Rzecznik państwa dobrobytu
Kolejki w szpitalach, zamknięta szkoła, skasowana linia autobusowa - czy to są sprawy dla RPO? Tak, coraz bardziej potrzebujemy ombudsmana do spraw usług publicznych
Instytucja ombudsmana kojarzy się przede wszystkim z ochroną podstawowych praw człowieka: wolności osobistej, bezpieczeństwa, swobody wypowiedzi. Pierwsze ćwierćwiecze funkcjonowania urzędu rzecznika praw obywatelskich upłynęło właśnie pod znakiem interwencji w tego typu sprawach. Organizacje pozarządowe i strażnicze również skupiły się na zabezpieczaniu praw i wolności osobistych i politycznych. W ostatnim czasie na agendę trafiły też problemy prawa do prywatności czy ochrony danych osobowych. Przez ponad dwie dekady udało się ograniczyć opresyjne zapędy państwa, ucywilizować działania służb czy zbudować niezależny wymiar sprawiedliwości. Jakkolwiek do zrobienia pozostaje wciąż wiele, to pora się zastanowić nad nowymi wyzwaniami dla RPO i innych instytucji ochrony praw człowieka.
Stawiam tezę, że misja RPO powinna w najbliższych latach ewoluować w stronę większego zainteresowania dostępnością i jakością usług publicznych, szczególnie tych społecznych: edukacji, ochrony zdrowia czy pomocy społecznej. Innymi słowy, na pierwszy plan powinny się wysunąć te, często lekceważone, przepisy konstytucji, które dotyczą praw socjalnych i ekonomicznych. To prawda, że ich egzekwowanie nie jest łatwe. Wiktor Osiatyński zauważał, jak trudno przychodzi przekształcenie gwarancji tych praw na ustawodawstwo (W. Osiatyński, "Prawa człowieka i ich granice", Kraków 2011, wyd. Znak). Nie możemy jednak udawać, że praw tych konstytucja nie gwarantuje albo że mają one charakter wyłącznie norm programowych.
Efektem transformacji ustrojowej i gospodarczej stało się przejęcie zasadniczej odpowiedzialności za zapewnienie usług publicznych przez samorządy. Dziś coraz większą rolę w tej sferze odgrywają także podmioty prywatne kontraktowane czy finansowane ze środków publicznych - prywatne szkoły, przychodnie, szpitale, domy opieki społecznej. Ich priorytetem nie jest z reguły zapewnienie równego dostępu do wysokiej jakości usług publicznych, ale maksymalizacja zysku. Samorządy także coraz częściej koncentrują się wyłącznie na szukaniu oszczędności, a nie jakości i dostępności świadczeń. W dodatku w wielu sferach (np. edukacji czy ochronie zdrowia) obywatele nie mają dostępu do wiarygodnych informacji na temat jakości usług. Są wreszcie sektory, gdzie nie ma nawet podstawowych standardów świadczenia usług, vide: wsparcie bezdomnych. Nie wiadomo, co się tym osobom od państwa należy, ile pomocy materialnej, ile wsparcia w wychodzeniu z bezdomności i na jakich zasadach można się ubiegać o pomoc.
Urynkowienie i prywatyzacja usług publicznych to potężne wyzwanie dla ich jakości i dostępności. Najbardziej tracą oczywiście ci, których nie stać na współpłacenie czy ucieczkę z publicznego systemu edukacji czy ochrony zdrowia do prywatnych usługodawców. Obserwujemy coraz więcej niepokojących procesów - niekontrolowaną prywatyzację szkół czy szpitali, wydłużający się okres oczekiwania w przychodniach czy szpitalach, ograniczanie dostępu do usług publicznych, które są nierentowne. Wiele z tych procesów toczy się w skali lokalnej, nie są zauważalne w ogólnokrajowym dyskursie, ale łączą się w sumie w falę zagrażającą realizacji konstytucyjnych praw obywateli do równego dostępu do usług publicznych, szczególnie społecznych.
Trudno RPO zarzucić bezczynność w sprawach ochrony zdrowia, edukacji czy pomocy społecznej. Sprawozdanie rzecznika za rok 2013 zawiera liczne przykłady interwencji czy wniosków do Trybunału Konstytucyjnego dotyczących tych dziedzin. Rzecz jednak w diagnozie sytuacji i zagrożeń oraz nadaniu tym obszarom priorytetowego znaczenia. Przykładowo RPO podkreśla swoją troskę o sytuację zwalnianych nauczycieli. Proponuje powołanie międzyresortowego zespołu monitorującego sytuację zwalnianych pedagogów. Brakuje jednak informacji o konkretnych działaniach prawnych, które miałyby na celu np. usunięcie wątpliwego z punktu widzenia konstytucyjnej zasady równości zróżnicowania statusu nauczycieli w szkołach samorządowych i powierzonych przez samorządy do prowadzenia. W pierwszych obowiązuje Karta nauczyciela, w drugich już nie, mimo że szkoła nie zmienia swojego statusu, a jedynie "operatora". W efekcie samorządy prywatyzują prowadzenie szkół nie po, by podnieść w nich jakość nauczania, ale by przyciąć koszty.
Brakuje też informacji o działaniach RPO związanych z prywatyzacją szpitali samorządowych. Nie wiemy, czy rzecznik bada wpływ tego procesu na dostępność i jakość usług zdrowotnych. Wyraźnego głosu RPO nie odnotowałem zresztą już w debacie nad bardzo kontrowersyjnymi zmianami w systemie ochrony zdrowia wprowadzonymi w 2011 r. ustawą o działalności leczniczej. Inaczej mówiąc, brakuje wyraźnego wskazania zjawisk dziejących się w najważniejszych sferach usług publicznych jako problemu systemowego.
Nie chodzi jednak o to, by RPO wytykać brak aktywności, bo byłby to zarzut bardzo niesprawiedliwy. Ważniejsze jest, by dostrzec, jak niepokojące zjawiska dzieją się obecnie w obszarze naszego, konstytucyjnie gwarantowanego przecież, państwa dobrobytu. Trudno pogodzić się z sytuacją, w której prawa socjalne są w praktyce traktowane lekceważąco czy kpiarsko, jak to zwykł czynić Leszek Balcerowicz, nazywając je "prawami" lub tzw. prawami. Ktoś musi przyjąć rolę aktywnego adwokata państwa dobrobytu, nawet jeśli trzeba będzie z tego powodu przyjąć łatkę socjalisty, marksisty czy innego cyklisty.
Nie jest rozwiązaniem mnożenie instytucji wyspecjalizowanych, sektorowych ombudsmanów. Mamy już nie tylko rzecznika praw dziecka, ale także rzecznika praw pacjenta czy rzecznika ubezpieczonych. Niedawno brytyjski rząd zapowiedział wycofanie się z podobnego modelu u siebie. Dowiedziono, że jest to system kosztowny, a niekoniecznie skuteczniejszy. Obywatele też nie zawsze wiedzą, do kogo zwrócić się o pomoc w konkretnej sprawie - nie muszą przecież znać całej listy rzeczników do spraw różnych. Rzecznicy mają też różne status i kompetencje i nie w każdej dziedzinie są równie skuteczne. Brytyjczycy proponują jednego ombudsmana do wszystkiego z siecią biur regionalnych zamiast kilkunastu specrzeczników, m.in. do spraw ochrony zdrowia czy działań samorządu terytorialnego. W podobnym kierunku powinniśmy podążać, zanim stworzymy korpus kilkunastu rzeczników, z których żaden nie będzie miał realnego wpływu na poprawę jakości i dostępności usług świadczonych na rzecz obywateli.
Trudno pogodzić się z sytuacją, w której prawa socjalne są w praktyce traktowane lekceważąco czy kpiarsko, jak to zwykł czynić Leszek Balcerowicz, nazywając je "prawami" lub tzw. prawami. Ktoś musi przyjąć rolę aktywnego adwokata państwa dobrobytu, nawet jeśli trzeba będzie z tego powodu przyjąć łatkę socjalisty, marksisty czy innego cyklisty
@RY1@i02/2014/104/i02.2014.104.070000400.801.jpg@RY2@
Fot. Piotr Blawicki_East New
@RY1@i02/2014/104/i02.2014.104.070000400.802.jpg@RY2@
dr Dawid Sześciło adiunkt w Zakładzie Nauki Administracji na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, autor książki "Rynek - prywatyzacja - interes publiczny. Wyzwania urynkowienia usług publicznych", która była w tym roku nominowana do nagrody DGP Economicus
dr Dawid Sześciło
adiunkt w Zakładzie Nauki Administracji na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, autor książki "Rynek - prywatyzacja - interes publiczny. Wyzwania urynkowienia usług publicznych", która była w tym roku nominowana do nagrody DGP Economicus
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu