Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Epidemia paranoi

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 12 minut

Lęk przed nieznanym, strasznym kataklizmem od zawsze towarzyszy ludzkości. Zdarza się, że bywa on racjonalny, jednak najczęściej, szczególnie w dzisiejszych czasach, ma on znamiona paranoi. Paranoi, którą umiejętnie podsycają media. Ten mechanizm jest dobrze znany naukom społecznym i co jakiś czas się powtarza.

Wspólnoty ludzkie od zawsze bały się bardziej jakiegoś zewnętrznego nieznanego wcześniej zagrożenia niż realnego, ale przez to dobrze znanego. Wieści o wypadkach samochodowych nie spędzają nam snu z powiek, choć każdego roku na naszych drogach ginie więcej osób niż w wielokrotnie większej Afryce w wyniku, jak to ujął jeden z portali, "szalejącej epidemii eboli", a jednak panikę wywołuje wizja epidemii, a nie udania się na urlop samochodem. Oczywiście jest to straszna choroba, ale 1000 przypadków zachorowań w afrykańskim kraju wielkości Polski "szalejącą epidemią" trudno nazwać. Mamy tu do czynienia z jakimś atawistycznym lękiem, bo racjonalnie trudno wytłumaczyć strach przed czymś, co na naszym kontynencie, w momencie pisania tego artykułu, zabiło jedną osobę. Więcej osób umarło dławiąc się przy posiłku, już nie mówiąc o tych, którzy potknęli się idąc chodnikiem i uderzyli w coś głową, a jednak iść po nim jakoś się w większości nie boimy.

Oczywiście lęk dotyczy tego, czy choroba się rozprzestrzeni, ale mamy już pewne doświadczenia z przeróżnymi "epidemiami" SARS, ptasiej czy świńskiej grypy, które mają na koncie tysiąc razy mniej ofiar niż tłuste jedzenie, które to paniki nie wywołuje. Naprawdę mamy wiele poważniejszych problemów, o których albo nie lubimy myśleć, albo po prostu się do nich przyzwyczailiśmy. Epidemia czy terroryzm mają w sobie coś magicznego, co sprawia, że poświęcamy im dużo więcej uwagi niż nadciśnieniu, ale ostatecznie różnica, z jakiego powodu się umrze, chyba nie jest aż tak wielka, szczególnie po fakcie.

Oczywiście, że odpowiednie służby powinny dmuchać na zimne i użyć wszelkich środków, aby choroba nawet w minimalnym stopniu się nie rozprzestrzeniła, bo każde uratowane w ten sposób życie jest tego warte, ale to nie znaczy, że wszystkie media muszą bić na alarm. Gdyby wynaleziono szczepionkę, to prawdopodobieństwo śmierci w wyniku powikłań po jej zaaplikowaniu byłoby wielokrotnie wyższe niż na skutek choroby. Dokładnie tak jak to miało miejsce w wypadku poprzednich epidemii. Chciałbym przypomnieć, że wtedy więcej osób umarło na zwykłą grypę niż na tę ptasią czy świńską. Każda taka nagła śmierć to tragedia, ale nie usprawiedliwia to nakręcania całej spirali paranoi, która kazała tylu Amerykanom protestować przeciwko przywiezieniu zakażonych rodaków do kraju. Ich irracjonalny strach był na tyle duży, że woleli zostawić tych ludzi na pastwę losu, niejako poświęcając ich życie dla zachowania poczucia bezpieczeństwa. Oczywiście nie przeszkadzało to Amerykanom stać wzdłuż ulic, którymi jechał konwój z chorymi, i robić sobie w tej sytuacji zdjęcia.

Nasza cywilizacja nie zostawia swoich członków, nie poświęca ich dla wspólnoty, zakażonych ebolą ściąga się do kraju pomimo ogromu kosztów. Dlatego decyzja amerykańskich władz o zignorowaniu protestów obywateli, w tym jednego z najbogatszych z nich - Donalda Trumpa, była dla mnie oczywista. Trump swoje biznesowe podejście do człowieka może stosować co najwyżej w swojej firmie, od fundamentów naszej cywilizacji niech się odczepi, bo nie jest najwyraźniej kompetentny do wypowiadania się w tej materii.

Amerykański bogacz okazał się bardziej korwinistyczny od Korwin-Mikkego, a o to jak wiadomo niełatwo. Stwierdził on mianowicie, że ludzie, którzy pomagają innym w Afryce, są wspaniali, ale muszą ponieść konsekwencje. Z tego, co wiem, negatywne konsekwencje ponosi się w sprawiedliwym świecie (a do takiego przecież dążymy), gdy zrobi się coś złego, a nie dobrego. No ale najwyraźniej odrzucenie mitu amerykańskiego "self-made mana", który dba tylko o siebie i swoją rodzinę, to dla niektórych grzech. Dobrze, że nie napisał, że muszą ponieść karę, ale tak to trochę zabrzmiało.

Nasuwa się pytanie, czy podobnie by uważał, gdyby to członkowie jego rodziny wyjechali do Afryki i zostali zakażeni. Wtedy zapewne stwierdził, że rodzina jest dla niego ważniejsza niż etyka czy moralność i byłby z tego faktu dumny. Dlatego dyskusja z takimi ludźmi jest trudna, ponieważ za moralny uważają oni tylko interes swój i wspólnoty, przy czym dla dobra wspólnoty gotowi są z ochotą poświęcić interes kogoś innego, powołując się przy tym na moralność i patriotyzm, nigdy własny czy własnej rodziny. Słowa Trumpa dałoby się uzasadnić, gdyby przyjazd chorych rodaków oznaczał epidemię, ale przy zastosowaniu nowoczesnych, dostępnych nam technologii nie zachoruje prawdopodobnie nikt inny. Więc albo jest on ignorantem, który kieruje się zabobonami, nie zważając na wiedzę naukową, albo po prostu człowiekiem bez serca. I nie usprawiedliwia go fakt, że postulował opiekę nad chorymi Amerykanami w Afryce, bo, jak już pisałem, stwierdził, że powinni oni ponieść konsekwencje. Ale czy to nie od tego jest medycyna, żeby człowiek tych konsekwencji ponosić nie musiał? To może w ogóle przestaniemy leczyć wszystkich, którzy wyszli z domu bez czapki, przestaniemy ratować tych, co zgubili się w górach, tylko po to, aby ludzie pokroju Donalda Trumpa zaspokoili jakąś sadystyczną potrzebę ukarania tych, których spotkało coś złego, bo przecież nie jest tajemnicą, że dawniej w protestanckiej Ameryce wierzono, że to objaw tego, że Bóg kogoś potępił?

@RY1@i02/2014/161/i02.2014.161.000001000.802.jpg@RY2@

Piotr Sokołowski socjolog, publicysta

Piotr Sokołowski

socjolog, publicysta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.