Donos i honor
W Polsce donosicieli zabijano, karano, wyrzucano - w najlepszym razie - z towarzystwa. Ale od pewnego czasu to się zmieniło. Kiedy dowiedziałem się, że na uniwersytetach coraz więcej osób donosi, sprawdziłem legalność donoszenia. A jakże! Jest nawet rządowa strona Donosimy.pl, na której mamy gotowe formularze donosu do US, ZUS, PiP, sanepidu, policji, prokuratury, a nawet na sąsiada. Tylko wypełnić i już donosik gotowy. W większości przypadków podobno nie uwzględniają donosów anonimowych, ale kto mnie sprawdzi, jak się podpiszę Marcin Cesarz i podam fałszywy adres? A już anonimu nie będzie.
Więc rano donosik na sąsiada (którego nie mam, bo mieszkam w lesie), że się upił i bił żonę, przed lunchem do sanepidu, że w restauracji są myszy, a na kolację donos na lokalnego przedsiębiorcę, że zatrudnia na czarno lub na szaro. I tak spędziwszy dzień, zasypiam w poczuciu spełnionego obywatelskiego obowiązku. Jak komuś to nie wystarczy, to zawsze można napisać donos, że wójt nie ma wyższych studiów lub wymyślić coś innego. Zacznie się obowiązkowe sprawdzanie z urzędu.
Rozumiem doskonale, że rozmaite agendy państwowe nie mogą wniknąć w życie wszystkich obywateli i że donosy mogą być dla nich przydatne. Rzecz jednak w fundamentalnym nieporozumieniu: one pracują dla nas, a nie dla państwa, bo państwo to my. Zezwolenie, ba, pochwalanie donoszenia - tak jest na wspomnianej stronie internetowej - jest nie tylko moralnie naganne, ale również podważa ideę demokracji i zasady ustroju, w jakim żyjemy. Zachęcam panią rzecznik praw obywatelskich do interwencji w tej sprawie.
Urzędnicy i prawnicy państwowi, którzy pozwalają na donoszenie, a nawet do niego zachęcają, nie mają poczucia hierarchii wartości moralnych. Donosiciel bowiem znajduje się w tej hierarchii niżej od złodzieja. Złodziej kradnie dla zysku materialnego, natomiast donosiciel donosi, żeby czynić zło. Kiedy rozpisujemy się o zaniku więzi społecznych i braku wzajemnego zaufania, to powinniśmy przede wszystkim podać przykład państwa zachęcającego do donoszenia. Jest to najgorszy sposób niszczenia tkanki społecznej.
Naturalnie, jest wiele sytuacji, kiedy z braku konkretnej informacji nie możemy podjąć karnych działań. Jako dziekan wiedziałem, że niektórzy wykładowcy często opuszczają zajęcia lub przychodzą na nie nieprzygotowani, i co? Miałem prosić studentów o donoszenie? Przecież to byłby skandal. Lepiej zatem, że niektórym występek się uda, niż żeby uruchamiać siatkę donosicieli. Czyżby urząd skarbowy był aż tak bezradny w dociekaniu przestępstw podatkowych? A jeżeli jest aż tak bezradny, to może pracownicy tego urzędu są marni albo przepisy złe, ale jestem przekonany, że donosiciele dostarczają państwu jedynie minimalnych pieniędzy, a szkoda społeczna i moralna jest ogromna.
Donosy w naszych nowoczesnych czasach można wysyłać na formularzu internetowym. Wiemy, że teoretycznie każdy komputer jest do namierzenia, ale nawet moja bardzo ograniczona wiedza informatyczna pozwoli mi tak wysłać donosik, że trzeba będzie się nabiedzić, żeby mnie zidentyfikować. Ciekawe, czy w urzędach państwowych, jakie wyżej wymieniłem, są osobne komórki do rozpatrywania donosów. Przecież, znając podłą ludzką naturę, skoro donoszenie jest legalne, to wielu nienawistników donosi bez powodu, tylko po to, by komuś utrudnić życie. Czytam w gazetach, że liczba donosów od minionego roku wzrosła o 25 procent. Kto się w tym wszystkim rozpozna i kto odróżni nienawistników i wariatów od porządnych donoszących obywateli. Zanim to się stanie, można komuś zmarnować życie lub zniszczyć przedsiębiorstwo, bo będzie tyle kontroli.
Urząd bowiem, według aktualnych przepisów, ma obowiązek rozpatrzyć donos. Ponieważ jestem przekonany, że w polskich urzędach państwowych pracuje bardzo wielu sprawnych i przyzwoitych ludzi, więc im nie zazdroszczę. Proponuję zatem nie tylko zniesienie prawa do donosu, ale także karanie donosicieli, a już karanie surowe za donos fałszywy. Donosimy.pl - w kraju Solidarności, przecież to horror.
@RY1@i02/2014/214/i02.2014.214.000001300.802.jpg@RY2@
Marcin Król filozof, historyk idei
Marcin Król
filozof, historyk idei
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu