Ograniczmy prawo pracy do dużych firm
Jesteśmy świadkami bezsilności państwa w sferze stosunków pracy. Czas to zmienić. Z jednej strony mamy ogromną gałąź prawa pracy z tysiącami drobiazgowych regulacji, z drugiej obserwujemy jego obchodzenie na masową skalę przez zawieranie umów cywilnoprawnych w miejsce umowy o pracę. Pracownicy są zmuszani do zakładania firm imitujących działalność gospodarczą. Niestety państwo półoficjalnie skłania się ku uznaniu tego stanu rzeczy - rozważana jest propozycja wprowadzenia godzinowej stawki minimalnej, która mogłaby objąć także umowy cywilnoprawne.
Dlaczego mamy do czynienia z przyzwoleniem społecznym na tego rodzaju praktyki? Jedną z podstawowych przyczyn jest niedopasowanie prawa pracy do praktyki życia gospodarczego. Dominują w nim mikrofirmy. Z kolei prawo pracy mamy złożone, z setkami szczegółowych postanowień, w którym swobodnie mogą się obracać tylko specjaliści. Trudno oczekiwać po szewcu, że będzie ekspertem w zakresie prawa pracy albo że będzie zatrudniał radcę. Z drugiej strony zawsze można złośliwie stwierdzić, że skoro nie stać go na zatrudnianie pracowników zgodnie z przepisami, to niech nie zatrudnia w ogóle. Pamiętajmy jednak, że w świetle prawa pracy pracodawcą jest każdy, kto zatrudnia pracownika, chociażby była nim niania. Nikt z tych pracodawców nie zna ani dnia, ani godziny, kiedy zostanie oskarżony o przestępstwo łamania praw pracowniczych. N ależy się zastanowić, czy nie nadszedł czas, aby podzielić prawo pracy. Większe firmy niech zatrudniają załogę na dotychczasowych zasadach. Mikropracodawcy niech mogą zawierać umowę cywilnoprawną regulowaną odrębnymi przepisami kodeksu cywilnego. W tego typu kontraktach pełnej swobodzie umów podlegałoby ustalenie wynagrodzenia, czas pracy czy urlop. Można tu sięgnąć do sprawdzonych wzorów np. polskiego kodeksu zobowiązań, który przez długie lata regulował także umowę o pracę. Granicę pomiędzy mikro a większym pracodawcą można ustalić na 5 pracowników, przyjmując, że ten, kto jest w stanie zatrudniać więcej osób, może ponosić związane z tym koszty. Warto też uszczelnić prawo pracy, uznając na wzór niemiecki, że każda osoba fizyczna wykonująca czynności na rzecz przedsiębiorcy jest z mocy ustawy jego pracownikiem niezależnie od nazwy umowy czy też prowadzenia lub nie działalności. W ten sposób prosto można skończyć z fikcją rzekomych przedsiębiorców stojących za kasą.
Może to przynieść wiele korzyści społecznych. Zakończone będzie powszechne przyzwolenie na łamanie prawa pracy pod płaszczykiem nieżyciowości przepisów. Mikropracodawcy będą mogli zatrudniać bez obawy przed represjami ze strony organów państwowych za domniemane naruszanie przepisów. Uwolnieni też będą od biurokracji. Organy będą mogły skoncentrować się na kontroli przestrzegania prawa pracy u większych pracodawców i drogą administracyjną wymuszać na nich prawidłowe postępowanie.
Nie bez znaczenia będzie także odciążenie sądów pracy. Dziś w niektórych sądach trzeba czekać pół roku na pierwszy termin rozprawy. A powinno to być załatwiane ekspresowo, chodzi przecież o fundament bytu rodzin. Na zmianach najbardziej skorzystają polskie mikrofirmy, które dzięki elastyczności w regulowaniu stosunków pracy uzyskają pewną przewagę konkurencyjną nad większymi firmami.
@RY1@i02/2014/149/i02.2014.149.18300080b.802.jpg@RY2@
Andrzej Nogal adwokat
Andrzej Nogal
adwokat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu