Precz z wakacjami (tymi dla dzieci)
Obserwacje
Im dłużej się nad tym zastanawiać, tym bardziej dwumiesięczna przerwa w edukacji szkolnej (i przedszkolnej) wydaje się pomysłem nie z tej ziemi i nie z tej epoki. Przynoszącym więcej szkód niż pożytku.
Co przemawia za zamykaniem szkół (i przedszkoli) na tak długo? Kiedyś zapewne bardzo ważnym argumentem był brak rąk do pracy przy żniwach. Albo to, że w krajach o cieplejszym niż Polska klimacie życie w miesiącach letnich faktycznie zamierało ze względu na upały. Ale te problemy rozwiązały na dobre mechanizacja rolnictwa i popularyzacja klimatyzatora. Zawsze można się oczywiście zastanawiać, czy dwa miesiące głębokiego resetu nie zapewniają dzieciom psychicznej równowagi. Pozwalają się im przecież wyrwać z codziennego kołowrotu, gdzieś wyjechać, coś zobaczyć lub choćby się ponudzić. Ewentualnie złapać lepszy kontakt z rodzicami. Wszystko to brzmi sensownie. Pytanie tylko, czy tego samego efektu nie dałoby się osiągnąć dzięki zdecydowanie krótszej przerwie wakacyjnej. Bo te dwa miesiące, które mamy dziś, są jakieś takie niedopasowane do realiów. A ich istnienie zwyczajnie uwiera. Najbardziej rodziców, którzy rok w rok stają wobec palącego problemu: jak zapewnić swoim dzieciom nie tylko sensowne zajęcie, lecz choćby zwyczajną opiekę. Bo kanikuła kanikułą, ale pracować trzeba.
Argumentów przeciw długim wakacjom letnim jest więcej. Szczególnie ciekawy jest jeden, dotychczas u nas zupełnie niedostrzegany. O tym, że dzieci wracają po wakacjach głupsze, wie każdy nauczyciel. Wychodzi to też we wszystkich testach porównawczych przeprowadzanych na pożegnanie z rokiem szkolnym w czerwcu i na jego powitanie we wrześniu. Nie wszyscy zdają sobie jednak sprawę, że zjawisko wakacyjnego pogorszenia stanu wiedzy jest rozdzielone w sposób dramatycznie nierównomierny. Jako pierwszy zwrócił na to uwagę Karl L. Alexander, socjolog z Uniwersytetu Johna Hopkinsa. W obszernym przekrojowym badaniu przeanalizował wyniki szkolne 800 dzieci z Baltimore na przestrzeni ostatnich 30 lat. Wyszło z nich, że nic tak nie zwiększa różnic edukacyjnych jak właśnie... długie letnie wakacje.
Działa to tak: przez dziesięć miesięcy nauki powszechny system szkolny wyrównuje szanse pomiędzy dziećmi. Sprawia, że różnice w kapitale społecznym, kulturowym czy finansowym rodziców przestają mieć fundamentalne znaczenie, wydobywając na plan pierwszy indywidualne uzdolnienia. Przerwa letnia niweczy cały ten efekt. Bo w wakacje dzieci przestają być uczniami, a stają się na powrót dziećmi swoich rodziców. Dla jednych to dobrze, bo wyjadą na obóz językowy, lub przynajmniej będą chłonąć wzorce kulturowe klasy, z której się wywodzą. Dla innych gorzej, bo w czasie wakacji nikt w nie nie zainwestuje. I dlatego - dowodzi Alexander - gdy we wrześniu uczniowie spotkają się na nowo, będą podzieleni według klucza klasowego. I nie chodzi tu o klasę 1A.
Na pewno znajdą się tacy, którzy uznają przedstawione tu problemy za wydumane. Będą mogli argumentować, że poprzednie pokolenia też miały długie wakacje. I jakoś wyszły na ludzi. I że jak świat światem letnia przerwa miała dwa miesiące. A poza tym jakże na skróceniu tego wypoczynku ucierpiałaby branża turystyczna. Oraz budżet państwa. Bo przecież odebranie nauczycielom wakacyjnego przywileju niepracowania należałoby osłodzić wyższymi zarobkami. I zgadzam się, że te wszystkie argumenty nie są pozbawione racji. Ale jak to zwykle w przypadku zmian bywa: i one mogłyby przynieść nam wszystkim wiele korzyści. Z których w tej chwili pewnie nawet nie zdajemy sobie sprawy.
@RY1@i02/2014/148/i02.2014.148.000000200.802.jpg@RY2@
Rafał Woś dziennikarz DGP
Rafał Woś
dziennikarz DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu