Spółdzielnie socjalne nie tylko dla wrażliwych
"Spółdzielnie to dwudziestowieczny przeżytek, relikt komunizmu" - jeszcze dwa - trzy lata temu wielu ekspertów powtarzało takie opinie. Nieliczne przykłady spółdzielczej zaradności nie przekonywały również mnie. Przecież jeśli chce się działać wspólnie, można dziś bez przeszkód założyć spółkę, a i wybrać jej formę, pasującą do danej działalności.
Kiedy w 2006 roku wchodziła ustawa o spółdzielniach socjalnych, chyba niewiele osób wierzyło, że przepisy nie staną się kolejnym martwym prawem. Optymiści liczyli przede wszystkim na wsparcie finansowe z urzędu pracy albo z PFRON. Zasadne wydawały się też obawy, że ta forma działalności stanie się wyłącznie maszynką do wyciągania pieniędzy. Że po upływie obowiązkowego dla skorzystania ze wsparcia czasu funkcjonowania - większość się rozwiąże. Tymczasem stało się inaczej. Spółdzielni z roku na rok przybywa, a liczba już zarejestrowanych w Krajowym Rejestrze Sadowym przekroczyła 1000. Trudniej chyba znaleźć dziedzinę, w której nie działają, niż wymieniać wszystkie, w których prowadzą działalność. Zajmują się m.in. sprzątaniem, lepieniem pierogów, prowadzeniem biur rachunkowych, krawiectwem, wytwarzaniem biżuterii, wikliniarstwem, opieką nad starszymi ludźmi, cateringiem, organizacją konferencji, świadczą usługi internetowe, naprawiają samochody. Nieobce są im takie dziedziny, jak energia odnawialna, pozycjonowanie stron www czy prowadzenie hosteli. W ostatnim czasie modne stało się zakładanie barów i tanich jadłodajni w miastach.
Spółdzielcy wykazują się przynajmniej taką samą inwencją jak właściciele firm. Czasami nawet większą, bo działają tam często osoby z różnego rodzaju ograniczeniami, dla których znalezienie odpowiedniej i przynoszącej dochody niszy - to niezła łamigłówka. Niezależnie bowiem od formy prowadzenia biznesu - podstawą sukcesu jest znalezienie pomysłu, który przyniesie profity.
Atutem spółdzielców jest też działanie w grupie. Jeśli nawet jedna osoba zwątpi w sukces lub po prostu zawiedzie - pozostałe mają szansę naprawić błąd. Oczywiście pod warunkiem, że spółdzielnię tworzy zgrany kolektyw!
Nie bardzo wyobrażam sobie sukces przedsięwzięcia, które rozpoczęłoby się od zamieszczenia w internecie ogłoszenia "szukam chętnych do założenia spółdzielni socjalnej". Trzon spółdzielni powinni stanowić ludzie, których coś jednoczy. Utrata pracy, wyjście z nałogu, niepełnosprawność, nawet dobra wieloletnia znajomość. Co do zasady ta forma została przewidziana dla grup zagrożonych marginalizacją, choć ja wolałabym określenie "wrażliwych". Z tego też powodu trudno sobie wyobrazić, że spółdzielcy szybko osiągną wielkie zyski. Zresztą przepisy, konkretnie ustawa z 27 kwietnia 2006 r. o spółdzielniach socjalnych (Dz.U. z 2006 r. nr 94, poz. 651 ze zm.), nie przewidują nieograniczonego rozrostu przedsięwzięcia. Spółdzielców (osób fizycznych) może być od pięciu do pięćdziesięciu. Mogą wprawdzie zatrudniać niezrzeszonych pracowników, ale również w ograniczonej liczbie.
Jeżeli nikt nie będzie majstrował w przepisach - może okazać się, że to dla dużej grupy Polaków nie najgorsza droga do osiągania stałych dochodów. Także tych, dla których praca w zgranym kolektywie ważniejsza jest od wielkich zysków.
@RY1@i02/2014/091/i02.2014.091.215000200.803.jpg@RY2@
Zofia Jóźwiak redaktor Dziennika Gazety Prawnej
Zofia Jóźwiak
redaktor Dziennika Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu