Fantazje o apolitycznych prawnikach
Skoro ekonomiści czy socjologowie nie wahają się łączyć nauki z polityką, dlaczego prawnicy mieliby być wolni od tej pokusy? Tym bardziej że każda władza chętnie otacza się prawnikami i oferuje im wiele zachęt do lojalnej współpracy
Doniesienia medialne o najnowszych odkryciach medycznych zazwyczaj zaczynają się od sformułowania: "Amerykańscy naukowcy dowiedli, że...". Tym razem jednak amerykańskim naukowcom zawdzięczamy odkrycie istotne również dla prawników. Eric Posner i Adam Chilton, profesorowie prawa Uniwersytetu w Chicago, dowiedli, że poglądy polityczne profesorów najlepszych amerykańskich wydziałów prawa przekładają się bezpośrednio na ich publikacje naukowe. Innymi słowy, akademicy wspierający Republikanów lansują w piśmiennictwie poglądy prawicowo-konserwatywne, zaś profesorowie związani z Demokratami przemycają w swoich pracach liberalno-lewicową wizję świata.
Po analizie poglądów i publikacji badaczy wykazano także, że najbardziej "upolitycznione" jest prawo konstytucyjne, a także prawo regulujące prowadzenie biznesu. Poglądy polityczne są zatem najściślej powiązane z poglądami wyrażanymi w pracach naukowych w takich kwestiach jak dopuszczalność aborcji, małżeństwa i związki jedno płciowe czy zakres regulacji działalności gospodarczej. W amerykańskim kontekście jednym z najważniejszych sporów politycznych, przekładających się również na profesorskie piśmiennictwo, jest też kwestia kontroli dostępu do broni.
Na marginesie warto odnotować, że nawet niektórym nurtom czy dziedzinom nauk prawnych przypisuje się polityczne konotacje. Dotyczy to np. nurtu law and economics (ekonomicznej analizy prawa), który był przynajmniej na początku wiązany bezpośrednio z prawicowo i neoliberalnie zorientowanymi badaczami, promującymi ideologię rynków i ograniczenia państwowej regulacji gospodarczej. Później z law and economics wypączkowało tak wiele różnych nurtów, że mówienie o związkach prawa i ekonomii nie jest już dziś domeną tylko jednej opcji ideologicznej.
Ktoś może stwierdzić, że badania Posnera i Chiltona nie wnoszą nic nowego, bo przecież już dość dawno temu amerykańscy realiści zauważyli, że poglądy polityczne wpływają na kierunek wykładni prawa. Proces interpretacji przepisów nie jest działaniem matematycznym, a system poglądów i wartości osoby przeprowadzającej wykładnię współdecyduje o jego rezultacie. Skoro ekonomiści czy socjologowie nie wahają się łączyć nauki z polityką, dlaczego prawnicy mieliby być wolni od tej pokusy? Tym bardziej, że każda władza chętnie otacza się prawnikami i oferuje im wiele zachęt do lojalnej współpracy.
Z drugiej strony, często w debacie publicznej głos profesora prawa znaczy więcej niż pogląd ekonomisty czy socjologa. W wielu politycznych sporach chętnie odwołujemy się do prawników, od których oczekujemy, że powiedzą "jak jest", a właściwie "jak być musi, bo tak stanowi prawo". Jeżeli nie możemy się połapać w argumentach ekonomicznych czy politycznych, prawnik z autorytetem jawi się jako sędzia rozstrzygający, co jest dopuszczalne i właściwe. Co zrobić z OFE? Uregulować związki partnerskie? Na te i wiele innych pytań oczekuje się często od prawników udzielenia tej jednej, obiektywnej i usuwającej wątpliwości odpowiedzi.
Można oczywiście żądać od prawnika obiektywizmu przy wykładni, ale zapytajmy od razu, czy jesteśmy w stanie sformułować obiektywną, apolityczną i aideologiczną interpretację chociażby konstytucyjnych sformułowań takich jak dobro wspólne, sprawiedliwość społeczna czy społeczna gospodarka rynkowa. Tak samo zastanówmy się, czy istnieje jakaś zobiektywizowana formuła oceny, czy dane ograniczenie wolności i praw jest "niezbędne w społeczeństwie demokratycznym", jak wymaga konstytucyjna zasada proporcjonalności.
Tak jak lekarz ustalając leczenie na podstawie diagnozy, tak prawnik przykładając stan faktyczny do normy prawnej, korzysta z czasem szerszego, czasem węższego zakresu autonomii decyzyjnej. Wśród lekarzy upowszechniła się koncepcja medycyny opartej na dowodach (evidence-based medicine), zgodnie z którą wyboru ścieżki leczenia należy dokonywać na podstawie analizy badań naukowych opisujących efekty poszczególnych metod. Jednym z elementów takiego podejścia jest przegląd systematyczny całej dostępnej literatury prezentującej wyniki badań klinicznych testujących skuteczność danej terapii. W uproszczeniu wybiera się ten kierunek leczenia, który ma najsilniejsze oparcie w badaniach.
W procesie wykładni prawa takie narzędzie z wielu powodów nie ma zastosowania. Miejsca dla ekspresji poglądów politycznych jest więc całkiem sporo. I nic w tym złego. Problemem nie jest to, że prawnicy mają poglądy polityczne, a te z kolei wpływają na interpretację przepisów prawa. Kłopoty zaczynają się dopiero wtedy, gdy opinie prawników traktuje się jako zamykające dyskusję, a debatę publiczną zastępuje wymiana opinii prawnych czy przerzucanie się argumentami z autorytetu - która opcja ma w odwodzie większą liczbę profesorów prawa.
Chodzi o to, by prawnicy uczestniczyli w ważnych sporach politycznych, gospodarczych czy światopoglądowych na podobnych prawach, jak naukowcy czy eksperci z innych dziedzin, zwłaszcza w tych kwestiach, których regulacja daleka jest od jednoznaczności. Siłą rzeczy, najwięcej takich problemów występuje na gruncie konstytucyjnym ze względu na regulację najeżoną pojęciami nieostrymi czy odesłaniami pozasystemowymi. Konstytucja to prawdziwa kopalnia, a może raczej tygiel koncepcji politycznych, społecznych czy filozoficznych. Od prawników należy oczekiwać szczególnej odpowiedzialności za słowa i opinie, a zwłaszcza powściągliwości w szermowaniu argumentami typu: "to jest zgodne z konstytucją", "to narusza konstytucją" albo "to jest prawnie niedopuszczalne".
Dlaczego warto poruszać teraz problem przenikania się polityki i prawa? Chociażby dlatego, że przed nami ważne rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego w sprawach zawiłych od strony prawnej, a jednocześnie głęboko zanurzonych w politycznym sporze. Przykładem reforma otwartych funduszy emerytalnych, na której ocenę przez trybunał w sposób nieunikniony wpłynie reprezentowana przez poszczególnych sędziów wizja ładu społeczno-gospodarczego i interpretacja takich pojęć jak sprawiedliwość społeczna czy prawo do zabezpieczenia społecznego, a nawet dobro wspólne, o którym mowa w przepisie otwierającym konstytucję.
Nie należy oczekiwać od sędziów trybunału w tej kwestii obiektywizmu (jak go tu bowiem zdefiniować?), ale raczej umiejętności zbudowania spójnej argumentacji prawno-społeczno-ekonomicznej na rzecz określonego stanowiska. Niech to będzie "orzeczenie oparte na dowodach", czyli odwołujące się nie tylko do osobistych przekonań o wyższości sprywatyzowanego systemu emerytalnego nad publicznym albo odwrotnie. Materiału do przeprowadzenia swoistego przeglądu systematycznego literatury na temat funkcjonowania rozmaitych modeli systemu emerytalnego nie brakuje, że wspomnę nagrodzoną "Economicusem" książkę prof. Leokadii Oręziak "Katastrofa prywatyzacji emerytur w Polsce". Przed trybunałem zatem ogromne, a jednocześnie fascynujące wyzwanie intelektualne.
Problemem nie jest to, że prawnicy mają poglądy polityczne, a te z kolei wpływają na interpretację przepisów prawa. Kłopoty zaczynają się dopiero wtedy, gdy opinie prawników traktuje się jako zamykające dyskusję, a debatę publiczną zastępuje wymiana opinii prawnych czy przerzucanie się argumentami z autorytetu
@RY1@i02/2014/217/i02.2014.217.07000020a.803.jpg@RY2@
dr Dawid Sześciło adiunkt na Wydziale Prawa i Administracji UW, visiting scholar na Uniwersytecie Ekonomicznym w Wiedniu
dr Dawid Sześciło
adiunkt na Wydziale Prawa i Administracji UW, visiting scholar na Uniwersytecie Ekonomicznym w Wiedniu
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu