Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Czy stajemy się milsi

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 16 minut

Obrabowano mnie trzy razy, dwukrotnie kradziono aparaty fotograficzne oraz rowery, parę razy wyciągnięto mi portfel z kieszeni (najgorsze było późniejsze wyrabianie dokumentów). Raz doświadczyłem przemocy fizycznej - doszło do tego, kiedy byłem studentem, więc to się nie liczy, choć jeśli dobrze pamiętam, było to bolesne. Aha, i usiłowano posłużyć się moją kartą kredytową.

Dlatego zainteresowała mnie możliwość dyskusji o zbrodni i karze z Mikiem Houghem, jednym z najpoważniejszych brytyjskich kryminologów, który uczestniczy w projekcie FIDUCIA. To przedsięwzięcie skupiające badaczy z całej Europy, ma na celu przeciwdziałanie przestępczości za pomocą zwiększania zaufania do policji oraz sądów. Szkoda, że Polska w nim nie uczestniczy, skoro, jak podkreśliła niedawno premier Ewa Kopacz, tego zaufania tak bardzo brakuje polskiemu społeczeństwu.

Liczba popełnianych przestępstw w całej UE spada - w ciągu ostatnich 9 lat o 12 proc. Jednak społeczeństwa cały czas domagają się od polityków zaostrzenia kar, zaś od sądów - surowszego orzekania. Jednak prof. Hough zwraca uwagę na bardzo ciekawe zjawisko: kiedy podczas swoich badań uczestniczącym w nich osobom dokładnie opisywał okoliczności przestępstwa, to ich opinia na temat wyroku była bardzo często zbieżna z decyzją sędziego. W niektórych zaś przypadkach byli nawet bardziej pobłażliwi od przedstawiciela Temidy. To dlatego prof. Hough uważa, że jeśli przez kolejne 5 lat przestępczość będzie spadała, w końcu pojawi się okazja do spokojnej i merytorycznej debaty na temat wymiaru sprawiedliwości (co poczną populiści, kiedy na społeczeństwo przestaną działać nawoływania do zaostrzenia kar?).

Co spowodowało spadek przestępczości? Z pewnością wpływ miały zmiany systemowe - lepsze wykrywanie przestępstw, zwiększenie liczby wyroków skazujących, walka z recydywą i kontrola sytuacyjna (więcej policji w strefach zwiększonego ryzyka). Ale równie ważne, jeśli nawet nie ważniejsze, były czynniki strukturalne, np. to, że dobra trwałego użytku nie mają już takiej wartości jak kiedyś. Czyli nie opłaca się kraść. Ograniczone możliwości kradzieży powodują, że początkujący złodzieje mają o wiele mniej możliwości nauczenia się fachu. A skoro trudniej jest zacząć życie kryminalisty, potencjalnym przestępcom ciężej popełnić pierwsze przestępstwo.

Sprzeczność sprawiedliwości

W czasie recesji lat 80. i 90. ubiegłego wieku w Wielkiej Brytanii nastąpił wzrost przestępczości. Powszechnie tłumaczono to zaburzeniami w odczuciu społecznej sprawiedliwości. Ale kryzys 2007 r., wbrew przewidywaniom prof. Houhga, już nie wywołał podobnej eksplozji. A więc nierówności społeczne nie mają decydującego i bezpośredniego przełożenia na poziom przestępczości.

Hough wskazuje też, że w latach 50., 60. i 70. przestępczość na Wyspach rosła, choć nierówności społeczne się zmniejszały. Tę sprzeczność tłumaczy nagłym wzrostem możliwości popełnienia przestępstwa. Z kolei ten argument nie tłumaczy spadku poziomu brutalnych przestępstw, który nastąpił kilka lat później - tu mogły odegrać rolę spadek używania alkoholu i zmniejszenie tolerancji dla przemocy. Tę zależność można prześledzić na przykładzie przemocy domowej, która nie jest przestępstwem okazjonalnym i jest obecnie znacznie mniej akceptowana niż 40 lat temu.

Pozbawienie wolności ma wpływ na przestępczość, jednak niewielki. Według badań zwiększenie liczby osadzonych o 25 proc. przekłada się na spadek przestępczości o 1 proc. Zatem zamykając wystarczającą liczbę osób, można ograniczyć przestępczość. Ta teoria musi być bardzo popularna w Stanach Zjednoczonych, gdzie za kratkami znajduje się aż 707 osób na 100 tys. mieszkańców (dla porównania w Polsce 202 osoby, w Wielkiej Brytanii 149). Ale patrząc na przerażające, choć poprawiające się statystyki przestępczości w USA, trudno powiedzieć, że ta strategia jest skuteczna.

Spytałem profesora, czy żądanie zaostrzenia kar ze strony społeczeństwa zmniejsza się wraz ze spadkiem przestępczości. Okazało się, że obywatele nadal są przekonani o zbytniej pobłażliwości wymiaru sprawiedliwości, choć w konkretnych przypadkach zgadzają się z sędziami. Istnieje przy tym rozdźwięk pomiędzy opinią polityków a społeczeństwa w tym, co dotyczy przestępstw średniej ciężkości, takich jak włamania i kradzieże samochodów. W tej kwestii surowa retoryka polityków i gra pod publikę raczej nie odzwierciedla nastrojów społecznych. Tymczasem inne przestępstwa, zwłaszcza te, w których ofiarami są dzieci lub osoby bezbronne, nadal wywołują żądania surowych kar.

Czy jest szansa na stworzenie systemu sprawiedliwości bazującego na resocjalizacji, w przeciwieństwie do systemu opartego na karze, stosowanego w Polsce i Wielkiej Brytanii? W Norwegii tylko 20 proc. osądzonych ponownie popełnia przestępstwa, tymczasem w Wielkiej Brytanii poziom recydywy wynosi 49 proc., a w przypadku osądzonych na mniej niż jeden rok - 61 proc. Tu nie podzielam zdania profesora, który uważa, że resocjalizacja działa tylko w nielicznych przypadkach. On uważa, że różnica w rodzaju kary nie ma znaczenia, jeśli brać pod uwagę popełnione przestępstwo. Prace społeczne nie są skuteczniejszą formą poprawy niż pozbawienie wolności. Jednak jeśli rodzaj kary nie ma znaczenia, ma sens stosowanie najtańszego rozwiązania, żeby otrzymać większy zwrot z inwestycji.

Policjanci, przynajmniej oficerowie wyższej rangi, coraz częściej dostrzegają już znaczenie zaufania i uznania ze strony społeczeństwa. Wymiar sprawiedliwości powinien zwracać większą uwagę na ofiary i świadków, którzy są często traktowani niesprawiedliwie. Im większe wysiłki sądy podejmą do poprawienia sytuacji, tym szybciej ich wyroki uzyskają poparcie i akceptację społeczeństwa.

Rozmawialiśmy przy tej okazji o zamieszkach z 2011 r., które objęły wiele angielskich miast i zdawały się podważać tezę o długofalowym spadku przestępczości. Tu Hough wyraźnie rozdzielił starcia z lat 80. (znane jako zamieszki w Brixton), wywołane konfliktem pomiędzy policją a przeważnie czarnoskórymi mieszkańcami dzielnicy, i zamieszki z 2011 r. Te ostatnie miały wiele przyczyn, jedną z których była utrata zaufania do policji po serii zatrzymań i aresztów mających powstrzymać napady. Innym powodem było niezadowolenie z tego, że bogacze w parlamencie, biznesie i sektorze finansowym nie doświadczają skutków kryzysu. Miało znaczenie również to, że zamieszki to dobra zabawa. Zatem do zamieszek wspólnie przyczyniły się konsumpcjonizm, protest przeciwko nierówności społecznej i niezadowolenie z działaniań policji. Wydarzenia 2011 r. były raczej jednorazową akcją niż tendencją, od tej pory nic nie wskazuje na możliwość nowych rozruchów, choć profesor nie jest tego do końca pewien. W końcu zamieszki uliczne mają długą tradycję nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale i w reszcie Europy.

Spróbowaliśmy wyjaśnić też to, dlaczego policja w Wielkiej Brytanii straciła zaufanie społeczeństwa, choć jeszcze niedawno była to jedna z najbardziej szanowanych grup społecznych. Wszyscy uwielbialiśmy policjantów w zabawnych hełmach, nawet kiedy wychodziliśmy na demonstracje przeciwko niesprawiedliwości. Nierówności społeczne nie mają tu znaczenia, więc w czym rzecz?

To smutna historia. Jak tłumaczył profesor, po fali imigracji w latach 50. mniejszości etniczne były dość niesprawiedliwie traktowane przez policję - i to zapoczątkowało zmiany na gorsze. Wzajemny brak zaufania między policją a imigrantami narastał w miarę włączania się do życia przestępczego dzieci i wnuków pierwszych przybyszów. U podstaw konfliktu leży więc brak zaufania Brytyjczyków, w tym policjantów, do przedstawicieli innych narodowości, co spowodowało nadgorliwość policji i doprowadziło do sytuacji, którą widzimy teraz. Anglia powinna wyciągnąć z tego wnioski, zwłaszcza w kontekście posiadania wielkiej społeczności muzułmańskiej i obaw przed islamskim fundamentalizmem. Polska również może czegoś się nauczyć, bo ją też czeka wzrost imigracji. Represyjne działania policji prowadzą do wzrostu niezadowolenia i braku zaufania. Jak mówi przysłowie, zbieramy to, co zasialiśmy.

Patrząc w przyszłość

Co czeka nas w przyszłości? Tu profesor krzywo się uśmiechnął. Nic w tym dziwnego. Przepowiadał wzrost przestępczości po kryzysie lat 2007-2008 z powodu rosnących nierówności społecznych i niezadowolenia z istniejącej sytuacji, ale jego prognozy się nie sprawdziły. I dziś jest o wiele ostrożniejszy.

Uważa jednak, że jeśli nierówności społeczne będą się zwiększać i jeśli towarzyszyć im będzie niesprawiedliwość oraz na dodatek będzie rósł poziom migracji (a zmiany klimatyczne w ciągu najbliższych 30 lat mogą znacząco przyczynić się do tego zjawiska), to prognoza jest raczej pesymistyczna. To, że proces cywilizowania się trwał nieustająco przez tysiące lat, nie oznacza, że będzie trwał wiecznie.

Cały czas pojawiają się także nowe możliwości popełniania przestępstw: handel ludźmi, cyberprzestępstwa i przestępczość białych kołnierzyków, i wszystko to będzie miało wpływ na nasze postrzeganie kary i natury przestępstwa. Czy będziemy żądać najdłuższego wyroku dla kogoś, kto spróbuje ukraść naszą tożsamość w internecie? I kto jest prawdziwym przestępcą: chłopak, który ukradł mój rower czy przedsiębiorca zatruwający środowisko i unikający płacenia wielomilionowych podatków?

Po rozstaniu z nieco pesymistycznie nastawionym profesorem Houghem naszły mnie sprzeczne myśli. Z jednej strony długofalowy spadek przestępczości napawa optymizmem (choć zgodnie ze słynnym powiedzeniem Keynesa, w dłuższej perspektywie i tak wszyscy umrzemy), stajemy się bardziej uprzejmi wobec siebie nawzajem. Moja żona już mnie nie bije (przepraszam, kochanie, za żałosną próbę dowcipu), a nasz samochód trudniej ukraść. Ale nadal wsadzamy za kratki ludzi chorych umysłowo i niestabilnych emocjonalnie i musimy zastanowić się nad tym, dlaczego biedna kobieta kradnąca kilka drobnych rzeczy z supermarketu idzie do więzienia, a menedżerowie odpowiedzialni za to, że ktoś stracił swój dom (bańka hipoteczna w USA) lub za zatrucie wody w jeziorze, pozostają na wolności.

Jednocześnie cieszy to, że coraz więcej osób w Europie zdaje sobie sprawę ze związku pomiędzy przestępczością i zaufaniem. W rezultacie wygrywamy wszyscy, ponieważ organy sprawiedliwości zaczynają traktować ludzi z szacunkiem i godnością.

Społeczeństwa domagają się surowych wyroków. Jednak kryminolog Mike Hough zwraca uwagę na ciekawe zjawisko: kiedy podczas badań uczestniczącym w nich osobom dokładnie opisywał okoliczności przestępstwa, to ich opinia na temat wyroku była bardzo często zbieżna z decyzją sędziego

TŁUM. IC

@RY1@i02/2014/197/i02.2014.197.00000240a.804.jpg@RY2@

Timothy Clapham psycholog ekonomii, Uniwersytet Warszawski

Timothy Clapham

psycholog ekonomii, Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.