Na pohybel kiełbaskom!
Komentarz tygodnia
W dzisiejszych czasach spece od PR na okrągło wmawiają nam, że jeżeli coś jest szybsze, to automatycznie jest również lepsze, atrakcyjniejsze, skuteczniejsze. Co i rusz dowiadujemy się, że internet w Plusie jest szybszy od tego w Neostradzie (i na odwrót), a Polskim Busem dojedziemy z Warszawy do Wrocławia szybciej, niż, korzystając z usług PKP Inter City. Nie wspominam już nawet, jak szybko wyrosną nam włosy po użyciu szamponu Revitax.
We wtorek napisaliśmy, że polskie sądy są już niemal tak szybkie jak Neostrada/Plus (dowolne skreślić). Dziś jednak, jako że polską przypadłością jest malkontenctwo (a ja jestem Polką pełną gębą!), postanowiłam dorzucić do tej beczki miodu łyżkę, a nawet chochlę, dziegciu.
"Proces sądowy jest machiną, do której dostajesz się jako wieprzek, a wychodzisz jako kiełbaski" - to słowa (jakże celne) Ambrose’a Bierce’a, amerykańskiego pisarza XIX-wiecznego. Po ich przeczytaniu należałoby więc zadać sobie pytania: czy nasze sądy tylko przyśpieszyły, czy poszedł za tym także wzrost jakości orzekania? A może jednak nadal produkuje kiełbaski, tyle tylko, że obecnie nieco szybciej?
Apeluję więc: sędziowie - zróbcie wszystko, co w waszej mocy, aby wieprzek został wieprzkiem. Ja wiem, że procedury są złe, że pracy dużo, a przełożeni cisną, bo trzeba dobrze wypaść w statystykach. To jednak nie powinno wam przeszkadzać w tym, aby czasem pochylić się nad tym biednym wieprzkiem i chrumknąć do niego po ludzku.
Kiedyś pewna doświadczona i bardzo mądra sędzia opisała mi taką oto sytuację z sali sądowej: ogłoszenie wyroku w zawiłej sprawie z zakresu ubezpieczeń społecznych. W ustnym uzasadnieniu sędzia przywołuje wszystkie zawiłe konstrukcje prawne, jakich użyła, aby dojść do konkluzji wyroku. Po kilku minutach podnosi wzrok znad kwitów. I widzi zdezorientowanego, zestresowanego staruszka - męża powódki. Starszy człowiek mnie w rękach podniszczony beret. I przenosi nerwowo wzrok z sędzi na przedstawiciela drugiej strony - Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Sędzia zamyka więc akta i patrząc staruszkowi prosto w oczy, mówi: A teraz niech pan idzie do domu i powie żonie, że dostanie tę rentę! Ten zrywa się, podbiega do sędzi i całuje ją po rękach.
I można? Można. Na pohybel kiełbaskom!
@RY1@i02/2014/123/i02.2014.123.18300080a.802.jpg@RY2@
Małgorzata Kryszkiewicz dziennikarz Gazety Prawnej
Małgorzata Kryszkiewicz
dziennikarz Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu