Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Nowe możliwości, stare dylematy

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Bardzo wielu z nas pogodziło się już z tym, że bez sieciowej komunikacji nie da się po prostu żyć. Na tle coraz powszechniejszej dostępności treści i usług cyfrowych, oferującej nowe udogodnienia mające charakter głównie ilościowy (więcej ciekawych artykułów, więcej spraw administracyjnych możliwych do załatwienia przez internet), warto zwracać uwagę na zmiany jakościowe, mogące prowadzić do skokowego zwiększenia przydatności (bądź szkodliwości!) sieci.

Przykładem jest nowatorskie wykorzystywanie wielkich zbiorów danych zamieniające miliony drobnych, pozornie nieznaczących informacji na mogące mieć olbrzymią wartość zintegrowane informacje jakościowe. Ostatnio pojawiły się dwa nowe elementy w rozwoju komunikacji elektronicznej z dużym chyba (trudno mieć w takich sprawach pewność) potencjałem na skokową zmianę przydatności sieci. Oba wykorzystują ideę analizy dużych zbiorów danych. To zakupy społecznościowe oraz postępy w automatycznym uzupełnianiu zapytań w przeglądarkach.

Facebook i Twitter mają plany zasadniczego zwiększenia swojej roli w sprawie zakupów dokonywanych sieciowo - zjawiska mającego dzisiaj olbrzymi i szybko rosnący zasięg. Planują uruchomienie na swych stronach na jedno kliknięcie opcji buy, mającej w istotny sposób wpływać na nasze decyzje dotyczące planowanych zakupów. Podstawą pomysłu są badania wskazujące, że ponad połowa użytkowników internetu zainteresowana jest wiedzą o zakupach dokonywanych przez innych. To oczywiście łakomy kąsek dla portali społecznościowych - już niebawem w trywialnie prosty sposób dowiadywać będziemy się więc o zakupowych preferencjach ogółu kupujących w sieci, dotyczących wskazanych przez nas produktów i usług. Czy podejmując decyzję o zakupie czegokolwiek, oprzemy się pokusie przyjrzenia się rozkładowi preferencji w całej globalnej albo zawężonej według własnej woli populacji? Jaki to będzie miało wpływ na nasze decyzje? Wygląda na to, że poziom naszej decyzyjnej autonomii ulegnie w ten sposób zasadniczemu ograniczeniu - i to jeszcze w wyniku własnej ciekawości! Czyżbyśmy mieli niebawem wszyscy kupować to samo!?

Drugim godnym uwagi sieciowym eksperymentem jest istniejące już od dłuższego czasu w niektórych przeglądarkach automatyczne uzupełnianie zadawanych zapytań. Na sformułowany po angielsku w Google początek pytania typu: chciałbym kupić... spodziewać się można, że automatyczny tryb uzupełniania dopisze, zależnie od częstotliwości występowania w sieci danej frazy, słowa takie jak samochód, dom czy akcje na giełdzie. A jak się poczujemy, gdy sugestia będzie brzmiała: rewolwer, co w przypadku wystąpienia głośnych przestępstw w USA rzeczywiście co pewien czas się zdarza, albo wręcz, na fali dzisiejszej medialnej popularności podglądania wszystkiego, dron, co też zdarzyło się tam ostatnio? Chyba jeszcze bardziej ponuro wygląda zaś automatyczne uzupełnienie pytania: chciałbym sprzedać... Ostatnio na trzecie miejsce w rankingu popularności uzupełniającej odpowiedzi, po słowach samochód i dom, trafiła w USA nerka.

Nie trzeba dodawać, jak istotne wnioski dotyczące wszystkich w istocie aspektów życia wyciągnąć można na podstawie analiz tego typu. Na podstawie dobrze przemyślanych początków pytań powstają już alternatywne wskaźniki sytuacji gospodarczej, poziomu poczucia bezpieczeństwa czy oceny funkcjonowania systemu zdrowia. Dobrze to czy źle, że w sieci dzieją się takie rzeczy?

@RY1@i02/2014/208/i02.2014.208.000000600.802.jpg@RY2@

Michał Kleiber prezes PAN

Michał Kleiber

prezes PAN

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.