Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Wyhowujemy pokolenie głópkuf

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Osiem lat podstawówki, cztery lata liceum, łącznie dziesiątki poznanych rówieśników i nie pamiętam ani jednego dyslektyka. Owszem, niektórzy radzili sobie z czytaniem i pisaniem nieco gorzej, ale wynikało to z faktu, że: a) są mniej zdolni, b) mniej się uczą, c) nie potrafią ściągać. Nikomu do głowy nie przyszło, że mogą być nieuleczalnie chorzy. Tymczasem - jeżeli wierzyć statystykom - w klasach moich dzieci połowa uczniów będzie chora na "nie potrafię czytać", a druga połowa na "nie umiem pisać". I każdy będzie miał na to stosowny papier wystawiony od psychologa, w którym pojawi się magiczne słowo: dysleksja, dysortografia, dysgrafia albo dyskalkulia.

Polskie szkoły opanowała moda na dysfunkcje. Kto za nią odpowiada? W największym stopniu rodzice, którzy wolą wmówić sobie i światu, że ich dziecko nie jest do końca normalne, niż codziennie tłumaczyć, że 2+2=4 i "przyczółek", a nie "pszyczułek". Idziemy na łatwiznę. Uwierzyliśmy, że Excel i Word załatwią sprawę i za nas, i za nasze dzieci.

Oczywiście nie twierdzę, że nie ma czegoś takiego jak dysleksja. Jest jednak zasadnicza różnica między jej wersją prawdziwą a tą udawaną, wynikającą wyłącznie z lenistwa i braku odrobiny determinacji. Ze strony rodziców, a nie dzieci. Kiedyś ta łatwość, z jaką uznajemy nasze pociechy za "dys", obróci się przeciwko nam. Podzienkujom nam za zaangarzowanie w ich edókacje, nazywając nas dópkami.

@RY1@i02/2014/106/i02.2014.106.000000200.802.jpg@RY2@

Łukasz Bąk szef sekretariatu redakcji

Łukasz Bąk

szef sekretariatu redakcji

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.