Przedwyborczy festiwal słów
Być może spora część naszych polityków grała w dzieciństwie trochę za dużo w piłkę kosztem lekcji języka polskiego. Przez to wielu nie przyswoiło sobie znaczenia podstawowych przysłów. Na przykład takiego: "słowo wróblem wyleci, a wołem powraca". Przez to, szczególnie przed wyborami, składają sporo obietnic - zwykle bez pokrycia, lekko ważąc to, o czym mówią.
Bo przecież do dziś pamiętamy, że wszyscy mieliśmy płacić niski podatek liniowy. Rolnicy mieli być włączeni do powszechnego systemu opieki zdrowotnej, płacąc jak inni dość wysokie składki. W 2011 r. Polska miała być w strefie euro, czego zapewne nie odczuliby szczególnie mocno emigranci, którzy mieli do tego czasu wrócić z pierwszej Irlandii do drugiej - nad Wisłę. Stawki VAT miały być podniesione tylko na chwilę, a emerytury górnicze na preferencyjnych warunkach zastrzeżone jedynie dla tych, którzy w ekstremalnych warunkach pracują od lat pod ziemią, narażając własne zdrowie i życie. Każda z tych deklaracji została rzucona na wiatr.
Dzisiaj znowu mamy początek przedwyborczego festiwalu słów. Być może tym razem nawet zostanie on spisany na papierze. I tu znowu odzywają się wagary, bo jak wiemy, "papier przyjmie wszystko". Wyborcy na szczęście nie.
@RY1@i02/2014/165/i02.2014.165.000000200.802.jpg@RY2@
Marcin Hadaj szef działu Dziennik
Marcin Hadaj
szef działu Dziennik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu