Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Mądrość ludowa docenia wolny handel

28 czerwca 2018

Wolny handel jest dobry, ale tylko dla bogatych krajów - słyszymy często. Zgodnie z tym przekonaniem my w Unii Europejskiej możemy być dumni z naszych otwartych granic, swobodnego inwestowania wewnątrz Wspólnoty i międzynarodowej konkurencji, korzystnej dla wszystkich stron. Co innego w Bangladeszu czy Wietnamie. Tam miliony ludzi cierpią przez zachłanność międzynarodowych koncernów, w tym nawet polskiego LPP. Interesujące, że według ostatnich badań Pew Research Center Europejczycy wychodzą na sceptyków wobec wolnego handlu na tle państw uznawanych przez nas za Trzeci Świat.

Nie to, żebyśmy przyznawali się do tego od razu. Na pytanie "Czy handel międzynarodowy jest zły, czy dobry?" w krajach zachodnich Europy oraz w USA 70-90 proc. pytanych odpowie, że dobry (w Polsce 78 proc.). Diabeł tkwi w szczegółach, bo w konkretnych przypadkach częściej uznamy wolny handel za zły w skutkach. Zdecydowana mniejszość uważa, że wolny handel może przyczynić się do wzrostu płac, raptem jedna czwarta sądzi, że prowadzi do spadku cen. Prawie połowa (w USA - tylko 20 proc.) wierzy, że handel prowadzi do tworzenia miejsc pracy, a jeszcze mniej, że kupno fabryk przez cudzoziemców to coś dobrego. Właściwie tylko w jednym zakresie widzimy powszechnie jakąś zaletę wolnego handlu - kiedy zagraniczny inwestor zbuduje u nas zakład produkcyjny.

Na tle opresjonowanego przez globalny kapitał Trzeciego Świata wypadamy blado. Blisko 70 proc. mieszkańców Bangladeszu uznało, że korzystne jest, gdy cudzoziemcy kupują lokalne fabryki, a aż 78 proc., że więcej handlu służy wzrostowi płac pracowników. W Bangladeszu, w którym, jak możemy przeczytać choćby w raporcie "Grubymi nićmi szyte", robotnicy żyją w fatalnych warunkach, zarabiając głodowe stawki. Oczywiście mogą być otumanieni propagandą światowych ekonomistów, w większości popierających otwarcie granic. Dlaczego jednak nie działałaby ona we Francji, w której połowa ludności uważa handel za niekorzystny dla pracowników? W Bangladeszu mądrość ludowa potwierdza jednak to, o czym liberałowie mówią od dawna. Zagraniczne fabryki są dla wielu szansą na marne, ale paradoksalnie lepsze warunki niż inne dostępne opcje, jak np. powrót na wieś. Może nie byłoby to konieczne, gdyby państwo prowadziło równie wizjonerską, ale protekcjonistyczną politykę jak kiedyś Korea Południowa. Tak jednak z reguły nie jest. W dylemacie "brak wzrostu czy wzrost dzięki zagranicznym inwestycjom i wolnemu handlowi" mieszkańcy Bangladeszu, Wietnamu czy Ugandy opowiedzieli się w ankiecie za drugą opcją.

@RY1@i02/2014/182/i02.2014.182.000002500.802.jpg@RY2@

Jan Wróbel dziennikarz i publicysta

Jan Wróbel

dziennikarz i publicysta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.