Dziennik Gazeta Prawana logo

Ekspres, który nie dociera do krainy szczęścia

29 czerwca 2018

Ostatnie lata rozwiały złudzenia, że stabilny rozwój można osiągnąć dzięki wirtualnym instrumentom finansowym lub dopalaczom w postaci zadłużenia. Wzrost wymaga wartości dodanej.

Narrację sięgania dalej i odważniej słychać dziś w wielu dziedzinach życia. Technologia prze do przodu. Innowacyjność odmieniana jest przez wszystkie przypadki zarówno w teorii, jak i praktyce. Fale coraz to nowszych produktów zalewają sklepowe półki. Zewsząd bije przekonanie, że normalna gospodarka to rosnąca gospodarka.

Postęp zdaje się być zawołaniem cywilizacji Zachodu. Napiera ze wszystkich stron. Jest jak ekspres pędzący do krainy szczęścia: kto na niego nie zdąży, ten zostanie w tyle i nie skosztuje tego, co najlepsze w bogatym menu współczesności.

Wyścig po więcej

Na ten galopujący postęp warto jednak czasem spojrzeć z dystansu. Przykładowo, ludzie żyją przeciętnie w coraz lepszym zdrowiu, coraz dłużej i dostatniej, ale czy lepiej rozumieją, po co w ogóle żyją? Na ile w parze z rozwojem materialnym podąża wzrost w sferze duchowej czy też w zakresie doskonalenia osobowości?

To o tyle ciekawe, że poziom formalnego wykształcenia nigdy nie był tak wysoki jak obecnie. Nigdy także dzieła wielkich myślicieli, pisarzy i poetów - dawniej zamknięte w bibliotekach piśmiennej elity - nie były równie szeroko dostępne jak dziś, w dobie internetu. Chciałoby się rzec: nic, tylko czerpać pełnymi garściami z dorobku cywilizacji.

Cóż, rozwój osobisty faktycznie stał się modny, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że jego motywacją często nadal jest bardziej "mieć" niż "być". Taki rozwój z reguły mierzy w coraz lepsze wyniki w pracy i na siłowni. Obiera kurs na sukces, a nie cnotę - ideę niemal zapomnianą.

Co więcej, w warunkach dobrobytu bodźce do koncentracji na rozwoju wewnętrznym wcale nie muszą być silne. Po pierwsze, dostatek daje poczucie pewności, a gdzie pewność, tam mało pytań. Nieraz dopiero w obliczu choroby lub śmierci, gdy pryska iluzja siły płynącej z dobytku i statusu, pojawia się refleksja, co jest w życiu ważne. Po drugie, dziś wszystko musi być po coś. Stąd też wszystko ma tendencję stawać się produktem, a wartości materialne wypierają niematerialne. Myślenie nienastawione na tzw. konkret ma w tym układzie pozycję dość słabą.

Zresztą, do głębszej refleksji nad rzeczywistością potrzeba wytchnienia, a tymczasem świat zachodni jest zabiegany. Kapitalizm, system niezrównany w pomnażaniu produkcji i zachęcaniu do konsumpcji, nie znosi nicnierobienia. Trybów gospodarki nie wprawia przy tym w ruch dążenie, by mieć dużo, lecz by mieć więcej i - to najlepiej - więcej niż inni. Problem w tym, że to często pogoń za uciekającym horyzontem. Pragnienia gasną ledwie przejściowo, co zachęca do dyskusji, czy w ogóle obserwujemy jakikolwiek krok naprzód w ich zaspokojeniu.

Oczywiście wzrost gospodarczy przyniósł przez dekady wiele dobrego, ale nie powinien być celem samym w sobie. Jeśli to nie wzrost służy człowiekowi, lecz odwrotnie, to czy można mówić o postępie? Oprócz efektywności w życiu istotne są także inne wartości. Cieszy, że myślenie w świecie zachodnim stopniowo ewoluuje w tę stronę. Nacisk na rozwój zrównoważony można odczytywać jako zmianę na lepsze w zakresie kultury gospodarowania.

W kwestiach takich jak wzrost spojrzenie ekonomiczne nie jest jedynym godnym uwagi. Na bazie rozważań filozoficznych można dojść do wniosku, że postęp w zakresie nasycenia potrzeb w warunkach dostatku polegałby raczej na zmniejszeniu popytu niż dalszym zwiększaniu podaży, tj. należałoby zacząć odchodzić od nastawienia "jak to zdobyć" na rzecz "jak tego nie chcieć". Ekonomię fascynuje dziś koncepcja gospodarki opartej na wiedzy, na co różne szkoły filozofii zdają się podsuwać pytanie, czy nie lepsza byłaby gospodarka oparta na mądrości?

Dawniej i dziś

Zastanówmy się też, czy sam postęp gospodarczy jest dziś naprawdę tak prężny, jak się sądzi. W XIX i XX wieku świat odmieniły nowe sposoby pozyskiwania energii: napęd parowy, silnik spalinowy i elektryczność. Wynaleziono nowe środki transportu: kolej, parowce, samochody, samoloty. Pojawiły się takie nowinki jak fotografia, telefon, radio, telewizja i kino. W konsekwencji powstawały od podstaw całe gałęzie przemysłu i usług. Proces zmian nakręcał wzrost gospodarczy, dawał pracę i redefiniował rzeczywistość szerokim frontem. Czy na tym tle dzisiejsza złota era postępu nie wypada blado?

Owszem, takie dziedziny jak elektronika i łączność rozkwitają fantastycznie, pobudzając przy okazji całą gospodarkę do rozwoju, ale poza tym - z wyjątkiem jeszcze kilku obszarów czy sektorów - rewolucyjnych nowości nie widać zbyt wiele. Brakuje zwłaszcza nowych sposobów produkcji taniej i czystej energii na skalę masową, a przecież to energia ożywia każdy organizm, także gospodarczy.

Spójrzmy dokoła. Szumna innowacyjność często idzie w detale. Wiele towarów oferuje nabywcom nie tyle nowatorskość, ile ładnie opakowane poczucie nowatorskości. Typowy dom nie różni się aż tak bardzo wyposażeniem od tego sprzed 30 czy 50 lat. Główna różnica sprowadza się do produktów związanych ze wspomnianą elektroniką i łącznością (komputery, telefony itd.).

Podobne obserwacje ukazują w ciekawym świetle kryzys ekonomiczny świata zachodniego. Stosunkowo skromna podaż prawdziwie przełomowych innowacji to jedna z przyczyn, dlaczego tak trudno o wzrost gospodarczy, który - podobnie jak dawniej - wzmacniałby klasę średnią i kreśliłby przed młodym pokoleniem lepsze perspektywy niż przed starszym. Ostatnie lata rozwiały złudzenia, że stabilny rozwój można osiągnąć dzięki wirtualnym instrumentom finansowym lub dopalaczom w postaci zadłużenia. Wzrost wymaga po prostu wartości dodanej. Czy to nie zdumiewające, że w czasach uchodzących za apogeum postępu świat zapomina niekiedy o tak elementarnych prawdach?

Ekonomię fascynuje dziś koncepcja gospodarki opartej na wiedzy, na co różne szkoły filozofii zdają się podsuwać pytanie: czy nie lepsza byłaby gospodarka oparta na mądrości? Czy sam postęp gospodarczy jest dziś naprawdę tak prężny, jak się sądzi?

@RY1@i02/2014/094/i02.2014.094.00000270a.803.jpg@RY2@

Jan Gmurczyk ekonomista, analityk Instytutu Obywatelskiego

Jan Gmurczyk

ekonomista, analityk Instytutu Obywatelskiego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.