To już nie pana piaskownica. Czas odejść, premierze
Pozycja słupka rtęci na politycznym termometrze wskazuje, że mamy przed sobą gorący okres grillowania już i tak rozpalonej z ciekawości opinii publicznej. Pytanie "kto zostanie premierem" fruwa w powietrzu. Karuzela z nazwiskami wiruje w oszałamiającym tempie, aż się ludziskom od patrzenia w głowie kręci. I o to chodzi! Tak ma być. I tak będzie - jeśli wierzyć słowom samej rzecznik rządu (kto powiedział, że rzecznik musi kłamać?) - do końca miesiąca, kiedy poznamy nazwisko nowego szefa Rady Ministrów. Tuskowego pomazańca. Choć prawdę mówiąc, myślę, że mało istotne jest, kto przez kolejny rok będzie udawał, że rządzi krajem. Czy będzie to marszałek Sejmu Ewa Kopacz, czy np. Jan Krzysztof Bielecki lub Janusz Lewandowski. Rok nie wyrok, da się przeżyć. Istotniejsze jest to, co się dzieje teraz. To podgrzewanie atmosfery, które będzie podbijać słupki Platformie, ta nie musi nawet kiwnąć palcem. Podobnie było, kiedy PO "zastanawiała się", kogo wystawić w wyborach prezydenckich w 2010 r. Komorowski czy Sikorski? Radek czy Bronek? To było sprytne, media same, nieproszone, zrobiły kampanię.
Tyle że teraz sprawa jest bardziej skomplikowana. Raz, że niemoralne wydaje się robienie kampanii politycznej w kraju na tym, że zostało się wybranym na europejskie stanowisko. Na dumie Polaków, że jeden z nich został doceniony w wielkim świecie. Nawet dla tych, którzy widzieli Donka o wilczych oczach, dziś jest Donald Wspaniały. Tylko dlaczego ma to dawać fory jakiejś partii? OK, już żałuję, że to napisałam, tak naiwnie to brzmi. Zajmijmy się więc bardziej merytoryczną kwestią. Nie bez kozery następcę premiera Tuska nazwałam pomazańcem, gdyż to obecny szef rządu ma zdecydować, kto go zastąpi. A tak być nie powinno w demokratycznym państwie. To raczej azjatyckie zwyczaje. Mam skojarzenia z Putinem, który mianuje Miedwiediewa a to premierem, a to prezydentem, jak mu pasuje. Premier Polski powinien pochodzić z wyborów. I proszę nie mówić, że takie mechanizmy działają na całym świecie. Są, ale nie działają właśnie. A jeśli tak, to na szkodę demokracji i samych partii. Tony Blair mianował swojego następcę, Gordona Browna, ale wiemy, jak to się skończyło: w następnych wyborach Partia Pracy poległa. A czy ktoś pamięta, jakim premierem był Marek Belka, kiedy w 2004 r. został przyniesiony w teczce na miejsce zniszczonego aferą Rywina Leszka Millera? No, jakimś tam był.
A pan, panie Donaldzie Tusk, powinien zrozumieć, że nie jest już premierem, tylko szefem Rady Europejskiej. Nie Polakiem, a Europejczykiem. To już nie pańska piaskownica, nie pańskie zabawki i zasady gry. Uczciwie byłoby wycofać się z polskiej polityki, zająć tym, do czego się pan zobowiązał. Dać wygrać polskiej demokracji i rozpisać przedterminowe wybory. Czy to by było zbyt wiele?
@RY1@i02/2014/170/i02.2014.170.000000200.802.jpg@RY2@
Mira Suchodolska Sekretarz redakcji
Mira Suchodolska
Sekretarz redakcji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu