Zapłacimy, tylko komu
Gdy w ubiegłym roku uchwalano pierwszą ustawę obniżającą stawki interchange, czyli opłaty za transakcje kartowe, w Sejmie doszło do niespotykanego sojuszu - za cięciem opłaty zagłosowali wszyscy posłowie obecni na sali. Zupełnie jakbyśmy mieli do czynienia z jakimś arcyważnym aktem prawnym, od którego zależałyby losy państwa. Faktycznie, kwoty, o jakich mowa, nie są takie znów błahe - interchange rocznie daje bankom sporo ponad miliard złotych. Dzięki opłatom nieźle żyją też międzynarodowe organizacje Visa i Mastercard, a także agenci rozliczeniowi - firmy, które wstawiają terminale transakcyjne do sklepów i procesują realizowane w tych sklepach transakcje. Problem w tym, że jako konsumenci niespecjalnie odczuwamy skutki ustawowego cięcia interchange. My płacimy w sklepach tyle samo, co wcześniej, a jedynie część finansowanej przez nas marży trafia już do innej kieszeni - więcej zostaje dla detalistów. Możemy nawet stracić: jeśli sklepy nie obniżą cen, a banki, jak często zapowiadają, wprowadzą dodatkowe opłaty, czy to za karty, czy np. za korzystanie z rachunku bieżącego. Jedyną dostrzegalną korzyścią może być w takiej sytuacji - jak to ładnie określają specjaliści - "zwiększenie sieci akceptacji kart" (czytaj: możliwość płacenia nimi w Biedronce).
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.