Dziennik Gazeta Prawana logo

Najpierw audyt, potem podwyżki

1 lipca 2018

Od 2009 r. wynagrodzenia w administracji rządowej są zamrożone. Tyle teoria. W praktyce wygląda to różnie. Wystarczy, by szefowie poszczególnych urzędów zdecydowali się na redukcję znacznej części etatów pracowniczych, które od kilku lat skrzętnie pomnażano. Oczywiście, że nie można uogólniać, że w każdym urzędzie trzeba zwolnić 50 proc. załogi, faktem jednak jest, że nikt w administracji nie podjął się audytu, który mógłby raz na zawsze ustalić, ilu rzeczywiście pracowników potrzebuje administracja rządowa. Tymczasem dyrektorzy generalni nie chcą ciąć etatów. Nawet gdy pojawił się pomysł byłego już szefa służby cywilnej, aby w miejsce dobrowolnie dwóch odchodzących urzędników zatrudniać tylko jednego, to został on oprotestowany. A przecież najlepiej jest zmniejszać zatrudnienie według tej prostej zasady, bo unika się wówczas żmudnych procesów.

Niektórzy dyrektorzy nie tylko nie chcą ciąć etatów, ale i szukają sposobów jak zwiększyć ilość pieniądzy na wynagrodzenia, choć te oficjalnie są zamrożone. Otóż wystarczy przekonać - o czym pisaliśmy - ministra finansów, by w drodze wyjątku przyznał im dodatkowe środki. Pieniądze na kolejne etaty lub podwyżki można też wyszarpać w ustawie okołobudżetowej. Wystarczy użyć magicznego zwrotu - ze względu na nowe zadania. Tymczasem z chwilą zamrożenia płac, urzędy, by mieć więcej pieniędzy na fundusz wynagrodzeń, często wykazywały fikcyjne etaty. Oczywiście nie wszyscy tak robili. Niestety, pracownicy dyrektorów, którzy nie kombinowali, tracą. Od pięciu lat są skazani na tę samą wysokość pensji. To jest demotywujące.

Jestem przeciwny wszelkim wyjątkowym regulacjom. Nie przemawia do mnie sformułowanie ekstra obowiązki. Bo kto ich nie ma? Rząd co i rusz nakłada na samorządowców dodatkowe zadania i bynajmniej nie jest skory do przekazywania im odpowiednich środków. Jeżeli rząd uważa, że budżetu państwa nie stać na podwyżki czy nowe etaty, to niech będzie konsekwentny. Niech nie tworzy sytuacji, w której są równi i równiejsi. Ponadto podwyżki nie powinny być za przychodzenie do pracy, tylko za jej efekty.

@RY1@i02/2014/190/i02.2014.190.183000500.802.jpg@RY2@

Artur Radwan dziennikarz Gazety Prawnej

Artur Radwan

dziennikarz Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.