Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Korki na autostradzie? Świetnie się składa!

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Raptem kilka dni nie było mnie w kraju, wracam i zostaję zasypany mnóstwem wstrząsających informacji. Były mąż Edyty Górniak, znany jako były mąż Edyty Górniak, na kokainowym haju przejechał na pasach Bogu ducha winną kobietę i trafił za kratki. Krążą plotki, że w związku z tym wydarzeniem tefałen szykuje nowy program muzyczno-rozrywkowy o gwiazdach - "Jak oni wciągają". Z kolei Robert Lewandowski strzelił dla Niemców z Bayernu pierwsze bramki, podczas gdy na potrzeby polskiej reprezentacji strzela sobie wyłącznie słit focie w "Vivie" i "Pani Domu". Boję się otworzyć lodówkę z obawy o to, że będą w niej siedzieli państwo Lewandowscy - jedno będzie zajadało mi kiełbasę, rozmawiając przez telefon, a drugie wylizywało słoik po smalcu. W końcu jaki kraj, tacy Beckhamowie.

Ach, byłbym zapomniał! Pudelek doniósł, że - cytuję - "Ewa Chodakowska wyszła na spacer z mężem". Serio. Portal nie poinformował jedynie, czy Ewcia wzięła ze sobą papierowe woreczki, w które ewentualnie zgarnie to, co spacerujący mąż zostawi na trawniku w parku. Tymczasem Kasia Tusk uprawia jogging w złotych słuchawkach za 1000 zł. Ale mnie osobiście bardziej interesuje, czego premierówna słucha podczas biegania. Sądzę, że mogą to być najnowsze single zespołu Sowa & Przyjaciele.

Przejdźmy do poważniejszych informacji: ponoć w wakacyjne weekendy strasznie korkują się nam autostrady. Na początku niektórych odcinków najpierw trzeba odstać 30 min, aby wziąć bilecik, a na ich końcu 40 min, aby za bilecik zapłacić. W efekcie trzeba wyłożyć 30 zł za pokonanie stu kilometrów w dwie godziny, czyli ze średnią prędkością 50 km/h. Sytuację miał poprawić system viaAUTO, ale problem polega na tym, że aby dojechać do bramek, które go obsługują, trzeba odstać w korku 39 min. To trochę przypomina mi sytuację z samolotami na Okęciu - wybieracie się w podróż lotniczą z Warszawy do Trójmiasta, bo jesteście przekonani, że to najszybsze rozwiązanie, po czym okazuje się, że musicie przyjść na lotnisko dzień wcześniej. Do odprawy biletowej i bagażowej stoicie w jednej kolejce z turystami do Egiptu, Tunezji, Grecji, na Majorkę, Malediwy i Wyspy Kanaryjskie - dziwnym trafem wszyscy oni wylatują na urlop dokładnie w tej sekundzie, w której wy lecicie na spotkanie służbowe do Gdańska. Po przebrnięciu przez ten bajzel postanawiacie się zrelaksować, strzelając sobie poranne latte za jedyne 30 zł w jednej z lotniskowych knajp. Po upiciu łyka rozlega się alarmowy gong i pani z ustami wypchanymi kluskami śląskimi po angielsku wyczytuje wasze nazwisko, żądając, abyście natychmiast udali się do swojego "gejtu". Odstawiacie zatem trunek za 30 zł, z którego upiliście może 30 gr, i ruszacie w te pędy do "gejtu", zastanawiając się po drodze, o co, u licha, chodzi. Przecież do planowego odlotu została jeszcze godzina! Na miejscu dowiadujecie się, że to ze względu na konieczność dowiezienia was do samolotu autobusem. Serio! Na Chopinie bardziej opłaca się zatrudniać kierowców i ludzi zabezpieczających przesiadkę, kupować i serwisować autobusy i lać do nich paliwo, niż zaparkować samolot bezpośrednio przy rękawie. Efekt: płyta Okęcia wygląda jak zajezdnia autobusowa w godzinach szczytu. Ostatnio do samolotu postawionego jeszcze w obrębie lotniska, ale w zasadzie już na rogatkach Grójca, wieziono mnie kwadrans. A mokra pacha stojącego obok mnie pana sprawiła, że poczułem się jak w ikarusie numer 520 z Marysina na plac Bankowy.

Ta polska logika szybkiego podróżowania mnie zdumiewa. W Stanach lotniska funkcjonują jak dworce autobusowe - wchodzi się w zasadzie z marszu do samolotu i niemal od razu startuje do oddalonego o setki mil innego miasta. Autostrady we Włoszech są - tak jak u nas - płatne, ale bramki poustawiano tam na zjazdach, w związku z czym w drodze powrotnej z urlopu przejechałem po nich 400 km i dopiero na samym końcu opłaciłem rachunek. Mam podejrzenia graniczące z pewnością, że w przypadku Polski spowalnia się to, co szybkie, celowo. Po co? Na przykład żeby nasze samochody spalały więcej paliwa. I żebyśmy po dojechaniu do celu byli bardziej zirytowani i sięgnęli po coś mocniejszego na uspokojenie. Mocniejszego, czyli - tak jak paliwo - obłożonego akcyzą.

Mimo wszystko znalazłem idealny samochód zarówno do podróżowania autostradami, jak i stania w korkach. Nie widzę również przeciwskazań do tego, aby był wykorzystywany na Okęciu w roli środka transportu pomiędzy "gejtami" a samolotami. Mowa o citroenie C4 grand picasso - najbardziej komfortowym rodzinnym środku transportu, jaki znam. Pisząc "rodzinny", nie mam na myśli młodej parki z dwumiesięcznym niemowlęciem. Chodzi mi raczej o rodziny z dwójką i trójką świadomych dzieci. Świadomych, czyli takich, które tuż po opuszczeniu podjazdu pod garażem pytają: "Daleko jeszcze?". No więc w grand picasso nigdzie nie jest daleko. Ma szalenie wygodne fotele z wszechstronną regulacją - te przednie z funkcją masażu, a pasażera nawet z rozkładanym podnóżkiem. Dzieciaki mają do dyspozycji dwa niezależne ekrany DVD z możliwością podłączenia np. konsoli do gier. Przeszklony niemal w całości dach wpuszcza do środka ogromną ilość światła, a bagażnik pomieści niemal 650 litrów pakunków.

Wersja, którą jeździłem, miała pod maską 150-konnego diesla pożenionego z sześciobiegowym automatem. Mistrzem sprintu to małżeństwo może nie jest, ale załadowane po brzegi, z czterema osobami na pokładzie, przy autostradowych prędkościach spalało średnio jakieś 7,4 litra ON. Okazało się przy tym bardzo ciche. Muszę też przyznać, że C4 zaskakująco przyjemnie się prowadzi. Przyjemnie jak na vana rzecz jasna. Nie buja się, nie trzęsie nerwowo, nie rzuca na boki przy mocniejszym wietrze, płynnie i spokojnie pokonuje zakręty. Za to dla niektórych poważnym mankamentem może się okazać skomputeryzowanie jego wnętrza. Jest ono jak iPad. Zaraz, nie. W zasadzie jest jak dwa iPady. Albo jak trzy. I każdego obsługujecie wyłącznie dotykowo, każdy wyświetla milion informacji i wymaga przyzwyczajenia. Może się to okazać nieco kłopotliwe, gdy macie 50 lat i za najlepszy telefon ciągle uznajcie nokię 6310 - wówczas minie tydzień, zanim uda się wam uruchomić grand picasso, a po dwóch tygodniach być może ruszycie nim w drogę. Ale jeżeli jesteście prorodzinnymi fanami smartfonów i tabletów, a w dodatku cenicie sobie oryginalność, C4 was urzeknie. Szczerze mówiąc, jest to pierwsze auto tego typu, którym mógłbym zupełnie na trzeźwo i bez cienia zażenowania jeździć na co dzień.

@RY1@i02/2014/148/i02.2014.148.00000120c.803.jpg@RY2@

Citroen C4 Grand Picasso

@RY1@i02/2014/148/i02.2014.148.00000120c.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąk szef sekretariatu redakcji

Łukasz Bąk

szef sekretariatu redakcji

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.