Upadek komunizmu: pewne sprawy warto przypomnieć
Z okazji 25. rocznicy upadku komunistycznej dyktatury, czego następstwem było odzyskanie wolności, warto pewne sprawy krótko przypomnieć, zwłaszcza ludziom młodym.
Po pierwsze: komunizm był wielkim złem, które po II wojnie światowej zostało narzucone przez Związek Sowiecki krajom Europy Środkowej i Wschodniej. System komunistyczny opierał się na kłamstwie i przemocy. Integralnym składnikiem tego systemu był nihilizm moralny. Ludzie zostali zniewoleni i upokorzeni. Partia komunistyczna danego kraju kontrolowała całe życie społeczne i o wszystkim decydowała. Była to komunistyczna dyktatura. Oficjalna propaganda głosiła zaś wyzwolenie i obiecywała ludziom raj na ziemi.
Polska stała się ofiarą najpierw nazistowskich Niemiec, a następnie Związku Sowieckiego. To właśnie Związek Sowiecki siłą narzucił Polsce komunizm, który - jako system zbrodniczy - stał się przekleństwem dla naszego kraju. Grunt pod narzucenie nam komunizmu przygotowali zdrajcy narodu polskiego. Armia Czerwona czuła się w Polsce wszechwładna i postępowała tak, jak postępuje armia okupacyjna totalitarnego mocarstwa. Najgorsze były lata 1945-1956. Wielu żołnierzy Armii Krajowej, którzy w czasie wojny walczyli o wolność Polski z hitlerowskim okupantem, zostało w zniewolonej przez Sowietów Polsce skazanych na karę śmierci i straconych. Wielu też niewinnych zostało skazanych na długoletnie kary więzienia tylko dlatego, że nie podobał się im komunizm.
Po wydarzeniach 1956 r. terror komunistyczny został wyraźnie złagodzony, ale Polska nadal pozostawała zależna od Moskwy, skąd przekazywane były do Warszawy instrukcje postępowania dla polskich władz komunistycznych. Te marionetkowe władze bez oporu stosowały się do moskiewskich instrukcji, gdyż były na łasce i na usługach Moskwy. Krótko mówiąc: Polska Ludowa była satelitą Związku Sowieckiego.
W sierpniu 1980 r. doszło na Wybrzeżu do wydarzeń, które stały się początkiem końca komunizmu. Bez nich rozpad komunizmu trwałby znacznie dłużej i mógłby pociągnąć za sobą wiele ofiar. Bez sierpniowych wydarzeń na polskim Wybrzeżu nie byłoby upadku muru berlińskiego. Główną siłą oraz realną bazą, na której mogła powstać Solidarność, byli stoczniowcy.
Powstanie Solidarności, która była wielkim ruchem społecznym, zrywem ku wolności, protestem przeciwko komunistycznej dyktaturze, stanowiło duży sukces w ówczesnych warunkach totalitarnego reżymu. Legendarnym przywódcą Solidarności został Lecha Wałęsa, który stał się - obok papieża Jana Pawła II - najbardziej znanym Polakiem poza granicami naszego kraju.
Zgodnie z komunistyczną ideologią PZPR sprawowała w państwie kierowniczą rolę. Znaczyło to, że narzucała społeczeństwu swoją wolę. Otóż PZPR uznała, że Solidarność jest szczególnie niebezpieczną organizacją, która stanowi poważne zagrożenie dla komunistycznej władzy. Aby to zagrożenie zlikwidować, 13 grudnia 1981 r. wprowadzono stan wojenny na terenie całego kraju. Solidarność została zdelegalizowana. Tysiące jej działaczy internowano. Natomiast ci aktywiści, którym udało się uniknąć internowania, zeszli do podziemia i tam ofiarnie działali, narażając się na surowe represje. Był to bardzo trudny czas dla Solidarności. A także niełatwy dla całego społeczeństwa. Jedynie PZPR jako partia rządząca miała się całkiem dobrze.
Sprawcy stanu wojennego usiłowali wmówić społeczeństwu, że tylko w ten sposób można było uchronić Polskę przed sowiecką interwencją. Naiwni mogą w to wierzyć. Wystarczy powiedzieć tylko tyle, że Sowieci nie palili się do interwencji w Polsce, gdyż w tym czasie byli militarnie zaangażowani w Afganistanie, gdzie zresztą nie odnosili sukcesów.
Stan wojenny został wprowadzony po to, aby pognębić Solidarność i aby komuniści mogli nadal sprawować swoje niecne rządy.
Wprowadzenie stanu wojennego przedłużyło na pewien czas istnienie komunistycznej dyktatury, ale nie rozwiązało najważniejszego problemu. Komunizm nadal gnił od środka pod względem moralnym, a pod względem ekonomicznym sięgał dna. Ani jednego, ani drugiego nie dało się naprawić, gdyż komunizm to system niereformowalny.
W r. 1988 fala strajków przetoczyła się przez kraj. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Trzeźwo myślący towarzysze ze szczytów partyjnej władzy zrozumieli wreszcie, że nie da się dalej tak rządzić, że trzeba podzielić się władzą. Partyjny beton był przeciwny takiemu rozwiązaniu, ale to nie miało zasadniczego znaczenia.
Zwyciężył zdrowy rozsądek, a Okrągły Stół, o którym mówiono już kilka miesięcy wcześniej, stał się faktem. Zasiedli przy nim przedstawiciele partyjno-państwowej władzy oraz reprezentanci opozycji solidarnościowej. Okrągły Stół jest różnie oceniany i nadal wywołuje kontrowersje. Według jednych był to polityczny sukces, który otworzył drogę do transformacji ustrojowej. Według drugich był to zgniły kompromis, który doprowadził m.in. do tego, że sprawcy komunistycznych zbrodni pozostali bezkarni.
Ale zgodnie z porozumieniem Okrągłego Stołu 4 czerwca 1989 r. odbyły się częściowo wolne wybory parlamentarne. Nie pozostawiały one żadnych wątpliwości co do tego, po której stronie znajduje się ogromna większość społeczeństwa.
4 czerwca 1989 r. uważany jest za dzień, w którym doszło do upadku komunizmu w Polsce. Był to jednak tylko częściowy upadek. Całkowita klęska komunizmu nastąpiła w 1990 r.
Kilka miesięcy po czerwcowych wyborach parlamentarnych powstał pierwszy niekomunistyczny rząd w powojennej Polsce. Rozpoczęła się transformacja ustrojowa. Punktem wyjścia do tej transformacji stała się "gruba kreska", która według dominującej oceny była grubym błędem. Konsekwencją tego błędu, którego nie da się już naprawić, było nieuchwalenie ustawy dekomunizacyjnej na początku lat 90. Chodziło o ustawę, która zabraniałaby byłym funkcjonariuszom komunistycznego aparatu władzy oraz byłym aktywistom PZPR pełnienia funkcji publicznych przez co najmniej 10 lat. Tymczasem te politycznie skompromitowane osoby znalazły się w wolnej Polsce na różnych stanowiskach publicznych. Co więcej, w nowej sytuacji ustrojowej występują one w roli demokratów i obrońców państwa prawa. Jak widać, nauka nie poszła w las. A osoby te nauczyły się w PZPR kłamstwa, obłudy i cynizmu.
Źle się stało, że zbrodnie komunistyczne nie zostały dotąd rozliczone. Nawet główni sprawcy stanu wojennego nie zostali ukarani. Nie chodzi o zemstę, która jest reakcją prymitywną, ale o wyjaśnienie zbrodni i sprawiedliwe ukaranie winnych.
Obraz naszego życia 25 lat po upadku komunizmu nie jest zbyt radosny. Bezrobocie utrzymuje się na dość wysokim poziomie. Wielu ludzi a zwłaszcza młodych, szuka pracy poza granicami kraju. Jest to emigracja zarobkowa. Kilka milionów obywateli żyje poniżej minimum egzystencji. Najniższe wynagrodzenie nadal jest nędzne. Obszar biedy nie tylko nie maleje, ale nawet się poszerza. Nie maleje też liczba wykluczonych. Natomiast wąska grupa ludzi coraz bardziej się bogaci. Zdobycie majątku, którego nigdy nie mają dosyć, jest dla nich celem życia, co raczej nie podnosi rangi ich człowieczeństwa.
W procesie transformacji ustrojowej rozeszły się drogi wielu działaczy Solidarności. W rezultacie powstały różne partie polityczne, które rywalizowały i nadal ze sobą rywalizują. U podstaw tej rywalizacji leży żądza władzy, a nierzadko także chorobliwa ambicja.
Ale najważniejsze jest to, że w r. 1989 odzyskaliśmy wolność, która jest wielkim skarbem. Ma ona jednak to do siebie, że nie jest dana raz na zawsze. Można ją stracić. Dlatego też powinniśmy cenić odzyskaną wolność i korzystać z niej rozumnie.
Wolność nie jest dana raz na zawsze. Powinniśmy ją cenić i korzystać z niej rozumnie
@RY1@i02/2014/108/i02.2014.108.000000600.803.jpg@RY2@
Władysław Mącior karnista, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, delegat na I Krajowy Zjazd "Solidarności"
Władysław Mącior
karnista, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, delegat na I Krajowy Zjazd "Solidarności"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu