciom?
Przekład "Dzieci Stasi" trafił na półki, gdy ledwo wyschła farba drukarska na innej książce. Marcin Kącki zebrał 10-letnie śledztwo dziennikarskie w głośnej przed kilku laty sprawie Polskich Słowików w książce "Maestro". Ta lektura to szczególny wstrząs.
Jak to możliwe, że w samym niemalże świetle jupiterów można było prowadzić tak perfekcyjnie zorganizowaną machinę przestępstw i manipulacji? Jak to możliwe, że wszyscy widzieli lub słyszeli, ale każdy milczał?
"Maestro" imponuje w swojej warstwie researcherskiej. Dzięki tak szerokiej panoramie poznańskich elit kulturalnych i politycznych nie da się już udawać, że wspomniane pytania nie padły.
Odpowiedź jest złożona. Na pewno częściowym wyjaśnieniem są nierówności społeczne PRL-u i zwykła, napędzająca patologie materialna nędza. Kariera syna w chórze była dla wielu rodzin symbolem statusu, źródłem dostępu do dóbr deficytowych. Cenę pomijano, skoro 12-latek przywoził z krótkiej dewizowej trasy kilkumiesięczną pensję ojca.
Są i głębsze pytania. Czego "porządni obywatele" oczekiwali od nauczycieli? Kiedy pedagog spełnia swoją funkcję: gdy zbiera nagrody, gdy jest fetowany w mediach? Czym jest funkcja wychowawcy, gdy ma do czynienia z utalentowanym dzieckiem? I jakie wymagania można wtedy stawiać? "Coś tam się mówiło" - wspominają niemal wszyscy rozmówcy Kąckiego - "ale przecież...".
No właśnie. Przecież po jednej stronie były zaszczyty, wizyty, poważne audiencje i odznaczenia, koncerty w operach i katedrach. Po drugiej - tylko niedorosły ból.
Poznaniacy oddawali dzieci do prowadzącej chór elitarnej szkoły. Niewielkiej, wyselekcjonowanej, rozwijającej zainteresowania. W swojej kategorii była oczywiście bezkonkurencyjna. Nikt nie pytał o odczucia uczniów - pytanie byłoby naiwnością. Bo przecież nikt nie odpowie. Takiej kategorii nie ma w systemie ocen.
A my - co byśmy zrobili? Gdyby nagle się okazało, że poza tabelkami rankingów jest jeszcze jakieś dziecko?
@RY1@i02/2014/233/i02.2014.233.000000800.802.jpg@RY2@
Marek Szpanowski nauczyciel, publicysta
Marek Szpanowski
nauczyciel, publicysta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu