Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Jaki kapitalizm dla Polski

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 69 minut

Lekcje historii nauczyły nas, że choć kapitalizm ma liczne wady, to jednak trudno wymyślić i wprowadzić w życie coś innego, co mogłoby zapewnić nam realizację naszych potrzeb. Nie oznacza to jednak, że po wyborze kapitalizmu jako takiego możemy uznać, iż nie mamy już niczego więcej do roboty. Wydaje się skądinąd, że takie przekonanie o zbędności jakichkolwiek dalszych rozstrzygnięć w momencie wejścia na ścieżkę gospodarki wolnorynkowej towarzyszyło polskiej transformacji, wytwarzając z jednej strony przekonanie o nieistnieniu alternatyw dla wybranych rozwiązań, z drugiej zaś przekonanie o zbędności snucia wszelkich planów strategicznych dla Polski. Tymczasem nie ulega żadnej wątpliwości, że w obrębie kapitalizmu mamy do czynienia z istnieniem wielu jego wariantów, a wybór któregoś z nich ma daleko idące konsekwencje dla całokształtu życia danego społeczeństwa.

W naukach społecznych istnieje zgoda co do tego, że da się wyróżnić co najmniej cztery takie warianty: anglosaski, nadreński, azjatycki i nordycki (skandynawski). Nie brak jednak i takich, którzy twierdzą, że wariantów owych jest więcej (jak Ch. Hampden-Turner i A. Trompenaars w książce "Siedem kultur kapitalizmu"), czy też dorzucają do owych czterech wariantów kapitalizmu wariant południowoeuropejski. Na potrzeby tego tekstu proponuję, abyśmy jednak pozostali przy owym najprostszym zróżnicowaniu na cztery warianty kapitalizmu wspomniane wcześniej. Który z nich stał się udziałem Polski? A jaki jest najlepszy i według jakich kryteriów? Nie ulega raczej wątpliwości, że ze względu na orientację neoliberalną autorów naszej transformacji i ich doradców poszliśmy ścieżką anglosaską, choć trzeba od razu zauważyć, iż w ostateczności uzyskaliśmy model hybrydalny, w którym elementy różnych wariantów zostały z sobą wymieszane. Niemniej jednak w owej hybrydalnej rzeczywistości dominanta anglosaska - w sensie głównych założeń i rozwiązań polskiej transformacji - była dominująca. Być może jest nieco przesady w twierdzeniu wybitnego angielskiego politologa Colina Croucha zamieszczonym książce "Making Capitalism Fit for Society", że Polska (wraz z USA) stanowi przykład modelowy kraju neoliberalnego, to jednak nie ulega żadnej wątpliwości, iż jest w tej obserwacji coś na rzeczy. Jakie są główne cechy anglosaskiego modelu kapitalizmu? Oto one: dążenie do ograniczenia roli państwa do niezbędnego minimum, wiara w rynek jako doskonały mechanizm regulowania nie tylko stosunków ekonomicznych, lecz także społecznych i stąd dążenie do poddania oddziaływaniu rynku jak największej ilości sfer naszego życia z edukacją i służbą zdrowia na czele, przekonanie o absolutnej wyższości własności prywatnej nad innymi formami własności, wiara w naczelne mity neoliberalizmu: o skapywaniu bogactwa z góry na dół, sprawiedliwości nierówności społecznych, kapitale, który nie zna granic i nie kieruje się względami narodowymi; dominacja ideologii socjaldarwiznimu, na czele z przekonaniem, że słabsi muszą przegrywać dla dobra całości, a ich klęska jest jedynie przez nich samych zawiniona; dążenie do osłabienia pozycji pracowników wobec pracodawców, czemu towarzyszy uznanie związków zawodowych za element ograniczający efektywność ekonomiczną gospodarowania; niskie nakłady na pomoc społeczną związane z przekonaniem, że każdy powinien sam zadbać o swoje życie, a jeśli tego nie potrafi, zasługuje co najwyżej na jałmużnę, a nie na systematyczną pomoc instytucji państwowych; dominacja hiperindywidualizmu jako ideologii uznającej społeczeństwo za prosty zbiór jednostek i odrzucającej wszelkie idee dobra wspólnego czy interesów wspólnoty niedających się sprowadzić do sumy interesów jednostek.

Wydaje się, że sporo z powyżej wymienionych cech anglosaskiego modelu kapitalizmu stało się także udziałem owego modelu, który został wprowadzony w Polsce. Rezultaty są niejednoznaczne. Z jednej strony z pewnością odnieśliśmy sukces ekonomiczny, szybko i skutecznie budując podwaliny gospodarki wolnorynkowej, znacząco poprawiając stan naszej zamożności i pozycję Polski na świecie. Z drugiej strony jednak nie udało się nam wyjść z peryferyjności, na którą cierpimy od kilkuset lat. I co być może najważniejsze: gwałtowna modernizacja ekonomiczna przeprowadzana w duchu neoliberalnym poczyniła poważne spustoszenia w naszej tkance społecznej. Przypatrzmy się tym sprawom nieco bardziej systematycznie. I tak to, co rzuca się od razu w oczy, to rozwój niezrównoważony, który doprowadził do znacznego zróżnicowania sytuacji ekonomicznej i społecznej różnych segmentów naszej populacji. Powstała Polska A, B i C, różnice pomiędzy nimi wcale nie maleją. Wciąż zmagamy się ze społecznymi skutkami deindustrializacji oraz likwidacji PGR-ów. Utrzymuje się znaczne rozwarstwienie społeczne (jedne z największych Europie). Od lat zmagamy się z wysokim bezrobociem. Mamy duży odsetek ludności zagrożonej względnym ubóstwem (od 17 do 20 proc. według GUS), a także ubóstwem bezwzględnym (ok. 7 proc.); dużo pracujących biednych (od 7 do 10 proc., gorzej jest tylko w Rumunii i Grecji). Według danych Eurostatu mamy jeden z najniższych w Europie wskaźnik udziału płac w PKB (36 proc., gorzej jest jedynie w Grecji). Skala wyzysku pracowników Polsce jest jedną z największych w Europie (jak powiada cytowany kiedyś przez "Gazetę Wyborczą" dodatku "Praca" prof. Mieczysław Kabaj: "Koszty pracy są u nas trzy, a nawet cztery razy niższe niż na Zachodzie. Płace rosną kilkakrotnie wolniej niż zyski firm, które budują swoją konkurencyjność nie poprzez podnoszenie jakości czy wydajności, ale kosztem taniej, krajowej siły roboczej. W ostatnich latach firmy odnotowały rekordowe zyski, tymczasem z moich wyliczeń wynika, że nie podzieliły się nim z personelem. Na 17 tys. zł zysku wypracowanego przez pracownika otrzymał on z tego średnio 48 zł"). Sprzyja jej bardzo słaba pozycja pracowników wobec pracodawców owocująca wzrastającą falą patologicznych form zatrudnienia (umowy śmieciowe oraz samozatrudnienie w wypadku faktycznej pracy etatowej) oraz bardzo niskie uzwiązkowienie (ok. 15 proc., jeden z najniższych wskaźników w Europie), a także systemowo warunkowana słabość organów powołanych do kontrolowania przestrzegania prawa pracy. Także jeśli chodzi o innowacyjność gospodarki polskiej, szerzej - innowacyjność społeczną - jesteśmy na samym końcu europejskiej statystyki. Jeśli dodamy do tego nierozwiązany problem mieszkaniowy, ogromną skalę emigracji i wciąż utrzymującą się gotowość do opuszczenia Polski (wstrząsające są wyniki badań POLPAN Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, które mówią, że ponad 80 proc. młodych ludzi rozważa emigrację), fatalną sytuację demograficzną oraz bardzo niski stopień zaufania społecznego (jeden z najniższych na świecie!), uzyskamy niewesoły obraz stanu naszych spraw. Tym bardziej że statystyki wskazujące na zwiększającą się skalę schorzeń psychicznych oraz samobójstw wyraźnie sygnalizują (zgodnie z klasycznymi ustaleniami wielkiego socjologa francuskiego Emilea Durkheima), iż mamy w Polsce do czynienia ze stanem anomii, czyli utratą przez sporą część społeczeństwa poczucia realizacji jakiegoś zestawu wartości, który jednoczyłby nas jako wspólnotę.

Sprawą jasną jest, że nie można wszystkich wymienionych powyżej schorzeń naszej sytuacji społecznej łączyć jedynie z przyjętym przez nas modelem kapitalizmu. I tak np. problem braku społecznego zaufania niewątpliwie łączy się z fatalnymi skutkami wprowadzenia stanu wojennego, który spowodował "sproszkowanie" społeczeństwa i utratę wiary w siłę działań zbiorowych, zaś fatalne skutki likwidacji PGR-ów nie mogą nam przysłonić bardziej pierwotnego zła w postaci ich ustanowienia i kiepskiego nimi zarządzania. Problem peryferyjności Polski to z kolei przeklęty problem naszych dziejów i trudno sobie wyobrazić, abyśmy rozwiązali go szybko. Jestem jednak gotów bronić tezy, że przyjęty model kapitalizmu tylko umiarkowanie sprzyjał skutecznemu radzeniu sobie z naszymi starymi problemami (zacofanie, nędza, peryferyjność gospodarcza), sam powodując pojawienie się problemów nowych (anomia). W tym miejscu warto przywołać dobrze udokumentowane poglądy wybitnego ekonomisty koreańskiego Ha-Joon Changa od lat pracującego na Uniwersytecie Cambridge, który twierdzi, że żadnemu krajowi nie udało się wyjść z peryferyjności, stosując strategię neoliberalną, czyli licząc jedynie na zbawcze działanie mechanizmów rynkowych - prawdopodobnie nie uda się zatem także i nam. Co w tej sytuacji robić? W moim przekonaniu trzeba odejść od anglosaskiego modelu kapitalizmu i starać się wprowadzać w życie elementy modeli pozostałych, biorąc model nordycki za swój model docelowy. To bowiem krajom skandynawskim udała się sztuka nie lada: połączenie efektywności ekonomicznej ze względną sprawiedliwością społeczną, wolności z równością, konkurencyjności gospodarczej z wysoką jakością życia. Nie oznacza to, że nie powinniśmy także czerpać z modeli pozostałych, poniższe propozycje są wzięte selektywnie ze wszystkich nich, ponieważ od każdego z tych modeli można się czegoś nauczyć, nie mówiąc już o tym, że nasz (martwy!) zapis konstytucyjny o "społecznej gospodarce rynkowej" wprost nakazuje życzliwie patrzeć na model nadreński. I tak trzeba opracować strategię naszego rozwoju, prowadzić konsekwentną politykę gospodarczą, w tym przemysłową, nie bojąc się elementów planowania oraz odważnie sięgać po narzędzia interwencjonizmu państwowego po to, aby wspierać polskie przedsiębiorstwa, które mają szanse na sukces międzynarodowy, dbać o nasze interesy gospodarcze, wkładając między bajki mit o kapitale, który nie zna granic i narodowości, wyrównywać szanse kapitału polskiego i kapitału zagranicznego (dotąd przesadnie preferowanego), zdecydowanie zwalczając unikanie płacenia podatków przez jeden i drugi. Dowartościować inne niż tylko prywatne formy własności (własność państwowa, spółdzielcza, komunalna), pamiętając, że jak uczy doświadczenie innych krajów (np. Francji, Austrii czy Szwecji), może istnieć efektywny ekonomicznie i dobrze zarządzany sektor państwowy będący głównym narzędziem wprowadzania innowacji gospodarczych (szczególnie w przypadku polskim tylko tu jest szansa na istotne innowacje, albowiem trudno oczekiwać ich wprowadzania przez wielkie korporacje międzynarodowe mające swoje ośrodki badawcze poza granicami naszego kraju i traktujące rynek polski jako rynek drugiej kategorii, czy też z reguły niewielkie przedsiębiorstwa rodzime, które swój sukces zawdzięczają przede wszystkim taniej sile roboczej), a także nieustępujący mu wcale efektywnością sektor spółdzielczy (Finlandia, Włochy, Francja, Szwajcaria, Niemcy). Energicznie walczyć z praktykami monopolistycznymi i - w szczególności - ze zmowami cenowymi będącymi plagą polskiej gospodarki. Dążyć do przywrócenia równowagi pomiędzy kapitałem i pracą oraz zmniejszenia nierówności społecznych poprzez wspieranie związków zawodowych i systematyczne podnoszenie płacy minimalnej, popierać udział pracowników w zarządzaniu przedsiębiorstwami i wprowadzać w życie elementy kapitalizmu korporacjonistycznego (ograniczenie śmieciowych form zatrudnienia, układy zbiorowe pracy, zbiorowe negocjacje płacowe na wzór rozwiązań niemieckich czy skandynawskich). Wzmocnić instytucje stojące na straży przestrzegania praw pracowniczych (dziś nikt już się nie boi Państwowej Inspekcji Pracy, której rolę nieprzypadkowo zmarginalizowano). Konsekwentnie realizować progresywną skalę podatkową, aby zapewnić państwu stały dopływ środków na cele państwa socjalnego. Traktować uniwersalistycznie (tzn. na wzór skandynawski, a nie np. amerykański) pojmowaną pomoc społeczną jako inwestycję w przyszłość, zapewniającą m.in. większe bezpieczeństwo życiowe, które - jak wykazują badania skandynawskie - sprzyja chęci do podejmowania ryzyka oraz bycia innowacyjnym (nie przypadkiem takie kraje jak Finlandia i Szwecja uchodzą za szczególnie innowacyjne, ich rozbudowany system bezpieczeństwa socjalnego tworzy znakomite warunki do tego, aby odważnie podejmować zmiany, wiedząc, że nigdy nie sięgnie się dna w wyniku przegranej). Lansować komunitarystyczny (wspólnotowy) model społeczeństwa poprzez promowanie w systemie edukacji oraz gdzie indziej współpracy zamiast konkurencji, działań zbiorowych nastawionych na realizację dobra wspólnego (kategoria ta domaga się pilnej rewitalizacji, w tym precyzyjnego określenia jej dzisiejszego sensu). Wysyłać jasne sygnały aksjologiczne pod adresem mediów oraz społeczeństwa wskazujące na nieetyczność idei socjaldarwinizmu oraz wszelkich aspektów tak rozpowszechnionej w Polsce "kultury upokarzania" (programy typu talent show są jej doskonałym przykładem).

Do znanej triady wolność, równość, braterstwo winniśmy dodać bezpieczeństwo i solidarność. Na paradoks dziejów zakrawa, że tej ostatniej musimy się uczyć od nowa, choć z niej to właśnie kiedyś słynęliśmy w świecie.

@RY1@i02/2014/187/i02.2014.187.00000220a.802.jpg@RY2@

Andrzej Szahaj filozof polityki i historyk myśli społecznej, profesor zwyczajny na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu

Andrzej Szahaj

filozof polityki i historyk myśli społecznej, profesor zwyczajny na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.