Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Piękny i niebezpieczny świat łatwych pieniędzy

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 25 minut

Dwóch wybitnych ekonomistów z doświadczeniem w Radzie Polityki Pieniężnej zwróciło uwagę (prof. Jan Czekaj i prof. Stanisław Owsiak, "Szkodliwa doktryna o szkodliwości długu", Rzeczpospolita z 21 listopada) na fiasko neoliberalnych koncepcji, które kształtowały światowy system finansowy w ostatnich dekadach.

Precz z dogmatami

Jeszcze jakiś czas temu tezy autorów - jak ta, że nazbyt doktrynalne traktowanie deficytów budżetowych i długu publicznego jako z definicji niekorzystnych oraz absolutyzacja celu inflacyjnego w polityce pieniężnej nie mają uzasadnienia - spotkałyby się z gniewną reakcją. Uwaga zaś, że zasadę pełnej niezależności banku centralnego oraz zakaz finansowania przezeń potrzeb pożyczkowych rządu należy ocenić krytycznie, zostałaby przyjęta jako prowokacyjna, być może niedorzeczna, a w najlepszym razie obrazoburcza.

Dziś jednak tego rodzaju wypowiedzi nie robią piorunującego wrażenia, ponieważ zachowania banków centralnych wykroczyły daleko poza to, co gotowi bylibyśmy do niedawna uważać za normę. Stało się tak zresztą nie po raz pierwszy (zerowe czy nawet ujemne nominalnie stopy procentowe nie są odkryciem ostatnich lat; stosowano je już wcześniej), tyle że akurat nasza pamięć jest bardzo krótka: tak samo jak doświadczenia z wolnym rynkiem i kapitalizmem. Tak czy inaczej oswoiliśmy się już z myślą (a w każdym razie powinniśmy), że neoliberalne rozwiązania - podobnie jak każde inne! - powinny być głęboko modyfikowane w zależności od potrzeb i okoliczności. I że - mówiąc wprost - dogmaty zawodzą, gdy sytuacja zmienia się radykalnie, zmuszając nas do poszukiwania rozwiązań, które niezależnie od doktrynalnych założeń mogłyby uratować upadający system finansowy (2008 r.), pogrążające się w depresji gospodarki (2009 r.) czy uwolnić nas z pętli ogromnego długu, deflacyjnych zagrożeń, zbyt wolnego wzrostu itd. (2010 r. - do tej pory). Pytanie tylko, jakie rozwiązania są najlepsze. Prof. Czekaj i prof. Owsiak rozpoczęli bardzo ważną dyskusję, co nie znaczy, że udzielają przekonujących odpowiedzi.

W tym kontekście warto pamiętać, że mandat banku centralnego bywa różny (amerykański Fed dba nie tylko o inflację, ale i o to, by bezrobocie było jak najniższe; podobnym tropem poszedł Bank Anglii) i że jest on w razie potrzeby rozszerzany do granic, których nie byliśmy sobie w stanie jeszcze niedawno wyobrazić (luzowanie ilościowe itp.). Tu dobrym przykładem jest ewolucja Europejskiego Banku Centralnego (EBC), którą wyznaczają bardziej realne warunki działania narzucone przez kryzys niż formalne ograniczenia.

Trzeba też pamiętać, że wątpliwości dotyczące dogmatu mówiącego o niezależności banku centralnego oraz priorytetu walki z inflacją zgłaszają od dawna czołowi światowi ekonomiści. Joseph Stiglitz ("Freefall. Jazda bez trzymanki") przekonuje przecież, że uparta walka z inflacją służy tylko tym, którzy mają kapitał, a nie tym, którzy szukają pracy. Uderza też w niezależność Fed, wytykając mu liczne błędy, choć zadania Rezerwy Federalnej nie ograniczają się przecież do troski o stabilność cen.

Tak się złożyło, że głos wspomnianych na wstępie ekspertów współbrzmi z doniesieniami o pracach nad zmianami w ustawie o NBP, które umożliwią mu kupowanie i sprzedawanie papierów skarbowych na rynku wtórnym. Innymi słowy, inwestorzy, nawet w warunkach ostrego kryzysu finansów publicznych, nie będą mieć powodu, by nie kupować naszych obligacji, skoro zyskają pewność, że w najgorszym razie sprzedadzą je bankowi centralnemu za odpowiednią cenę, zachęcającą ich do aktywności na tym rynku. A gdyby to było konieczne, mogą ich też przecież wyręczyć banki komercyjne pozostające pod kontrolą państwa... Dziś tego mechanizmu nie potrzebujemy. Jednak przezorność nakazuje mieć go w zanadrzu (Europa prawdopodobnie wchodzi w kolejną fazę kryzysu, a Mario Draghi, prezes EBC, twierdzi, że w razie potrzeby jego instytucja "zrobi wszystko, co będzie potrzebne"). Czy rzeczywiście łączy się z nim ryzyko polityczne, tj. ryzyko stosowania go nie do ratowania, ale psucia systemu finansowego poprzez niepotrzebny druk pieniądza?

Odpowiadając na to pytanie, trzeba wrócić do tematu niezależności banku centralnego i zastanowić się, czy w tym kontekście jest ona wadą czy zaletą. Argument, że nie ma powodu, by bank centralny był niejako "poza państwem", przemawia do wyobraźni. Jednak nie da się ukryć, że ta sama niezależność stanowi tamę dla nadmiernych oczekiwań przedstawicieli narodu dzierżących (dotychczas w sumie dosyć odpowiedzialnie) stery polityki fiskalnej. Inaczej mówiąc, wyobrażenia parlamentarzystów z koalicji rządzącej (jakiejkolwiek) co do tego, czy mamy kryzys i konieczne jest ekstraordynaryjne działanie banku centralnego, oraz wyobrażenia członków RPP na ten sam temat mogą być zupełnie różne. Pytanie, którym bardziej chcemy dać wiarę.

Prof. Czekaj i prof. Owsiak idą jednak jeszcze dalej, burząc kolejny mit. Uważają bowiem, że nie ma przeszkód, by bank centralny finansował sektor finansów publicznych "za pomocą emisji pieniądza" (funkcjonujące dziś odpowiednie zakazy "nie mają empirycznych podstaw"). W długu zaś nie ma nic złego (jego absolutyzowanie "jako przyczyny wszelkich negatywnych zjawisk gospodarczych nie ma historycznego uzasadnienia"), bowiem wiele państw dzięki umiejętnemu zwiększaniu zobowiązań zbudowało swoją potęgę. Czy my moglibyśmy być w tym gronie? Pod jakimi warunkami? I gdzie w naszym przypadku należałoby określić poziom rozsądnego i pożytecznego długu w relacji do PKB? Na te pytania, niestety, artykuł nie odpowiada, a szkoda. Nie eksponuje też przykładów przeciwnych (choć zauważa ich istnienie), gdy pod ciężarem zadłużenia niektóre państwa, w tym Polska, ogłaszały niewypłacalność i traciły dystans do innych krajów.

Autorzy, wspominając o emisji pieniądza, idą moim zdaniem dużo dalej niż pomysłodawcy zmian w ustawie o NBP. W uzasadnieniu do projektu jest bowiem mowa, że zakupy papierów skarbowych przez bank centralny w żadnym razie nie mogą się stać formą pośredniego finansowania sektora publicznego - mają się mieścić w celach polityki pieniężnej lub stabilizującej system finansowy.

Gdyby zaś przyjąć tezy artykułu za dobrą monetę, trzeba by uznać chyba, że NBP powinien kupować obligacje skarbowe nie tylko po to, by ratować (stabilizować) system, lecz także po to, by wspierać politykę gospodarczą rządu. Nie chodziłoby więc jedynie o to, by zapewnić krajowi finansowanie poprzez uspokojenie inwestorów prywatnych wystraszonych kryzysem, ale też niezależnie od nich (np. po to, by zwiększone potrzeby pożyczkowe będące efektem ekspansywnej polityki fiskalnej nie odbiły się na cenie obligacji). Dopóki pozostajemy poza strefą euro, mamy bowiem możliwość prowadzić suwerenną politykę monetarną (pytanie tylko, co z licznymi unijnymi ograniczeniami).

Nawet jednak pod tym względem sugestie autorów nie są tak rewolucyjne, jak mogłoby się wydawać. Ponieważ posłużyli się głównie przykładem Banku Anglii, można by wnosić, że chodzi o dość klasyczne rozwiązanie, w którym rząd pożyczałby pieniądze z banku centralnego, a więc i musiał je zwracać (inna sprawa, że nowe emisje kierowane do NBP mogłyby w razie potrzeby rozwiązać ten problem). Miałby pewność finansowania i nie musiał zanadto zawracać sobie głowy nierównowagą w sektorze finansów publicznych, aktualnymi nastrojami na rynku czy wskaźnikami długu do PKB (znowu pytanie: co z unijnymi zobowiązaniami?). Po prostu okresowo zwiększałby zadłużenie, czerpiąc z kasy NBP, w zgodzie ze skoordynowaną polityką monetarną i fiskalną, prowadzoną przez jedną, nową instytucję państwową.

Jednak w grę, być może, mogłoby też wchodzić po prostu przekazywanie rządowi pieniędzy na realizację polityki gospodarczej. Niewyobrażalne?

Recepta Turnera

Adair Turner, były prezes brytyjskiego nadzoru finansowego (FSA), a teraz członek Komitetu ds. Polityki Finansowej Banku Anglii, zapewne nie podzieliłby poglądów na temat zasadności zwiększania długu jako takiego. Jego zdaniem oddłużanie się osób fizycznych i firm oraz związany z tym transfer zobowiązań w gospodarkach rozwiniętych z sektora prywatnego do publicznego nie wyszły światu na dobre; per saldo sytuacja jest dużo gorsza niż przed kryzysem (dług dużo większy!). Przy czym to pułapka: nie da się nic z tym zrobić bez wpędzenia gospodarek w recesję. Turner proponuje więc ("Uzależnienie niemieckiej gospodarki od kredytów", www.project-syndicate.pl) rewolucyjne rozwiązanie. Chodzi o pobudzenie wzrostu i przyspieszenie inflacji bez zwiększania długu prywatnego i publicznego. Jakim cudem? Poprzez zwiększone deficyty budżetowe, stale finansowane z kasy banku centralnego (sic!). Autor straszy, że w przeciwnym razie albo czeka nas deflacja i słaby wzrost (lub coś gorszego), albo dalsze pęcznienie długu, co w istocie jest tylko grą na czas. Ale rozważmy tę propozycję uważnie: jeśli mówimy o stymulacji bez przyrastania długu, to oznacza to chyba, że bank centralny miałby kreować pieniądz i przekazywać go rządowi nie w postaci zobowiązań, lecz w formie bezzwrotnej!

Nic dziwnego, że sam Turner zdaje się sugerować, że odpowiada na pytania spoza tradycyjnej ekonomii i konwencjonalnej polityki gospodarczej.

Być może się mylę, ale prekursorem w tym względzie był u nas śp. Andrzej Lepper, odsądzany z tego powodu od czci i wiary, a przynajmniej od wiary w neoliberalne dogmaty, które przed kryzysem wydawały się mieć walor aksjomatów.

Tezy prof. Czekaja i prof. Owsiaka zasługują na uwagę, pogłębioną analizę i publiczną dyskusję. Zmiany w ustawie o NBP czy głosy takie jak Adaira Turnera stanowią do niej dobre tło. W jednym bowiem należy się ze wszystkimi zgodzić: kryzys, który podważył neoliberalne założenia, zrewolucjonizował politykę monetarną i zadał pytania wykraczające poza tradycyjne rozwiązania ekonomiczne, trwa. I potrwa jeszcze długo.

Bank centralny stale finansujący deficyt budżetowy? Propozycje już są

@RY1@i02/2014/229/i02.2014.229.000001500.803.jpg@RY2@

Krzysztof Jedlak szef Gazety Prawnej

Krzysztof Jedlak

 szef Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.