Uwaga, akwizycja
Gdyby wiedzę o korzyściach z UE czerpać z rządowego spotu, można by dojść do wniosku, że dzięki Unii mamy piękne mosty w Warszawie i zabytkowy żuraw w Gdańsku. Tyle że piękne mosty to wynik afery, a żuraw zbudowali Niemcy. Po co nam więc Unia? Zasadniczo odpowiedź rządu brzmi: żeby było lepiej. Czasem jednak braterstwo z innymi krajami Europy raczej nam szkodzi, niż pomaga. Tak jest na rynku ubezpieczeń.
Sądy zaczęły bowiem bardzo serio traktować przepisy o statusie oddziału przedsiębiorcy zagranicznego. Skutkiem jest np. odrzucanie pozwów skierowanych przeciwko firmie, z którą - wydawało się nam - zawarliśmy umowę ubezpieczenia. Jeśli bowiem jest ona tylko oddziałem międzynarodowego przedsiębiorstwa, może się okazać nie tylko, że wdepnęliśmy bez sensu w koszty, lecz także straciliśmy termin np. na zgłoszenie roszczeń. Żeby było śmieszniej, problem ten jest znacznie mniejszy w sytuacji, gdy firma matka nie ma siedziby w UE, lecz w kraju pozaunijnym. Wówczas jej oddziały są przez prawo traktowane poważniej: można się z nimi procesować.
Uczciwie by więc było, by oddziały unijnych ubezpieczycieli wywiesiły już dziś na drzwiach kartkę: "Uwaga, akwizycja". Bo taki de facto jest ich status: mogą nam sprzedać polisę, ale nie będą odpowiadać za roszczenia z niej wynikające. Z tymi musimy się bujać do centrali.
Stąd konfuzja: czy rzeczywiście, gdy w unijnych traktatach zapisywano swobodę przepływu usług, chodziło wyłącznie o usługi akwizycji.
@RY1@i02/2014/091/i02.2014.091.000000200.802.jpg@RY2@
Barbara Kasprzycka zastępca kierownika Gazety Prawnej
Barbara Kasprzycka
zastępca kierownika Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu